Rabbi gdzie mieszkasz? Rozdziały 11, 12 i 13 książki Williama Williamsona

Rozdział 11
„Pierwszego dnia w tygodniu niech każdy z was odkłada u siebie i przechowuje to, co może zaoszczędzić” (1 Kor 16,2).

Czasami przed chrztem chodziliśmy na nabożeństwa do namiotu na Carlton Street. Jeden z kaznodziei zajął się tym tekstem i pokazał jasno, że ludzie Pańscy powinni dawac indywidualnie, proporcjonalnie i systematycznie dla Pana. Była to nowa dla nas prawda i pochwyciła nasze serca. W drodze do domu powiedziałem do mojej żony, że musimy zacząć dawać Panu tak jak to usłyszeliśmy, zgodziła się ze mną. Wiedzieliśmy, że Chrześcijanie (ci, do których teraz chodzili – przyp. Tłum) nie wzięli by od nas pieniędzy, lecz mieliśmy nadzieję, że będziemy kiedyś należeć do społeczeności i mogliśmy oszczędzać aż do tej chwili.
Zaczęliśmy od oddawaniu Panu dziesiątej części ze wszystkiego, co zarobiliśmy. Wszystko szło dobrze i gdy zostaliśmy przyjęci do społeczności w Brock Avenue Hall staraliśmy się dawać inteligentnie, jak również uczyliśmy się by ć w społeczności ze sługami Pańskimi indywidualnie. Po jakimś czazsie wspólnie zdecydowaliśy dawać Panu dwadzieścia procent z naszych dochodów. Stała praca, radosna służba były naszymi boskimi błogosławieństwami w tych dniach. Byłem zadowolony jeżdżąc do pracy na rowerze. Podróże między kontynentalne czy ośrodki nadmorskie nie były w tych dniach konieczne do utrzymywania nas w zdrowi i krzepie. Chcieliśmy chodzić „w nowości życia” i wreszcie zdecydowaliśmy się oddawać Panu pięćdziesiąt procent naszych zarobków.
Rok 1908 na długo pozostanie w pamięci w Toronoto jako rok poważnego załamania gospodarczego. W North End ludzie żyjący w nie wykończonych domach i chałupach cierpieli zimno i głód. Wielu z ludzi wierzących straciło pracę jako że przedsiębiorstwa budowlane doszły do zastoju. Sytuacja stale się pogarszała, aż w końcu pracownikom Fairbanks powiedziano, że firma jest likwidowana i że nie będzie już więcej pracy. Spodziewałem się odejścia wraz z innymi, lecz kierownik powiedział mi, że chce, aby został i przygotował silniki okrętowe do ???? spring catalogue???? (wiosennego skatalogowania?). Dobrze pracowałem okres ???/ I worked right through the distress???) i gdy część pracowników została odwołana na wiosnę, dokonano poważnych cięć w ich zarobkach, jednak moje pozostały bez zmiany. W tym wszystkim mogłem oglądać dobroć naszego Boga. Mogliśmy pomóc wierzącym, którzy zostali bez pracy jak również biednym z chałup North End.
???????
I expected to go with the rest, but the superintendent told me he wished me to stay on and prepare the marine motors for the spring catalogue. I worked right through the distress/ and when the other men were taken back in the spring, there was a serious cut in their wages/ but my wages remained the same.
??????

Brat, który zwykle prosił mnie, abym wraz z nim odwiedział wierzących, stracił pracę i jego płaszcz wymagał odnowienia. Moja dobra żona pomyślała, że powinniśmy my dać nowy ciepły płaszcza na zimę. Gdy go daliśmy mu, jego pierwsze słowami były: „”Man, sir! it will be fine to pray in.” Teraz jest z Panem, odpoczywając po swej pracy. Te wszystkie drobne rzeczy nie są warte wspominania, lecz one nauczyły nas tego, że drogą najlepszego wykorzystania swego życia, jest służenie innym. Ktoś powiedział: „Chciwość pokonuje sama siebie – im więcej masz, tym więcej tracisz.” Zdecydowaliśmy nie odkładać więcej pieniędzy w banku, korzystać tylko na tyle, na ile nam potrzeba, a całą resztę oddawać Panu. Jak tylko znaleźliśmy się w społeczności zaczęliśmy brać udział w tak zwanym „The Monthly Missionary Prayer Meeting,” spotkaniu modlitewnym, które odbywało się w ostatni czwartek każego miesiąca. Było prowadzone w pięciu różnych miejscach w mieście. Sprawiło to, że mieliśmy w najbardziej praktycznyc sposób kontakt z „rejonami spoza.” Spotkania były dla wszystkich ludzi Pańskich, którzy chcieli przyjść. Były czytane listy od misjonarzy, po czym była określona modlitwa i zazwyczaj przed zakończeniem słowo z Księgi. Na końcu, każdy kto chciał dać, podchodził do stolika znajdującego się na środku sali i wkładał swoją ofiarę do skrzynki. Niektórzy starsi wysyłali te pieniądze do misjonarzy znajdujących się na zagranicznych misjach, a ponieważ zazwyczaj odzew był bardzo serdeczny, wiele tysięcy dolarów było w ten sposób przekazywanych misjonarzom znanym wśród ludu Pańskiego. Późniejszy pułkownik Beers z głębi serca zajmował się tą pracą, podobnie jak kilku z braci liderów z Toronto. Te spotkania rozszerzyły nasze perspektywy i stworzyły w naszych sercach pragnienie służenia Panu w Południowej Ameryce. Słyszeliśmy czytane listy John’a Mitchell z Wenezueli i często modlono się o niego. W „Echoes od Service” widzieliśmy nazwiska innych misjonarzy pracujących w tej ziemi, zdecydowaliśmy się więcy wsłać im nieco ???? fellowship??? i w ten sposób mieć kontakt z tym krajem. Zaczęliśmy modlić się o Rzymskich Katolików tam. Możliwości służenia mnożyły się i mieliśmy ręce pełne pracy. „The Christians” tak troszczyli się o przyjęcie nas, że wpadli w drugą skrajność i mieli do nas takie zufanie, że mogliśmy się „nadąć.” Kilku Efraimitów było w czasie nabożeństw pomocą, jako że sprawili w nas ostrożność. Nigdy nie znajdujemy się bliżej pokuszenia, niż wtedy, gdy odnosimy sukcesy. Nie pogardzajcie zrzędnym bratem, który wytyka wam błedy w usługiwaniu o Boskości, czy też mówi, że nie należy głosić z Izajasza 53, ponieważ jest to płacz resztki w nadchodzącym dni. Po prostu, cicho powiedzi mu, że „Abba Father” raduje się Bożym sercem i że Filip korzystał z tego wersu mówiąc do Etiopczyka i że sądzisz, że może to kilku duszom pomóc.
Panie, zachowaj nas od złej woli, stronniczego ducha (party spirit???) i samowywyższania.
Przez całe życie widzę Krzyż, gdzie synowie Boży składają swoje tchnienie.
All through life I see a Cross, Where sons of God yield up their breath.
Rodział 11 69

Nie ma innego zystku jak przez stratę
Nie ma życia jak przez śmierć;
Nie ma wizji jak przez wiarę;
Nie ma chwały jak przez znoszenie wstydu;
Nie ma sprawiedliwości, jak przez wizięcie winy;
A ta wieczna Pasja

And that eternal Passion saiih, Be emptied, of glory and right and name.
Dr. W.S. Smith

Rozdział 12
„Wierny jest ten, który was powołał, on też tego dokona „— 1 Tes. 5:24
W tym czasie zaczęło się ostatecznie kształtować w mojej duszy przekonanie o tym, że powinienm poświęcić cały swój czas na pracę Pańską. Przekonywaliśmy się o błogosławieństwie wzrostu tego, co dawaliśmy Panu. Często przychodziło nam na myśl, gdy widzieliśmy co Chrystus dla nas zrobił, czy w czasie radości w Jego służbie: „dlaczego nie złożyć całych siebie na tym ołtarzu.” Poznałem wiele sług Pańskich, którzy zachęcali mnie do myślenia o wielkich potrzebach nad Jeziorem Ontario i na Preriach. Te sugestie podobały mi się, lecz słyszałem również o wielkich potrzebie w Wenezueli. Trzy miliony (obecnie pięć milionów) Rzymskich Katolików i misjonarze, jeden po drugim opuszczający ich. Moje naturalne pragnienie było skierowane w stronę służenia Panu w Kanadzie, wkrótce odłożyłem na bok myśli o Wenezueli. Miała bardzo złą opinię, jako miejsce ciężkie i niezdrowe. Dyrektor Fairbanks powiedział nam, że Idnianie mogą nas zjeść! Rewolucja za rewolują wstrząsały tym krajem, a w 1908 roku Ciprian Castro został usunięty przez generała Gomeza. Castro pokonał wielkie europejskie siły, gdy udało mu się postawić wielkie działo na wprost Puerto Cabell! Republika był ofiarą Caudillos (przywódców). Wenezuela nie był jeszcze wtedy tak znana, jak to jest teraz i niewielu zdawało sobie sprawę z tego, że stanie się jednym z światowych potentatów produkujących ropę naftową. Gdy przyjechaliśmy tam, nasze listy były adresowane „Venezula/S.A” i niektóre poszły do Południowej Afryki! Gdy poszliśmy do agenta w Toronto, aby zarezerwować miejsca, nie był nawet w stanie zlokalizować Wenezueli. Nie wiedział gdzie to jest i miła trochę problemów ze znalezieniem jakichkolwiek parowców tak odchodzących. W magazynach, które wśród nas krążyły z trudnością można było znaleźć cokolwiek na temat Wenezueli, z wyjątkiem „Echoes of Service”, gdzie, niestety z powodu początkowej litery „V”, informacje ograniczone były do kilku zdań na niebieskich stronach na końcu. W każdym razie niewiele było do przekazywania, ponieważ główny ciężar listów jakie stamtąd od misjonarzy otrzymywaliśmy dotyczyło trudności i żmudnej pracy, wśród ogromnego fanatyzmu i prześladowań. Obraz jaki wiedzieliśmy to byli na wpół goli Indianie, a wszyscy wenezuelczycy zdawali się być ludźmi prymitywnymi. Wyobrażaliśmy sobie, że będziemy musieli zbudować sobie sami dom i zrobić własne meble. Spodziewaliśmy się, że będziemy musieli żyć w prymitywnych warunkach i, być może, zapłacić cenę naszego życia.

Ten obraz był czarny w porównaniu do służby dla Pana w Kanadzie. Wiele czasu spędziliśmy na modlitwie i powoli nabieraliśmy przekonania, że ci ludzi Pańscy, o których myśleliśmy najlepiej, będą nam w stanie udzielić rady. Baliśmy się popełnić błądu. Niewielu miało jakiekolwiek doświadczenie w tym, co to znaczy „region beyond?????” jako że ze zborów w Toronoto nie wysyłano misjonarzy za granicę. W końcu powiedzieliśmy braciom starszym w Brock Avenue. Podobało im się i zachęcili nas. Powiedzieliśmy też panu McClintock’owi, który był zadolowolny i często przychodził do nas i umacniał nas. Powiedział: „To jest wielka odpowiedzialność jechać do nieznanego kraju i uczyć się Hiszpańskiego. Gdybyś nie był żonaty, pomyłka nie byłaby wielka, lecz musisz zabrać żonę z sobą do tych narodów. Braicie Williams, czuję, że Pan jest z tobą w tym wszystkim i mogę cię zachęcić.” Drogi człowiek, zachęcał nas aż do końca, dożył czasu Bożego błogosławieństwa pracy. Wielkim smutkiem napełniła nas wiadomość o jego odejściu do Pana.
Powiedzieliśmy starszym braciom, że nie mamy nic pewnego przed sobą i że jedynie chcielibyśmy ich porady (their fellowship???) w tej sprawie, ponieważ nie chcieliśmy rozgłaszać tego, z powodu strachu przed popełnieniem błędu. Niektórzy z tych, co wyjeżdżali do pracy Pańskiej zdawali się otrzymywać Słowo, lub wrażenie, które było dla nich jasne i sprawa była rozwiązywana na tak lub nie. Nie mieliśmy takiego Słowa, ani wizji, ani takiego objawienia naszej drogi. Musieliśmy modlić się i kopać w Słowie dokładając starań, aby upewnić się („assuredly gather”), że znamy Jego wolę.
Mieliśmy pragnienie, aby jechać i wszyscy, którym tą sprawę powierzyliśmy serdecznie nas zapraszali, lecz problemem było to jaki i kiedy. Zacząłem uczyć się hiszpańskiego, co oznaczało wiele dodatkowej pracy, ponieważ byłem równocześnie uczniem na lekcjach, jak i nauczycielem dla swojej żony, a gramatyka i języki niegdy nie były moją mocną stroną. Lecz mogłem spojrzeć wstecz na 1900 rok, gdy Pan mnie zbawił, na Jego prowadzenie, gdy podczas roku w Gordon College uczyłem się gramatyki angielskiej i składni i odnowiłem znajomość francuskiego w wieczorowej szkole. To wszystko przygotowało mnie do nauki hiszpańskiego i Sr. Mendoza był zadowolonoy z moich postępów.
Później Mr. John Crane przyjechał do Toronto, mniej więcej w tym czazsie, był w dordze z Hiszpani do Wenezueli. Zaprosiliśmy go do nas do domu na herbatę i poszliśmy wraz z nim na spotkanie misyjne w Brock Avenue Hall. Zasypałem go pytaniami, lecz był małomówny i w drodze na spotkanie powiedział: „Wolałbym dziś tego spotkania nie prowadzić dziś wieczór, ponieważ przy składaniu raportu trzeba tak wiele mówić o sobie.” Ostatecznie nie powiedziałem mu o naszym doświadczeniu z Wenezuelą. Wkrótce po tym, jak Mr. John Mitchell został zapowiedzialny na spotkaniu w Brock Avenue, zawarłem z Panem umowę, że jeśli Mr. Mitchell podejdzie i poda mi rękę na zakończenie spotkania, powiem mu o naszym problemie. Stałem rozmawiając z wierzącymi jak zwykle na końcu sali, gdy Mr Mitchell podałe rękę na pożegnanie temu i owemui wyszedł, nie wiedząc jak bardzo pragnęliśmy otrzymać więcej informacji o Wenezueli. Gdy schodził po usłudze, nie wyglądał dobrze.
Jedną z moich największych obaw było to, czy Bóg zaopatrzy wszystkie nasze potrzeby w Wenezueli? Wiedziałem o tym w teorii, że powiedziano sługom Pańskim, że mają żyć z wiary; wiedziałem również, że niektórzy ze sług zajmowali się tym i otrzymali!

We wrześniu 10, 1908 roku, kochany Mr. Donald Munro odszedł do domu, aby być Panem. Poszedłem na pogrzeb do Central Hall, John Smith, Colonel Beers i R. Telfer brali udział w nabożeństwie. Mr. Smith przeczytał Rzym 14, 7-9 i mówił bardzo ciepło o Munro, o jego życiu, świętym przykładzie i wielkim wpływie. Poszedł dalej mówiąc o tym, że nietrudno jest wylać kilka łez i wkrótce zapomnieć o tej uroczystej chwili. Lecz jaki miał być z tego pożytek? Czy mamy żyć dla siebie czy dla Pana? Mówił z prawdziwą mocą, a jego słowa zafascynowały mnie. Przy grobie modlił się Mr. W.P. Douglas, Mr. T.D.W. Muir przeczytał z Obj. 21, po czym wszyscy zaśpiewali „Na zawsze z Panem.” Czuliśmy, że straciliśmy przyjaciela i umiłowanego brata, który, przez swoje święte życie i biblijne nauczanie, ????had warded off trouble and division among the Lord’s people. ???? Lecz tego pięknego popłudnia kanadyjskiej jesieni, czułem, że Bóg trwa, Jego Słowo trwa, i że zgodnie ze swoimi możliwościami będę starał się iść Jego drogami.
Stopniowo stało się wiadome, że jesteśmy zainteresowani Wenezuelą i to możemy powiedzieć, że nie było nikogo, kto by nas zniechęcał. „Jedźcie, a Pan będzie z wami” było ich poradą. Jakiś czas później pojechałem na koferencję do Hamilton i bardzo cieszyło mnie to, szczególnie czytanie Biblii w domu P. Best’a, w którym W.B. Johnston mówił na temat Gen 50,20. Mr. Smith był na konferencji i po spotkaniu, wziął mnie za ramię i powiedział: „Chcę ci coś powiedzieć.” Spodziewałem się tego, co mi chciał powiedzieć i szczerze miałem nadzieję, że nie popełniłem błedu, bo z pewnością wiedziałby. „Słyszałem, że jesteś zaprzątnięty myślami o Wenezueli” powiedział, co mu potwierdziłem. Gdy udzieliłem mu kilku szczegółów, ?????
, he did not commit himself???? Lecz powiedział: „kto wierzy, nie będzie działał w pośpiechu.” ???/”He that believeth shall not make haste.”????
Mr. Smith był pierwszym z tych, którzy chcieli, aby pozostał i pracował w Ontario. Niektórzy z tych weteranów krzywo patrzyło na misjonarzy i misjonarskie wysiłki. Mieli swoje powody, ponieważ niektórzy z tych misjonarzy, którzy odwiedzili Toronto, byli ludźmi o pomieszanych zasadach. Jeden z tych, w którch złożyli swoje zaufanie okazał się być oszustem. Inny misjonarz przekazywał swoje raproty, odbierał ich zaopatrzenie, po czym poszedł na miejsca, z którymi oni nie mogli mieć społeczności. Jeszcze inny, gdy przyjechał nauczał zgodnie z biblijnym wzorem, lecz odkryli, że po powrocie na pola misyjne przywdziewał płaszcz i jedwabny kapelusz i przyłączał się do sekty i ich corocznych spotkań. Tak więc Mr. Smith wraz z innymi obawiali się, że kilka lat na zagranicznych niwach ogłuszy wrażliwość i przekonanie Ducha. Ci ludzie byli mężami o charakterze najwyższej próby. Nienawidzili podwójnego działąnia i nigdy nie nastawiali swych żagli na przemijające wiatry. Działali tak jak ap. Paweł „Tak nauczam we wszystkich zborach” (1 Kor 4, 17).
Pięćdzisiąt lat temu spotkania misjonarskie były w Toronot rzadkością. Pamiętam tylko nieliczne, wśród których były spotkania z Mr. J. Ward Wilson’em i Mr. Eager z Chin, lecz niedawno jeden z braci liderów napisał do mnie, że mają ich teraz więcej niż są w stanie zorganizować. Jesteśmy wdzięczni, że wszyscy misjonarze nie są ludźmi o pomieszanych zasadach, ponieważ takie postępowanie obniża status misjonarzy, wywołuje problemy, zarówno na polach misyjnych jak i na miejscu.

Mr. Williams tworzył pionierską pracę głoszenia ewagelii w El Baul, odległego regjonu w południowej Wenezueli.

Rozdział 13
„A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą, zgodnie z obfitością swej chwały w Chrystusie Jezusie” – Fil 4,19.
Niektórzy mając jak najlepsze intencje myśleli, że powieniem głosić ewangelię przez pewien czas w Ontario (odwiedzając zbory ?? Assemblies??), abym stał się bardziej znany wśród wierzących ludzi. Jeden list, przesłany do mnie, aby mnie skontaktować z pewnym ewangelistą nigdy do mnie nie dotarł. Być może była to droga Pańska, ponieważ mogliśmy odwrócić nasze oczy od Pana i patrzeć na takie – to a – takie zgromadzenie (Assembly), który by zaspokoiło nasze potrzeby. Nigdy nie doświadczylibyśmy radości płynącej z doświadczanai wierności naszego Bogas jak to miało miejsce w Wenezueli. Nigdy nie moglibyśmy zachęcać młodych ogarniętych myślami o misji ludzi, aby pozostawili swoją pracę i pojachali z nami do wenezueli na kilka tygodni. Nigdy nie moglibyśmy sprzeciwić się „okólnikom”
?????????
We could never have raised our voice against „circular letters” to provide for passage and outfit for young missionaries.
????
Nauczyliśmy się polegać (fall back???) na Bogu i zachęcaliśmy do tego innych. Nigdy ich nie zawiódł ani nas. „Ci, którzy mnie czczą, Ja uczczę” – ciągle jest prawdziwe.
Któregoś dnia Pańskiego pod koniec porannego nabożeństwa, zostało ogłosozne, że odbędzie się pożegnalne spotkanie odbędzie się w tygodniu dla państwa Williams, którzy wyjeżdżają do Wenezueli. Bardzo mnie to zaskoczyło. Któż to zrobił? Dlaczego starsi nie zapytali nas? Wiele pytań napełniło mi umysł. Gdy zapytałem o wyjaśnienie, wszyscy uśmiechęli się i powiedzieli, że wszystko będzie w porządku. Powiedziałem im, że jeszcze nie podjęliśmy decyzji kiedy wyjeżdżamy, na co odpowiedzieli mi, że oczekuje się ode mnie, że powiem kilka słów, i że niektórzy ze sług Pańskich będą obecni na spotkaniu, a po spotkaniu, będzie pożegnalna cherbatka.
Nie pozostało nic innego jak tylko ugiąć się przed okolicznościami. Zawsze mówiłem, że nie pojedziemy dopóki Pan nas nie przymusi, a to było zawzięte przymuszenie. W końcu przyszedł znamienny wieczór. Sala była wypełniona po brzegi. Kilku kaznodziejów było obecnych i przemawiało dobrymi słowami, lecz serce miałem ściśnięte (zmiażdżone? Thumping???), gdy wyszedłem na podwyższenie. Powiedziałem ??Christians?? Chrześcijanom, że nie mam nic do powiedzenia – nawet nie podjąłem decyzji o wyjeździe do Wenezueli – że nie wyjechalibyśmy dopóki Pan nie zmusiłby nas do tego. Uśmiechęli się na takie dziwne wyznanie.
Po cherbatce, gdy ludzie opuszczali spotkanie, podszedłem jak zwykle do drzwi, aby zobaczyć się z niektórymi. Jeden po drugim wręczali mi banknoty do ręki. Wpychałem je do kieszeni, jak gdyby były gorącym żelazem. Gdy dotarłem do domu, wyjąłem je i mieliśmy wspólnie z żona długo w nocy zajęcie. Co mieliśmy zrobić z tymi pieniędzmi? Dlaczego w ogóle zorganizowali pożegnalne spotkanie? Wtedy, po powrocie z pracy w kilka dni później, przyszedł czego od Christians z Central Hall, jako wyraz ich współudziału w naszym wyjeździe do Południowej Ameryki. To było coraz gorsze, rzuciło nas na kolana wtedy dotarło to do nas. „Zawsze mówiliście, że nie wyjedziecie, jeśli Pan was nie zmusi do tego. Czyż nie jest to dowód od Niego i przedsmak tego, że On was zaopatrzy we wszelkie wasze potrzeby?”
To ostatecznie zdecydowało o sprawie. Powiedziałem dyrektorowi, że wyjeżdżam 27 marca. Zarezerwowaliśmy miejsca w Melville, wzięliśmy udział w konferencji w Toronto, spakowaliśmy dwa kufry i dwie walizki i 10 kwietnia popłynęliśmy do Nowego Jorku. Mieliśmy serdeczne pożegnanie na starej stasji Union Station w Toronto. Zostaliśmy wyrwani z łóżek w Buggalo, jako że Christians??? Którzy kupowali nam miejsca sypialne nie wiedzieli, że nasze bilety były do Lackawana a nie do New York Central. Wylądowaliśmy w wielkim mieście przenocowaliśmy w Hotelu Lackawana zorganizowaliśmy nasze paszporty dalszy przejazd i bez kogokolwiek, kto uroniłby łzę , popłynęliśmy z Brookinu na starym holenderskim parowcu „Prins Wilhelm I.” Po piętnastu dniach byliśmy w Puerto Cabello.
?????
We had been rooted out of our beds in Buffalo/ as the Christians who had bought us „sleepers” did not know that our tickets were Lackawana and not New York Central. We had landed in the great metropolis, put up at the Lackawana Hotel, arranged our passports and passages, and with no one to shed a tear, we sailed from Brooklyn on the old Dutch steamer „Prins Wilhelm I.” After fifteen days we reached Puerto Cabello.
?????

W jaki sposób Pan okazał się być Jehovah Jireh w Wenezueli opisane jest w książkach It Can Be Done, or Carrying Out the Commission in Venezuela,
Zapiski dwudziestu siedmiu lat pionierskiej pracy, oraz w książce The Dawn of a New Day in Venezuela, gdzie jest opisana nasza historia. Ograniczyliśmy się (We have appealed???) do faktów i indywidualnych doświadczeń. Spróbowalismy, tak prosto jest to jest tylko możliwe, stawierdzić jakie były nasze serca, gdy zanleźliśmy się na „miejscu” wskazanym Abrahamowi dawno, dawno temu po trzech dniach podróży na górę Moria; Mojżeszowi op trzech dnia marszu w celu złożenia ofiar. W ewangelii Matausza 28 Pan nakazał i było to wykonywane przez apostolskie działanie w Dziejach Ap. oraz w doktrynie nauczanej w listach – śmierć wierzącego, pogrzeb i zmartwychwstanie z Chrystusem, symblizując chrzest, wspomnienie wieczerzy Pańskiej w każdy pierwszy dzień tygodnia i codzienne rozważanie Słowa Bożego.

Nasze serca wypełniły się dziękczynieniem dla naszego kochającego Boga i Ojca dla wszystkich jego dróg, którymi nas prowadził. Jesteśmy głęboki dług wdzięczności dla Jego umiłowanych ludzi , powszechnie zwanych „BrethiE’la’i,” lecz którzy odmawiają jakiejkolwiek nazwy, która nie jest znana wszystkim chrześcijanom, jakakolwiek byłaby przynależność kościelna. Wszystki Pańskie nazwy, takie jak Christians, bracia, wierzący itd., pasuja do wszystkich Jego ludzi jak dobrze dopasowane rękawice. Lecz ludzkie nazwiska i dystynkcje pasują tylko na te ręce, na które zostały zrobione i na żadne inne.
Przy ostatniej okazji, gdy jeszcze byliśmy w domu, wybrałem się na konferencję na West Coast. Po jednym ze spotkań, wyszedłem aby ubrać płaszcz i gdy zdjąłem jeden podobny do mojego, zauważyłem, że był raczej za szczupły dla mnie, lecz ponieważ rozmawiałem z przyjacielem, nie zwróciłem na to większej uwagi. Jednak, gdy wyszedłam na ulicę, sięgnąłem do kieszeni po moje rękawiczki, jako że była zima. Wyjąłem jedną, lecz nie pasowała. Jeden palec jakoś nie pasował. Pomyślałem, że może wywróciłem go na lewą stronę przy zdejmowaniu, lecz okazało się, że ten palec był obcięty i zawszyty. Nagle spadło na mnie to, co zrobiłem. Przez pomyłkę wziąłem płaszcze człowieka, który stracił palec prawej ręki. Jego rękawiczka miałe jeden krótszy palec i nie pasowała na moją rękę. Podobnie jest z najelpszymi miejscami, gdzie ludzkie nazwiska i zarządy rządzą zborem. Mogą mieć czystą ewangelię, chrzest przez zanurzenie, brak płatnych oficjeli; lecz jest gdzieś tam w rękawiczce jeden za krotki palec.
Jest tylko jedno mijesce, gdzie Boży lud może spotykać się i zachować dane im Imię Pańskie; tylko jedno miejsce, gdzie Panowanie Chrystusa może być wykonywane; jedno miejsce, gdzie Duch Pański ma wolność do używania tego, kogo zechce. Tym miejscem jest Zbór – Kościół Boże – budowany i rozwijający się na nowotestamentowych zasadach. To jest TO MIEJSCE, gdzy znaleźliśmy nasze odpocznienie i gdzie zaprosilibyśmy wszystkich umiłowanych Pańskich, aby „przyszli i zobaczyli.” Naszym szczerym pragenieniem i modlitwą jest aby Pan z przyjemnością błogosławił to świadectwo na Swoją chwałę.

Jeśli pragniesz otrzymać bezpłatnie literaturę chrześcijańską albo masz pytania dotyczące treści Biblii, zachęcamy i zapraszamy abyś napisał do nas na adres:
RLCh – Rozpowszechnianie Literatury Chrześcijańskiej, ul. Fabryczna 18, 98-400 Wieruszów, woj. łódzkie
albo:
RLCh – Rozpowszechnianie Literatury Chrześcijańskiej, ul. Ostrowska 1, 63-520 Grabów nad Prosną, woj. wielkopolskie

http://chrzescijanin.googlepages.com/

http://chrzescijanie.info/

http://Chrystus.Jezus.pl/

http://nt.own.pl/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: