Rabbi gdzie mieszkasz? Rozdziały 4 i nast. książki Williama Williamsona

Na początku roku 1900 stało się w warsztacie maszyn coś, wywołało wiele komentarzy – nawrócenie Kennetha McKay’a. Jego szwagier przyjechał z Australii i głosił Chrystusa „Mac’owi” jak go tu po przyjacielsku nazywano. Uwierzył Ewangelii i stał się nowym stworzeniem w Chrystusie Jezusie. Przez kilka dni wszyscy widzieliśmy, że stał się cichy i gorliwy w pracy bez względu na to, czy szef był obecny czy nie. Któregoś dnia poszedłem do przełożonego zmiany i zapytałem co się stało z Mac’iem, jako że wyglądał ostatnio inaczej.
„Powiedzili mi, że się nawrócił” powiedział „Nawrócił! Co to znaczy? Zobaczę czy się nawrócił” odpowiedziałem idąc wpros do stanowiska gdzie pracował Mac. Zrzuciłem wszystkie narzędzia na podłogę. Nie wywołało to pożądanego efektu , ponieważ on dalej spokojnie pracował. Zacząłem mu dokuczać, używając przekleństw. Będąc dobrym bokserem i futbolistą mógł się ze mną bardzo szybko rozprawić, lecz tylko rozejrzał się wokół i powiedział: „Willie, dla czystych wszystko jest czyste.” Nie wiedziałem o tym, że cytuje Pismo, lecz jego odpowiedź uderzyła mnie. Odczułem, że postępowałem względem niego podle, pozbierałem więc z powrotem narzędzia, które zrzuciełm. Wróciłem więc do szefa zmiany i powiedziałem mu, że rzeczywiście Mac się zmienił całkowicie, powtarzając dziwną odpowiedź jaką od niego otrzymałem. „Zostawcie go, to głupiec. ” powiedział” „Mac nawrócony” stało się tematem rozmów przy ?? surgace table”?? gdzie tak często zabawiał nas swymi dowcipami i historiami. „Zwariowany głupiec” ktoś powiedział.” „Dajmy mu ze trzy miesiące na powrót do nas” rzekł inny. Wkrótce stał się celem prześladowań i znęcania się, prowodyrem był syn duchownego, który wysłany na uniwersytet, aby skończyć medycynę, wyleciał i był teraz pomocnikiem inżyniera. Lecz Pan wzmocnił Mac’a i nie przejmował się tym wszystkim. Gdy kpiliśmy z niego, śpeiwał sobie cichutko „Jezu, sama myśl o Tobie, napełnia słodyczą piersi me.” Gdy szedł do narzędziowni po jakieś narzędzia chłopaki ??? TALLOW ?? na paski, smołe na uchwyty, rozluźniali centra ?? tokarki, tak że po włączeniu paraca na niej stawała się ??? tumbling out ??? Gdy wracał, syn duchownego prowadził imitację modlitwy i afektywnym, uduchowionym głosem powtarzał: „Wiele doświadczeń spotyka sparwiedliwego” i „Kogo Pan miłuje, tego smaga.” Mac w ciszy czyścił smar, reorganizwoał sobie precę między centrami, czyścił pasy, i zaczynał od nowa. Przy jakiejś okazji, gdy awansował na drugą tokarkę w warsztacie, chłopaki dorwali jego płaszcz, wsadzili ??? śrube w dziurkę na guziki, zrobili drugą dziurę z drugiej strony, nałożyli podkładkę i zanitowali śrube i powiesili z powrotem. Wszystko w wielkiej konspiracji i gdy o 5,30 odezwał się gwizdek, wszystkie oczy były zwrócone na Mac’a, co się będzie działo, gdy weźmie płaszcz, ponieważ powiedziano mu, że prawdziwy chrześcijanin nie powinien nigdy wpadać w złość, itd. Umył ręce i gdy szedł do szafki, żeby wziąć płaszcz zorientował się, co się stało. Przez kilka sekund przyglądał się mu, po czym wziął płaszcz
do imadła, przytwierdził mocno główkę śruby, a następnie rozciął ja na dwie części. Odrzucacjąc części, założył płaszcz i z łagodnym uśmiechem wyszdł śpiewajac: „Jezu, sama myśl o Tobie, napełnia słodyczą piersi me.”
Piszemy o tych rzeczach, aby pokazać, że to, co się liczy dla bezbożnych ludzi, to wyznanie a nie zawód (confession not profession), postępowanie, a nie gadanie (walk and not talk). Gdy obserwowałem jak Kenneth znosi wyszydzanie i zniewagi, i tak cierpliwie wyznaje wiare w Chrystusa, zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że to wszystko o czym mi mówił jest zbyt prawdziwe, że mimo mojego chrztu i religii, i całej reszty, byłem na szerokiej drodze do piekła i potrzeba „narodzenia się na nowo” w Jego życiu niepokoiła mnie. Przekonało mnie to o rzeczywistości Chrystusa i Chrześcijaństwa, w czasie gdy niewiara powoli zajmowała pozycje w moim sercu. Zazwyczaj dyskutowałem z nim i sprzeczałem się, twierdząć, że nie ma Boga, nieba i piekła, choc po kryjomu wierzyłem, że jest. Był niepisanym prawem aby, gdy się uszkodzi górny blok, jeden mógł skorzystać z asysty drugiego do pomocy przy naprawie, a na górze wśród wielokrążków i ruchomych pasów, chłopcy spędzali niejedną godzinę. Mac zazwyczaj prosił mnie o pomoc przy naprawie swych napędzających pasów, co mnie dziwiło, ponieważ zamęczałem go kpinami i pytaniami. Jednak miał więcej rozeznania niż sądziłem, ponieważ później powiedział mi, że widział, pomimo mojej całej brawury, że Pan pracuje w mym sercu.
Kochani chrześcijańscy pracownicy, nie zniechęcajcie się tymi, którzy się z wami spierają i sprzeciwiają wam. Paweł z Tarsu robil to samo, a ma wielu następców. Mac miał zupełną rację, Duch Boży pracował w moim sercu, pomimo że ja tego nie wiedziałem. W czasie godzin ciszy nocnej przychdziła do mnie myśl: „A co, jeśli Mac ma rację i jestem na drodze do piekła? Jest Bóg. Jest Chrystus. Jest rzeczywistość pomimo hipokryzji duchownych. Mac jest prawdziwy (real) człowiekiem.” Wtedy odzywał się ten sam głos, który usłyszałem sześć lat wcześniej: „Gdyby to twoje ciało leżało w tej trumnie, to toja dusza gdzie by była?” i mówił dalej ” Czy nie chciałbyć mieć tej pewności, którą ma Mac, że jesteś na drodze do nieba?”

Beloved Christian worker, do not be discouraged by those who argue and oppose. Saul of Tarsus did it and he has many descendants. Mac was quite right; the Spirit of God was working in my heart though I did not know it. In the quiet hours of night the thought would come to me, „What if Mac is right, and I am on the way to hell? There is a God. There is a Christ. There is reality in spite of the hypocrisy of clergymen. Mac is a real man.” Then that same voice which had said to me six years previously, „If your body were in that coffin, where would your soul be?” once more spoke and said, „Would you not wish to be sure, drżałem przed odpwiedzią, z powodu ryku chłopaków ze stoczni. Starałem się zapomnieć o Mac, jego głoszeniu, lecz bezskutecznie. Sala balowa nie miała już tego samego uroku co kiedyś, a najnowsze piesni nie były już śpiewane z takim samym smakiem. Moi przyjaciele zaczęli dostrzegać zmianę i pytali co mnie niepokoi. Mówiłem im o Mac’u, który był prawdziwym chrześcijaninem i powiedziałem, że mam nadzieję któregoś dnia też nim zostać. „Ty, chrześcijaninem” mówili „Trudno sobie wyobrazić w ciebie z Bilibią i śpiewnikiem pod ręką. Rozchmurz się i zapomnij o tych głupich poglądach.
Ciągle mam w pamięci, jak pewnego wieczora, gdy wypełniliśmy portiernię, chłopaki wzięli kawałek białego kartonu, napisali na nim „Święty Mac” i przykleili mu na plecach. Był przepychany w tłumie raz tu raz tam, lecz ciągle z tym łagodnym uśmiechem. Gdy znalazłem się w jego pobliżu, złapał mnie za rękę i powiedział: „Czy nie chciałbyś być zbawiony?” Opwiedziałem „Zbawiony, Mac! Nie byłbym w stanie robić tego, co ty, ????”Would you not like to be saved?” „Saved, Mac!” replied, „I could not stand what you do without letting them have it.”????
„A – powiedział – nie znasz tej radości jaka jest w moim sercu. Biedne chłopaki nie znają jej również, ani trochę lepiej. Byłem taki sam jak oni i dlatego Pan uzdolnił mnie do tego, abym ich znosił.” „Uważaj, Billy albo się nawrócisz” wrzeszczał tłum. Chciałem się wyrwać z uścisku Mac’a, bojąc się szydzenia asystentów.
Była właśnie wojna południowo afykańska i w dniu ????? Lady Smith i innych tego typu okazjach ?????, my, asystenci wszyscy robiliśmy sobie „Francuskie obchody,” podczas gdy brygadzista zdzierał sobie gardło i przeklinał nas, gdy przechodziliśmy koło niego, wychodząc na otwartą ulicę i dalej na miasto, aby obchodzić zwycięstwo. Przy jednej z takich okazji Mac jechał na motorze na plac warsztatu, gdy spotkał go gang. Powiedzieli mu, że skoro Brytyjska armia zwyciężyła, oni zameirzaja obchodzić to wydarzenie wolnym dniem i że on jest jedynym wolnym asystentem i musi iść z nimi. Łagodnie zaprotestował, wskazując, że w pewnym czasie sympatyzował z nimi, lecz teraz jest chrześcijaninem i musi być posłuszny swoim zwierzchnikom. Nie było czasu na dyskusje „weźcie jego, motocykl i wszystko,” krzynęli chłopcy i nieśli go kawałek. Lecz była to ciężka praca i męcząca procesja, więc został uwolniony i wrócił na plac do stoczni. Brygadzista powiedział mu, że może jest wolny, skoro reszta asystenów zrobiła sobie „francuskie obchody.”
Miesiące mijały, a moje prganienie skończenia z tą straszną walką w sercu wzrastało. Którejś nocy, gdy opuściliśmy plac, Mac ponownie zapytał mnie, czy chciałbym być zbawiony. Powiedział: „Będę modlił się o ciebie i będzie nas dwóch zamiast jednego. Zrobię wszystko, co mogę aby ci pomóc.” Te słowa „będę modlił się o ciebie” pozostały we mnie. Myślałem: „To przede wszystkim oznacza, figle i prześladowania, które sam robiłem Mac’owi, a on powiedział, że będzie się o mnie modlił.” Czułem się zawstydzony swym podłym postępowaniem wobec tego, którego teraz postrzegałem jako Pańskiego sługę – prawdziwych chrześcijan. Właśnie zaliczyłem medyczną klasę A, dobrze szło mi w wieczorowej szkole Gordon College; miałem wielu przyjaciół i mogłem pozbyć się Mac’a jego próśb i modlitw, mogłem być szczęśliwy. Lecz dobrowolnie rozważałem sprawy w myślach. Z jednej strony był świat, awans, naczelny inżynier, starość, śmierć, piekło. Z drugiej – Chrystus, prześladowania, służba dla Niego, śmierć, niebo. Byłem całkowicie sam i nie było żadnej ekscytacji. Dobrowolnie postanowiłem być zbawionym, nie z miłości do Boga, lecz z obawy przed śmiercią i pójściem do piekła, na które zasługiwałem przez swoje grzeszne postępowanie. Lecz pytaniem było, jak być zbawionym?

Rozdział 5
„Christ died for Ike ungodly”—Rom. 5:6
Było to 20 październik a 1900 roku w zminą sobotnią noc, z śniegiem padającym od czasu do czasu. Mieszkałem razem u pewnej rodziny w pobliżu baru Mearn’a, na rogu ulic Parkowej i Fredericka. Około siódmej poprosił mnie przyjaciel, abym poszedł z nim do pewnego miejsca. Byliśmy w dość zażyłych stosunkach, ponieważ kiedyś razem chodziliśmy do jednej klasy, a teraz obaj byliśmy w mieści i uczyliśmy się tego samego zawodu. Jak dobrze diabeł wie, jak zastawiać pułapki! Nie miałem zamiaru wchodzić aby używać rozkoszy sobotniej nocy, lecz miałem prawdziwą potrzebę na duszy. Niestety był dość uparty i w końcu, aby mu się przypodobać, zgodziłem się iść aż do Castlegate, wielkiego placu w Aberdeen, gdzie w soboty gromadziły się tłumy wokół tanich felczerów itp. Było to również ulubione miejsce na wszelkiego rodzaju spotkania na powietrzu. Gdy tam dotarliśmy mój przyjaciel zarzyczył sobie abym poszedł z nim na Union Street. Lecz zobaczyłem grupę ludzi stojących wokół może 25 letniego mężczyzny, który głosił Ewangelię, powiedziałem towrzyszowi, że wolałbym pozostać i posłuchać mówcy, a nie chodzić z nim. To rozdrażniło go bardz i powiedział mi, że zwariowałem z tą religią i nie jestem już taki, jak byłem. Prosił, przeklinał, to znów złościł się. Dziękuję Bogu, że tego wieczora nie zrezygnowałem i nie poszedłem z nim, ponieważ doszedłem do mojego życiowego rozdroża. Gdyby wygrał wtedy diabeł, mogło to dla mnie oznaczać koniec walki Ducha Bożego we mnie. Prawdziwe zbawienie pochodzi od Pana; jednak my mamy wolę i ta wola musi zdecydować między życiem i śmiercią, Ewangelią i światem, Chrystusem i Szatanem.
Jakże byłem zadowolony, gdy T….. w końcu odszedł. Zbliżyłem się do spotkania i słuchałem kaznodziei głoszącego z jaśniejącą twarzą Ewangelię. Nie podszedłem zbyt blisko, ponieważ nie chciałem aby ze mną ktokolwiek rozmawiał, czy dał mi traktat, a jednak pragnąłem być zbawiony. Po chwili słuchania odszedłem, dochodząc do wniosku, że jeśli można być zbawionym, to będę zbawiony tej nocy. Gdy wróciłem do wynajmowanego mieszkania usłysałem zegar miejski wybijający godzinę i dzięki temu wiem, kiedy zostałem zbawiony, choć w tym czasie nie sądziłem, że będę to mówił później tak często. Stara właścicielka spoglądała na mnie zdziwiona widząc mnie tak wcześnie. Wszedłem do pokoju, zamknąłem drzwi, ukląknąłem przy łóżku. Czułem, że bezużyteczne będą modlitwy takie jak „Ojcze nasz,” lecz zaczałem zwracać uwagę na fakt, że Bóg jest rzeczywistością, i wyznawać Mu moje grzechy. Gdy wyznałem swoje zło i winę, szczególnie to, w jaki sposób prześladowałem Jego sługę, Kenneth’a MacKay’a, prawda z Rzym 5,6: „Chrystus umarł za bezbożnych” stanęła przede mną.
Wiedziałem w jaki sposób Chrustus umarł za grzeszników, lecz myślałem, że
Trzeba go kochać i być dobrym – tak jak kanzodzieja głosił i jak na szkółce niedzielnej nauczyciel uczył, i taka była teologia, którą przyjąłem. Lecz to „Chrystus umarł za bezbożnych” stało się dla mnie objawieniem – byłem niegodnym grzesznikiem – Chrustus umarł za takich, zaufałem Mu w tym i jako Zbawicielowi. Cudowny pokój wszedł do mojego serca. Wszystko wydawało się takie proste i tak pocieszające. Strach przed śmiercią ustąpił miejsca myślom o wyznania i służby. Zastanawiałem się, czy radość będzie trwała, lecz w niedzielę rano „Chrystus umarł za bezbożnych” było ciągle prawdą! Wiedziałem o tym, żę Kenneth McKay powszedł do miejsca zwanego Gordon Mission” (Misją Gordona), więc zdecydowałem się iść tam tego ranka po śniadaniu. Wraz ze mną zasiedli do stołu inni członkowie rodziny właścicielki i jej syn zapytał mnie, gdzie zamierzam spędzić przedpołudnie. Bez zastanowienie powiedziałem im, że idę do Misji Gordona. Zaskoczyło ich to i w żartach powiedzieli, że będę się nawracał. To była moja pierwsza możliwość wyznania Chrystusa i straciłem ją. Poczułem jak moja twarz zmienia kolor i chciałem coś powiedzieć , lecz moje skrępowanie mówiło głośniej i rozmowa ucichła.
Znalazłem Misję Gordona i wchodząc do środka i okazało się, że Mac wręczał przy drzwiach śpiewniki. Wydawał się być zaskoczony, gdy zobaczył jak wchodzę, lecz dał mi śpewnik i pokazał wolne miejsce. Ucieszyłem się widząc go, ponieważ po to rzeczywiście tu przyszedłem, lecz nic nie mu powiedziałem o wielkiej przemianie. Atmosfera była inne niż ta, z którą byłem zaznajomiony w kościele. Śpiew płynął z serca, usługa była prosta i praktyczne i wydawało się być więcej przyjaźni wśród członków. Wróciłem na wieczorowe nabożeństwo i okazało się, że kazanie było w zgodzie z moim nowo znalezionym pokojem.
W drodze do domu przyszło mi do głowy, że przeżyłem świetny dzień, lecz co będzie jutro w stoczni? Jak powiem chłopakom? Myślałem o tym, że będzie roztropniejsze nie mówić nic, lecz po prostu unikać robienia tych wszystkich złych rzeczy, które zwykle czyniłem. Teraz, gdy byłem chrześcijaninem nie było konieczne mówić o tym wszystkim. Ta sugestia pochodziła z piekła, lecz wtedy nie wiedziałem o tym.
W poniedziałek byłem w pracy wcześnie, odświeżony na ciele i duchu – zmiana w stosunku do minionego czasu, gdy z powodu braku wypoczynku miałem zwyczja chować się gdzieś i przesypiać godzinkę. Asystenci musieli zauważyć we mnie zmianę, ponieważ w dwie godziny po rozpoczęciu pracy jeden z nich przyszedł do mnie i zapytał, czy to prawda, że się nawróciłem. „Tak, Geroge, Bóg zbawił mnei w sobotę w nocy,” odpowiedziałem, zapominając o swojej obietnicy nie wygadania się.
Prawda wyszła na jaw i George zawrócił bez komentarzy. Zwrócił się wprost do chłopców i wkrótce wszyscy stali wokół mnie jak zgraja złych wilków dowodzona przez syna duchownego. „Ty hipokryto! Ty renegacie! Załatwimy cię gorzej niż Mac’a” powiedzieli mieszając swoje uwagi z przekleństwami, obelgami tak, jak to tylko iżynierzy morscy potrafią.
Lecz Pan mnie nie zawiódł i zamiast ulec im w strachu, poczułem zachętę jakij nigdy dotąd nie znałem i pozwoliłem synowi duchownego na więcej, niż on sam się spodziewał. Dzień minął, a oni powiedzieli Mac’owi. Ten jednak był ostrożny, ponieważ już wcześniej udawałem nawrócenie; część tych którzy byli w spisku zebrali nieświadomych rzeczy kolegów wokół mnie, aby sprawdzić, czy „chrześcijanin może się rozgniewać.” („if a Christian should get angry”). Mieli ze sobą wodę mydlaną lub coś innego.

Jednak po jakimś czasie, przyszdł do mnie Mac i powiedział: „Willi, czy to jest prawda, zę jesteś zbawiony?”
„Tak, Mac – odpowiedziałem – Bóg zbawił mnie w sobotę w nocy.”
Jak to się stało – spytał.
Opowiedziałem mu o swoim doświadczeniu, co go bardzo uradowało; wtedy powiedział „Teraz będzie drugie. Nie bój się chłopaków.” Z pewnością potrzebowałem tej pomocy i zachęty, ponieważ gdy już to było wiadome, wszędzie w całej stoczni, dokądkolwiek poszedłem, stawałem się celem kawałów i szyderstw. Inżynierzy, kowale, wytwarzający kotły, talerze, stolarze, wszyscy kombinowali, aby mnie przetestować.
Któregoś dnia ledwo uciekłem przed przywiązeniem mnie do drabiny i opuszczeniu do wody. Chłopcy otoczyli mnie i byli gotowi do działania. Modliłem się o to, aby nie zrobili gagu ze śmieciami wpychanymi mi do us, równocześnie decydując się na zaśpiewanie hymnu, który najbardziej kochałem: „O, szczęśliwy dzień, gdy zdecydowałem się na Ciebie, mój Zbawicielu, mój Boże.” Lecz wielką ulgę przyniosło mi, gdy usłyszałem dobrze znany syk ???? sentinel????, którego chłopaki zawsze stawiali przy drzwiach, żeby ich ostrzegał przed nadchodzącym brygadzistą. Wszyscy asystenci rozbiegli się do swoich maszyn; Pan ponownie mnie wyratował.

McKay mieszkał w górze miasta i zwykle jeździł tam motocyklem, lecz teraz chodził ze mną każdego wieczoru i pouczał mnie w sprawach Bożych, na tyle, na ile sam umiał. Opowiedział mi o ponownym przyjściu Pańskim, prawdzie której nigdy wcześniej nie słyszałem. Biblia stała się dla mnie nową książką i ta, którą mi dała matka, gdy opuszczałem dom, znów była czytana i czytana.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: