Czy zbawieni mogą pójść na wieczne potępienie?

Czy zbawieni mogą pójść na wieczne potępienie?

ODSIEW WYZNAWCÓW

Proszę zwrócić uwagę, że tytuł niniejszej książeczki nie brzmi: czy ten, kto mieni się chrześcijaninem lub mówi, że wierzy w Boga, może zostać potępionym; jest to nie tylko możliwe, lecz wręcz pewne, że ci, którzy jedynie z nazwy są chrześcijanami, na całą wieczność będą skazani na ciemność i pustkę. Słowa z ust samego Jezusa nie pozostawiają tu żadnych wątpliwości:

„Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie” (Mat. 7,21-23).

Ludzie, o których Pan Jezus tu mówi nie są poganami, niewierzącymi, czy takimi, którzy nie chcieli mieć nic wspólnego z wiarą chrześcijańską; przeciwnie, są to właśnie ci, którzy Jezusa nazywają swym Panem i gorliwie pracują „na niwie Bożej”. Powyższy cytat mówi aż nazbyt jasno, że ci właśnie ludzie, pomimo wszystko mogą zostać potępieni.

Zwróćmy uwagę, że Pan Jezus nie mówi: „Znałem was, lecz teraz znać was nie chcę”. Ostateczny wyrok dla tych którzy tylko mienią się chrześcijanami brzmi: „Nigdy was nie znałem”. A więc ludzie ci nigdy naprawdę nie należeli do Pana Jezusa! Do zbawienia potrzeba znacznie więcej niż ustawicznie powtarzać: „Panie, Panie..” i aby je otrzymać należy czynić wolę Ojca. Na pierwszym miejscu nie postawiono jednak prorokowania, wypędzania demonów, czy pracy chrześcijańskiej. Faryzeusze zapytali Jezusa: „Cóż mamy czynie, aby wykonywać dzieła Boże” i otrzymali odpowiedź: „To jest dzieło Boże: wierzyć w tego, którego On posłał” (Jan 6,28-29).

A zatem tematem tego traktatu nie będzie odpowiedź na pytanie, czy istnieje odsiew wyznawców i tych, którzy działają w służbie Jezusa Chrystusa, lecz: czy wierzący mogą zostać potępieni?

KTO JEST WIERZĄCYM?

To oczywiście pierwsze pytanie, na które należy dać odpowiedź.

Na wstępie zaznaczam od razu, że ten, kto ma wierzących rodziców, otrzymał chrześcijańskie wychowanie lub należy do tego czy innego chrześcijańskiego zgromadzenia, niekoniecznie jest wierzącym, a już z pewnością nie jest nim jedynie na podstawie tych trzech wymienionych wyżej faktów.

Niekoniecznie wierzącym będzie i ten, który odrzuca pogląd negujący istnienie Boga, nieba, piekła, zaświatów i wierzy, że istnieje Bóg, który kiedyś zażąda zdania rachunku z naszych postępków. Taki ktoś może wprawdzie powiedzieć: „jestem wierzącym, bo wierzę w istnienie wszechmocnego Boga”, ale wiara ta nie czyni z niego wierzącego w biblijnym sensie, bo i demony wierzą w to samo i jak dodaje Jakub: „drżą”.

Pismo Święte pod pojęciem wierzącego rozumie kogoś, kto w żarliwej skrusze wyznał Bogu, że jest grzesznikien i wierzy, że ofiara Jezusa Chrystusa na krzyżu jest okupem za jego grzechy. W naszych rozważaniach będzie zatem chodziło o odpowiedź na pytanie, czy taki ktoś moż zostać potępionym.

KTO WIERZY, MA ŻYCIE WIECZNE, ALE CO TO ZNACZY?

Dla jasności chciałbym podkreślić, że na pytanie to nie da się odpowiedzieć cytując np. Ew. Jana 6,36 „Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny”. Nie chodzi bowiem o to, czy ktoś, kto wierzy, posiada życie wieczne, lecz czy wierzący może odstąpić od wiary i w konsekwencji utracić życie wieczne. Nie chodzi nam więc o wykazanie, że ktoś, kto wierzy jest zbawiony, lecz o to, że człowiek ten zostanie zbawiony, niezależnie od tego co by się zdarzyło. Ważnym jest przy tym, byśmy w tych przemyśleniach nie dali się ponieść uczuciom, czy zaufali naszemu rozumowi; dopuśćmy do głosu jedynie słowa z Pisma Świętego.

NIC NIE ZDOŁA NAS ODŁĄCZYĆ…

Jako pierwsze miejsce z Pisma chciałbym zacytować List do Rzym. 8,38-39:

„Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie; ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani wysokość, ani głębokość ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym”.

W wersetach tych apostoł Paweł daje odpowiedź na pytanie zawarte w wierszu 35: „Któż nas odłączy od miłości Chrystusowej?” Słowem: „nas”, jak wskazuje wiersz 33, określeni są „wybrani Boży”.

Przytoczone wyżej wiersze pokazują, że nic i nikt nie może oddzielić od miłości Bożej tych, których Bóg wybrał i którym przez cierpienia, śmierć i zmartwychwstanie Swego Syna Jezusa Chrystusa przebaczył wszystkie grzechy. Odpowiedź jest wyraźna i tak pełna jak to tylko jest możliwe, i nie pozostawia cienia wątpliwości.

Jeśli czytamy „ani śmierć, ani życie”, czy nie mieści się w tym wszystko, co może mieć jakikolwiek wpływ na nasze istnienie?

Ani śmierć, ani życie nie może nas odłączyć od miłości Bożej. Również świat duchów nie posiada takiego wpływu: ani aniołowie, ani moce. Odwołując się do Ef. 6,12 przypuszczam, że pod określeniem „potęgi niebieskie”, należy rozumieć szatana wraz z upadłymi duchami, a pod określeniem „aniołowie” duchy nieupadłe.

Ktoś powiedział kiedyś: „Nie istnieje nic, co chciałyby uczynić dobre anioły i co mogłyby uczynić złe anioły, co mogłoby nas oddzielić od miłości Bożej”. Dalej mówi Paweł jeszcze dobitniej: „ani teraźniejszość, ani przyszłość” Czyż można sobie wyobrazić jakiekolwiek wydarzenie lub doświadczenie, którego nie obejmowałyby te dwa pojęcia. Również i one nie mogą oddzielić nas od miłości Bożej.

I kontynuuje: „ani moce” – jakiekolwiek – „ani wysokość” – a więc nic w niebie, „ani głębokość” – także nic w świecie umarłych – „ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej”.

Treść tych wierszy mówi o wiecznym i całkowitym bezpieczeństwie wierzącego!

TAK, ALE…

Ktoś jednak mógłby argumentować: „wszystkie te rzeczy nie są w stanie oddzielić nas od miłości Bożej, ale tylko tak długo, jak długo wierzymy; niewiara jednak doprowadza do oddzielenia od Boga!

Czyż niewiara nie mieści się w pojęciu „ani śmierć, ani życie?” Jeśli nie manifestuje się w pierwszym, to już z pewnością w drugim! Czyż niewiara nie objawia się w naszy życiu? Czy nie jest częścią „teraźniejszości i przyszłości”.

Przecież występuje w teraźniejszości!

Argumentacja powyższa pozbawiona jest zatem podstaw, ale to jeszcze nie wszystko: jeżeli chcemy dobrze zrozumieć wiersz 38 i 39, musimy widzieć je łącznie. Apostoł pokazał, że:

„Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest tych którzy według postanowienia jego są powołani” (w. 28).

A zatem nie my uczyniliśmy pierwszy krok ku Bogu i okazali naszą miłość; to Bóg odnalazł nas i powołał według swego postanowienia. Dzieło zbawienia pochodzi więc od Boga. W poniższych wierszach myśl ta rozwinięta jest dalej:

„Bo tych, których przedtem znał przeznaczył właśnie, aby stali się podobni do obrazu Syna jego…, a których przeznaczył, tych i powołał, a których powołał, tych i usprawiedliwił, a których usprawiedliwił, tych i uwielbił” (w. 29-30).

Nie zrobiliśmy nic, by miłować Boga, gdyż tego nie potrafimy, nawet niejednokrotnie Go nie szukamy. To Bóg myślał o pokoju z nami, to On przez Ewangelię powołał nas i usprawiedliwił. To Bóg jest tym, który nas uwielbi, a właściwie uczynił to już teraz.

Mając te fakty przed oczyma wołał Paweł:

„Cóż tedy na to powiemy?” I następnie padają cztery ważne pytania:

1. Jeżeli Bóg za nami, któż przeciwko nam? Odpowiedź: „On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wszystkich wydał, jakżeby z nim nie miał darować nam wszystkiego?” (w. 32).

2. Któż będzie oskarżał wybranych Bożych? Odpowiedź: „Przecież Bóg usprawiedliwia” (w. 33).

3. Któż będzie potępiał?

Odpowiedź: „Jezus Chrystus, który umarł, więcej, zmartwychwstał. Ten przecież wstawia się za nami” (w. 34).

4. Któż nad odłączy od miłości Chrystusowej? Odpowiedź: Nic. Ani prześladowania, ani głód, itp. „Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował” (w. 37).

Podsumowując: nikt nie jest w stanie wystąpić przeciw nam, oskarżać nas, potępić; nic nie może nas oddzielić od miłości Bożej, która jest w Jezusie Chrystusie.

Rozdział ten mówi o całkowitej pewności i bezpieczeństwie dzieci Bożych. Przy czym jeszcze raz należy podkreślić, bo o to tutaj chodzi, że mowa jest o wybranych, a nie o wierzących. Nauka o tym wyborze daje fundamentalną pewność dziecku Bożemu, że zostanie ono zachowane na wieki!

Inną sprawą jest natomiast, jak ta nauka daje się pogodzić z tym, że Bóg czyni grzesznika odpowiedzialnym za nawrócenie się. Tego jednak problemu nie będziemy tu poruszać.

Ten sam apostoł Paweł głoszący ewangelię, który obarcza grzeszników odpowiedzialnością za odrzucenie ofiarowanego zbawienia, poucza wierzących, że zbawienie jest sprawą Boską, gdyż Bóg ich wybrał. Nam nie pozostaje nic prostszego jak głosić dokładnie to samo!

NIKT NIE MOŻE ICH WYRWAĆ Z RĘKI MOJEJ…

Drugi dowód na niezaprzeczalność zbawienia znajdujemy w Ew. Jana 10,27-30:

„Owce moje głosu mojego słuchają i ja znam je, i one idą za mną. I ja daję im żywot wieczny, i nie giną na wieki i nikt nie wydrze ich z ręki mojej. Ojciec mój, który mi je dał, jest większy nad wszystkich i nikt nie może wydrzeć ich z ręki Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy”.

Ludziom, którzy wprawdzie wołają: „Panie, Panie…” a nie należą rzeczywiście do Jezusa, powiedziane zostanie w dzień sądu: „Nie znałem was nigdy”. O swoich owcach mówi Pan Jezus jednak: „Ja znam je”. Czy może On później powiedzieć do takiej owcy, że nigdy jej nie znat? Argument ten nie traci swej mocy i wtedy gdy ten urywek z Pisma interpretuje się fałszywie, tak jak chcą tego orędownicy teorii o potępieniu wierzących: „Wprawdzie zgadza się, że Jezus powiedział „one nie giną na wieki”, ale tylko tak długo jak długo pozostaną owcami”.

Jezus Chrystus mówi: „Nikt nie może ich wydrzeć z ręki Ojca”, a na to argumentacja: „Lecz owce mogą same przez niewiarę wyrwać się z ręki Boga”. Takie wnioskowanie nie ma nic wspólnego z interpretacją Pisma: przeciwstawiono tu jasnemu, wyraźnemu Słowu Bożemu, typowo ludzkie rozumowanie. Załóżmy jednak przez chwilę, że ten wydumany wniosek jest możliwy, to czy Pan mógłby powiedzieć do owiec ze swej trzody, które znał – „nie znalem was nigdy? Absolutnie niemożliwe!

JEDNĄ OFIARĄ UCZYNIŁ NA ZAWSZE DOSKONAŁYMI

Na jakiej podstawie spoczywa twierdzenie o wiecznym zbawieniu wierzących? Podaje to nasz trzeci cytat z Pisma:

„Albowiem jedną ofiarą uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy są uświęceni” (Hebr. 10,14).

Autor Listu do Hebrajczyków przeciwstawia tu jednorazową ofiarę Chrystusa ustawicznie powtarzającym się ofiarom wymaganym przez zakon. Izraelita nie mógł twierdzić, że dzięki jednorazowej ofierze uporządkowana jest na zawsze sprawa pomiędzy nim a Bogiem i że problem grzechu jest usunięty. Konsekwencją każdego grzechu była konieczność złożenia nowej ofiary. Izraelita nigdy nie mógł stwierdzić, że raz na zawsze oczyszczony został z grzechów (Hebr. 10,2). Kapłani w Izraelu nigdy nie zaznali spoczynku: nie siedzieli oni, lecz stali zawsze gotowi do służby (w. 11). Dla wierzących okresu łaski mają znaczenie inne słowa:

„Mocą tej woli (woli Bożej) jesteśmy uświęceni przez ofiarowanie ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze” (Hebr. 10,10).

O Jezusie Chrystusie zaświadczono, że usiadł po prawicy Bożej. Na gruncie tej jednorazowej doskonałej ofiary, wierzący, którzy zostali uświęceni są na zawsze doskonałymi. Na jak długo? Tak długo jak wierzą? NIE! NA ZAWSZE SĄ DOSKONAŁYMI.

Jeżeli ktoś naucza, że uświęceni znowu mogą zostać potępieni, z tą konsekwencją, że każdorazowo muszą się nawracać od grzesznika do dziecka Bożego, degradują tym ofiarę Jezusa Chrystusa do ofiary z wołów i baranów, przypisanej Zakonowi. Nie jest to najprawdopodobniej zamierzone, ale taki jest wniosek wypływający z tej nauki.

A NASZE PRZYSZŁE GRZECHY?

Wejdźmy w ten problem trochę głębiej. Właściwie jakie pojęcie o zbawieniu grzesznika mają zwolennicy teorii o odsiewie wierzących? Dopuśćmy do głosu człowieka, który przez pewien czas był zwolennikiem tejże teorii; jest nim amerykański ewangelista, Ironside.

– Mówi on:

„Kiedy się nawróciłem, myślałem, że wszystkie moje grzechy jakie popełniłem do momentu nawrócenia są przebaczone i zapomniane. Myślałem tak: Bóg dał mi szansę zacząć wszystko od początku; jeżeli uda mi się zachować w czystości kartę mojego życia aż do śmierci, to pójdę do nieba. Jeśli mi się to jednak nie uda, przestanę być chrześcijaninem i muszę się ponownie nawracać. Każdorazowo, gdy się nawracam, moja przeszłość zmywana jest krwią Chrysusa, lecz w gruncie rzeczy moją jest rzeczą, by żyć porządnie”.

Ironside dodaje jeszcze: „Cóż to za uwłaczające Bogu pojęcie o przebaczeniu. Jeżeli przez krew Jezusa odpokutowane są jedynie grzechy sprzed mojego nawrócenia, jak mogą zostać odpokutowane grzechy, które popełniłem po moim nawróceniu i wyznałem Bogu? Jedyną podstawą dla Boga, by wybaczył grzechy jest krew Jezusa. Jego krew przelana została na krzyżu raz na zawsze, zatem raz na zawsze uporządkowane są moje sprawy z Bogiem”.

Jezus Chrystus nie umarł tylko za grzechy, które popełniliśmy przed naszym nawróceniem, lecz również za grzechy, które popełnimy w przyszłości. Gdy Jezus niósł nasze grzechy na swym ciele na krzyż, czy nie chodziło tu przede wszystkim o grzechy przyszłe? (l Ptr 2,24).

POZWOLENIE NA GRZESZENIE?

Czy jest bezpieczny taki punkt widzenia, który daje nam wręcz do ręki pozwolenie na grzeszenie? W żadnym wypadku! Każdy, kto odrzuci Krzyż będzie musiał kiedyś zdać przed Bogiem rachunek ze wszystkich swoich grzechów. Zostanie osądzony według swoich uczynków. Bóg będzie wtedy Sędzią, który oznajmi wyrok przez swego Syna Jezusa Chrystusa.

Kto jednak przyjął Jezusa jako swego Zbawiciela, nie będzie sądzony przez Boga za swe grzechy. Jego odpowiedzialność – jako grzesznika – przed Bogiem zakończyła się. Grzechy nie stoją między nim a Bogiem, a jeśli chodzi o jego zbawienie, sprawa jest jasna: stał się dzieckiem Bożym. Od tego momentu rozpoczyna się odpowiedzialność dziecka w stosunku do swego Ojca w niebie. Jeśli dziecko Boże grzeszy, jest to powód, by Bóg się nim zajął, ale nie jako Bóg Sędzia, lecz jako Bóg Ojciec. I sprawdza się stare powiedzenie: „Grzeszenie drogo kosztuje dzieci Boże”. Nie chcę się nad tym rozwodzić, lecz pragnę wskazać, jakie następstwa dla dziecka Bożego ma chodzenie w grzechu:

1. Traci radość płynącą z wiary i nie jest dłużej pewny swego zbawienia, choć przecież będzie zbawiony.

2. Traci społeczność z braćmi i siostrami i podlega dyscyplinie zboru.

3. Zostaje karane przez Ojca, który doświadczając je, w ten sposób chce sprowadzić z błędnej drogi.

4. Za cały okres, który żyje w grzechu, traci nagrodę, jaką Bóg chciał mu przydzielić w wieczności. Być zbawionym jest jedną sprawą, a otrzymać nagrodę – drugą, co wyraźnie pokazuje cytat z l Kor. 3:14-15.

Tylko ci, którzy rzeczywiście są dziećmi Bożymi pojmują wagę tych spraw i wiedzą, że grzeszenie drogo ich kosztuje. A poza tym miłość Boża wlana w ich serca nie pozwoli im długo iść drogą grzechu ze spokojnym sumieniem. Porzekadło: „Raz zbawiony – na zawsze zbawiony, a teraz można żyć jak się chce – nie jest mową wiary, lecz mową ciała.

TEN, KTÓRY ZAPOCZĄTKOWAŁ W WAS DOBRE DZIEŁO

Po tej dygresji powróćmy jednak do naszej argumentacji o pewności zbawienia wierzących. Jako czwarte cytuję miejsce z Listu do Filipian 1,6:

„Mam też tę pewność, że Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, będzie je też pełnił aż do dnia Chrystusa Jezusa”.

I dalej ustęp z Pierwszego Listu do Koryntian 1,8:

” (Jezus Chrystus), który utwierdzi was aż do końca, tak iż będziecie bez nagany w dniu Pana naszego Jezusa Chrystusa”.

Głosiciele teorii potępienia powołują się natomiast na tekst z Mat. 24,13:

„A kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”.

Przy tym insynuuje się, że istnieją wierzący, którzy nie wytrwają i pójdą na zatracenie. Konkluzja ta jest błędna, ale o tym powiemy nieco później. W obu powyżej przytoczonych cytatach nie chodzi o naszą wytrwałość do końca, lecz wytrwanie Boga i Pana Jezusa. Dzieło nawrócenia w naszym sercu należy traktować nie jako nasze dzieło, lecz dzieło Boga i tu dotykamy sedna całego problemu.

Głoszenie Ewangelii stawia człowieka przed wyborem w obliczu Boga. Może on odrzucić lub przyjąć poselstwo zbawienia, czyli: „Kto chce, niech darmo weźmie wodę żywota” (Obj. 22,17). Ewangelista musi przedstawiać zbawienie zawsze tak, by jasno wynikało, że zaakceptowanie tego zbawienia lub jego odrzucenie jest rzeczą słuchacza. Wielu ludzi, którym na sercu leży głoszenie Ewangelii zapomina często, że istnieje też druga strona tego medalu: zbawienie grzesznika jest Bożym dziełem!

Naszym ograniczonym ludzkim rozumem nie możemy pogodzić tych dwóch rzeczy, musimy je przyjąć w wierze. Niestety, nie zawsze jest się do tego przygotowanym i możemy dojść do dwóch przeciwstawnych i jakże jednostronnych pojęć.

Bardziej ewagelicznie ukierunkowani głosiciele kładą jedynie nacisk na odpowiedzialność za przyjęcie zbawienia jaką obarczony jest grzesznik; czynią przez to zbawienie rzeczą tylko ludzką. Nadmieniają też oczywiście, że Chrystus w tym celu umarł na krzyżu. Ortodoksyjnie nastawieni głosiciele ewangelii wyłączają zupełnie ludzką odpowiedzialność i mówią: „Zbawienie jest ci darowane i jedynie Bóg może to uczynić”.

Pismo Święte mówi jednak niedwuznacznie do każdego, kto odrzucił ofertę zbawienia: „Ty nie chciałeś”.

Do wierzących jednak odnosi się stwierdzenie: „Albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie i wykonanie” (Filip. 2,15). Tak więc Bóg przez swego Ducha sprawia w sercu swych dzieci to, że nawracają się do Niego. Boże Słowo i Duch powodują nowonarodzenie. Dobre dzieło, jakie Bóg zapoczątkował, dokończy On sam a Jezus Chrystus będzie umacniał nas aż do końca. Problem polega nie na tym, czy my wytrwamy, lecz czy Bóg wytrwa, a ponieważ On wytrwa i my będziemy w stanie wytrwać aż do końca.
NOWE STWORZENIE

Piąty dowód na potwierdzenie teorii o wiekuistym zbawieniu wierzących leży w stwierdzeniu:

„Tak więc, jeżeli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe” (2 Kor. 5,17).

Jako potomkowie Adama jesteśmy wszyscy grzesznikami skazanymi na potępienie. Praojciec Adam, stał się grzesznikiem i zostawił nam wszystkim w spadku swą grzeszną naturę – wszyscy rodzimy się grzesznikami i ciąży na nas wyrok śmierci. Taka jest treść wiersza 14 z tegoż rozdziału:

„jeden za wszystkich umarł, a zatem wszyscy umarli”.

Fakt, że Jezus Chrystus umarł za wszystkich ludzi dowodzi, że wszyscy z natury podlegamy śmierci i na wszystkich nas ciąży wyrok śmierci. Gdyby pośród potomków Adama istniał jeden człowiek bez grzechu, wtedy Jezus umarł by za wszystkich, z wyjątkiem tego jednego. Gdy Adam zgrzeszył w Edenie, uosabiał on w tym momencie cały rodzaj ludzki. Najprościej można to wytłumaczyć słowami z Listu do Hebrajczyków, odnoszącymi się do Lewiego:

„I jeśli tak można powiedzieć, w osobie Abrahama i Lewi, który pobiera dziesięcinę, dał dziesięcinę; był bowiem jeszcze w lędźwiach praojca swego, gdy Melechisedek wyszedł na jego spotkanie” (Hebr. 7,9-10).

A zatem Lewi oddał Melchisedekowi dziesięcinę w Abrahamie; był już jakby obecny w Abrahamie. Tak samo my byliśmy obecni w Adamie, gdy w Edenie przekroczył zakaz i wypełniła się druga część tego zakazu:

„Gdy zjesz z niego, na pewno umrzesz” (l Moj. 2,17).

Wraz z Adamem całe stworzenie popadło w śmierć (oddzielenie). Oprócz Pana Jezusa nie ma i nie było takiego człowieka na ziemi, który by nie pochodził od Adama. Jezus został poczęty w sposób nadnaturalny. „Nie uczynił On grzechu”, świadczy Piotr. „Nie znał On w sobie grzechu jako zwodzicielskiej mocy”, pisze Paweł. „Nie było w Nim żadnego grzechu”, stwierdza Jan. Dlatego też śmierć nie miała nad nim władzy. Ale cóż się w takim razie wydarzyło?

Jezus Chrystus przyszedł na świat i wziął na siebie nasze grzechy. Z powodu naszych grzechów stał się grzechem (2 Kor. 5,21) i śmierć stała się Jego udziałem. Zjednoczył się z naszą potępioną istotą, zniżył się do stanu duchowego upadku, w jakim my znajdujemy się w oczach Boga. Pozwolił wykonać na sobie wyrok śmierci, na który my zasłużyliśmy.

Lecz Pan Jezus zmartwychwstał. Nie pozostał w krainie śmierci, lecz zmartwychwstał w mocy i majestacie. Zmartwychwstał jednak nie jedynie dla siebie. Pismo Święte zaświadcza:

„Ożywił nas wraz z Chrystusem… i wraz z Nim wzbudził, i wraz z Nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie” (Ef. 2,5-6).

Oznacza to, że Bóg nie przeniósł nas tam, gdzie znajdował się Adam przed popełnieniem grzechu, lecz przeobraził nas w zupełnie coś innego. Tak, jak wcześniej w Adamie byliśmy częścią starego stworzenia, tak teraz przez dzieło Jezusa należymy do nowego stworzenia.

Ponieważ należymy do nowego stworzenia, więc nigdy nie możemy pójść na zatracenie.

NO DOBRZE, ALE…

Tu możnaby dociekać uparcie dalej: „No dobrze, ale czy to wszystko nie jest ważne jedynie tak długo, jak długo trwa się w wierze?”

Czyż sami wymyśliliśmy sobie nasze pochodzenie od Adama? Na pewno nie. Tak stare, jak i nowe stworzenie nie jest naszym dziełem lecz dziełem Boga.

W rozdziałach tych (2 Kor. 5,15-18 i Ef. 2) nie ma mowy o tym, co musielibyśmy zrobić, lub co zrobiliśmy, lecz o tym, co uczynił Bóg. Przytoczmy Ef. 2, wiersze 8-10:

„Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; Nie z uczynków, aby się kto nie chlubił. Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili”.

Cytat ten wyraźnie pokazuje, że wszystko jest Bożym dziełem. A dlaczego tak jest? Ponieważ Bóg chce usunąć każdą sposobność, która mogłaby przywieść zbawionego grzesznika do chwalenia się i wywyższania. Gdybyśmy byli zbawieni dzięki naszym uczynkom – mielibyśmy prawo się chlubić. Pismo mówi jednak, że możemy być zbawieni tylko na podstawie wiary w dzieło dokonane przez Jezusa Chrystusa. Gdyby chociaż ta wiara była naszym osiągnięciem, mielibyśmy powód do chluby. Nie – mówi Bóg – wiara jest moim darem. Gdyby przynajmniej wytrwanie w wierze było od nas zależne, wtedy moglibyśmy się szczycić, ale i ta okazja do chlubienia się jest nam zabrana. Wytrwanie w wierze jest od początku do końca dziełem Bożym: On dokończy to, co zaczął. Staliśmy się nowym stworzeniem na podstawie tego, co Bóg dokonał i nigdy nie uda nam się zniweczyć w nas dzieła Bożego. Wiara właśnie jest integralną częścią tego nowego dzieła stworzenia: byliśmy zgubieni, bo głowa pierwszego stworzenia – Adam – zawiodła i upadła; jesteśmy zbawieni, bo głowa nowego stworzenia – Chrystus – nigdy nie zachwieje się i nie zawiedzie.

Od ewangelisty Ironside, którego wcześniej cytowałem, przytoczę następującą historię:

„Może słyszeliście Państwo o Irlandczyku, który się nawrócił, lecz cały czas bardzo się bał, że któregoś dnia może popełnić ciężki grzech i z tego powodu pójść na zatracenie. Pewnego dnia poszedł na zgromadzenie i tam usłyszał następujący werset: „Umarliście bowiem, a życie wasze jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu” (Kol. 3,3). Niech będzie Bóg uwielbiony – zawołał ten człowiek – czy słyszano, żeby ktoś utonął, jeśli jego głowa jest tak wysoko ponad wodą?”.

Według Kol. 1,18 Chrystus jest Głową Ciała, Kościoła.
KTO WIERZY, MA ŻYCIE WIECZNE

Na początku stwierdziłem, że na pytanie, czy człowiek wierzący może pójść na zatracenie nie wystarcza odpowiedzieć cytując Ew. Jana 5,36: „Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny”. Mógłbym przytoczyć również Ew. Jana 3,16:

„Albowiem Bóg tak umiłował świat, że Syna Swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” i Ew. Jana 5,24: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posiał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł z śmierci do żywota”.

Nie chciałbym naturalnie twierdzić przy tym, że cytaty te same w sobie nie są przekonywujące: po prostu nie wystarcza powoływać się na te miejsca.

Najpierw musimy zbadać co oznacza wyrażenie „życie wieczne”.

Niestety na ten temat istnieje wiele błędnych poglądów, które nie zgadzają się z Biblią.

Jedni przez „życie wieczne” nie rozumieją nic poza wieczną egzystencją.

Dla innych „życie wieczne” oznacza, że wierzący (jeśli wytrwa w wierze), będzie żył w chwale na wieki u boku Pana Jezusa.

Na koniec, niektórzy traktują „życie wieczne” jako dar, który otrzymuje się już teraz, i który należy zachować aż do śmierci, by dopiero potem poznać całą jego wspaniałość.

Wszystkie te trzy pojęcia zbadamy dokładniej.
CZYM JEST ŻYCIE WIECZNE?

1. Przyjmijmy, że istniałby człowiek, który mógłby na tej ziemi żyć zawsze. Gdyby to było możliwe, człowiek ten nie posiadałby jednak życia wiecznego lecz życie naturalne, które otrzymał jako potomek Adama. W tym przypadku naturalne życie tego człowieka nie miałoby jedynie końca.

Życie wieczne nie jest jednak tylko życiem, które nie ma końca, lecz życiem, które nie ma początku. Jest to mianowicie Boskie życie.

„On jest tym prawdziwym Bogiem i życiem wiecznym” (1 Jana 5,20).

Lecz i to nie wszystko. Od chwili upadku w grzech naturalne życie naznaczone jest śmiercią. W powyżej przyjętym przypadku, człowiek ten byłby tak samo martwy dla Boga jak i ten, który dożył jedynie 80 lat.

To nasze przypuszczenie nie odpowiada jednak rzeczywistości. Śmierć ma nie tylko wpływ na nasz duchowy stan przed Bogiem, ale jest także zjawiskiem cielesnym. Żaden człowiek nie może egzystować wiecznie na tej ziemi jako grzesznik. Nasze naturalne życie związane z naszym ciałem kończy się wraz ze śmiercią; podporządkowani jesteśmy zatem śmierci cielesnej. Nie nawrócony grzesznik stanie po zmartwychwstaniu przed Wielkim Białym Tronem i po skazaniu zostanie wtrącony do wielkiego ognistego jeziora. Jest to druga wieczna śmierć. Jego dusza i ciało wprawdzie będą istnieć wiecznie (Mat. 10,28), ale na wieki będzie martwy. Życie wieczne nie jest zatem tym samym, co wieczna egzystencja, oznacza ono o wiele więcej.

2. Życie wieczne jest również czymś więcej niż przyszłe życie w chwale u boku Pana Jezusa. Naturalnie posiada ono i ten aspekt. Pismo mówi w tym kontekście o „nadziei życia wiecznego” (Tyt. 1,2). Nadzieja ta polega na dziele Jezusa na krzyżu i Jego oddziaływaniu na wierzącego. Dusza moja jest zbawiona przez wiarę, lecz ciało moje musi dopiero zostać zbawione. Z uwagi na moje ciało, jestem zbawiony w nadziei, gdyż czekam jeszcze na „odkupienie mego ciała” (Rzym. 8,22-25). Gdy Jezus przyjdzie powtórnie „znikome ciało moje przemienione zostanie w postać podobną do Jego uwielbionego ciała” (Fil. 3,21). Wtedy otrzymam życie wieczne w całej pełni, gdyż i moje ciało będzie miało w nim swój udział. Jeśli ktoś chce jeszcze głębiej przestudiować ten problem, niech przeczyta następujące miejsca z Pisma Świętego, które mówią o życiu wiecznym jako naszej przyszłej posiadłości: Rzym. 2,7, Gal. 6,18, l Tym. 1,16, l Tym. 6,12 i 19, Tyt. 1,2, Tyt. 3,7. Ten aspekt stawia apostoł Paweł na plan pierwszy.

Lecz istnieje jeszcze coś poza tym aspektem i to coś znajdujemy w ewangelii Jana i jego listach. Duch Święty świadczy słowami Jana, że wierzący już teraz posiada życie wieczne.

Zacytowałem trzy miejsca z ewangelii, które to wyraźnie stwierdzają, przytoczę jeszcze jedno z Pierwszego Listu Jana 5,13: „To napisałem wam, którzy wierzycie w Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie żywot wieczny”. Życie wieczne posiadamy więc już teraz.

3. Nie możemy jednak porównywać życia wiecznego z drogocennym darem, który niesiemy z sobą i którego pieczołowicie musimy strzec, by go nie zgubić. Życie wieczne nie jest dodawane ekstra do naszego jestestwa, lecz jest jego całkowitym przekształceniem. Co mówi Pismo o wierzących? Nie mówi, że noszą oni życie wieczne jako wartościowy dar, lecz że przeszli ze śmierci do życia. Tak, jak dla człowieka nienawróconego życie doczesne stanowi całą jego egzystencję, tak dla    wierzącego życie wieczne określa jego całą istotę i ugruntowujee całkowicie nową egzystencję. Naszego życia doczesnego nie nosimy ze sobą jak pakunku, który moglibyśmy zgubić: jest ono naszym jestestwem, które kończy śmierć cielesna. Tak samo jest z życiem wiecznym, a więc problemu nie stanowi pytanie, czy możemy je utracić jak dar, lecz czy może ono zakończyć się na skutek grzechu, czy życie wieczne może w nas umrzeć. Takie przypuszczenie stoi w sprzeczności ze Słowem, gdyż wtedy życie wieczne nie byłoby wcale życiem wiecznym. Zostałoby ono tak samo jak życie doczesne podporządkowane śmierci.

Jezus powiedział: „A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś” (Jana 17,3).

Posiadanie życia wiecznego oznacza poznanie Boga i Jezusa Chrystusa i trwanie z Nim w żywej więzi. Oznacza to posiadanie życia, które ma sam Jezus Chrystus. Życie wieczne jest życiem wypływającym od Boga. Kto ma żywot wieczny – tak pisze apostoł Piotr – ma udział w Boskiej naturze. Czyż takie życie może mieć koniec? Czy to życie może w nas umrzeć? To życie, które przezwyciężyło śmierć, czego świadectwem jest zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa? Niemożliwe. Dlatego też wszystkie miejsca w Piśmie, które mówią, że wierzący ma żywot wieczny, są świadectwem Ducha Świętego, że nie może on pójść na zatracenie.

WIEMY…

Na zakończenie chciałbym dać jeszcze jeden wyraźny dowód na to, że wierzący mogą cieszyć się wiecznym zbawieniem.

Gdyby istniała możliwość, że wierzący może zostać potępiony, wtedy nikt nie mógłby stwierdzić z całą pewnością, że będzie zbawiony.

Biblia przedstawia trzy rzeczy, które wiemy z całą pewnością:

Patrząc w przeszłość i w odniesieniu do śmierci i zmartwychwstania Jezusa, możemy powtórzyć za Jobem:

„Wiem, że mój Odkupiciel żyje” (Job. 19,25).

W odniesieniu do teraźniejszości, w której spotyka nas tak wiele spraw, możemy powiedzieć: „A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani” (Rzym. 8,28).

W odniesieniu do przyszłości możemy powiedzieć wraz z Pawłem: „Wiemy bowiem, że jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim mieszkaniem, się rozpadnie, mamy budowlę od Boga, dom w niebie, nie rękoma zbudowany, wieczny” (2 Koir. 5,1).

To, co wyżej cytujemy, to język wiary, którego nie usłyszymy z ust głosicieli teorii o możliwości potępienia wierzących, dlatego też ich nauka jest nie do przyjęcia.

ALE TE INNE TEKSTY…

„Dobrze” może powiedzieć ktoś – „przytoczył pan wszystkie teksty potwierdzające pewność zbawienia wierzących. Lecz istnieje jeszcze wiele, jeżeli nie więcej cytatów mówiących o odstępstwie, odrzuceniu, utracie wiary, itp…”

Zgadza się. I dlatego krytycznie omówię wszystkie te, tzw. trudne miejsca, jedno po drugim. Chodzi, nam przede wszystkim o to, czy teksty, które do tej pory przestudiowaliśmy udowadniają, że dziecko Boże nie może zostać potępione – one przecież stwierdzają to w najbardziej jasny sposób! Natomiast teksty, które teraz będziemy przytaczać, musimy przestudiować pod kątem, do kogo się właściwie odnoszą: do wierzących czyli nowonarodzonych, czy do tych, którzy są nimi jedynie z nazwy. Powtarzam raz jeszcze: Pismo nie zna pojęcia „potępienie wierzących”, lecz jedynie „odsiew wyznawców”.

Przy tego typu analizie tekstów nigdy nie wolno posługiwać się cytatem, którego nie rozumiemy całkowicie, by tym sposobem zanegować inny tekst, co do którego istnieje możliwość wielorakiej interpretacji. Radziłbym zatem jak najpilniej przestudiować z Biblią w ręce to wszystko, co dotychczas stwierdziliśmy.

CZY CZŁOWIEK NIE MA W TAKIM RAZIE WOLNEJ WOLI?

Cytowany już Ironside wylicza szereg zarzutów podniesionych przeciwko teorii wiecznego zbawienia. Nie mogę uczynić nic lepszego, niż przyjąć jego wywody za motyw przewodni, z pewnymi uzupełnieniami i trochę innym podejściem do sprawy.

Pierwszy z zarzutów ma charakter ogólny, trafia jednak w sedno problemu. Twierdzi się, jakoby człowiek miał wolną wolę i tylko tak długo jest zbawiony, jak długo poświęca się Bożej sprawie.

Przed upadkiem w grzech człowiek miał rzeczywiście wolną wolę, lecz po upadku w grzech, każdy nieodrodzony człowiek jest niewolnikiem diabła. Dlatego grzesznik musi odwrócić się od władzy szatana – do Boga (Dz. Ap. 26,18). Dopiero człowiek nowonarodzony staje się sługą Jezusa Chrystusa i znajduje upodobanie w wypełnianiu woli Bożej. I nikt nie jest zbawiony przez to, że prowadzi godziwe życie, lecz przez fakt, że dzięki Bożej sile narodził się na nowo i chroniony jest przez „Bożą moc”. Nie moją wolą było zostać zbawionym, lecz wybrał mnie Bóg. (Ef. 1,4). Każdy, kto uczy, że wierzący może ponownie pójść na zagładę, pozostaje w ciągłym konflikcie z faktem wyboru, jakiego dokonuje Bóg. Żaden człowiek nie podejmie decyzji o oddaniu się Bogu z wolnej woli, gdyż wola człowieka jest na wskroś grzeszna i zła i nikt nie mógłby być zbawiony, gdyby Bóg w swej łasce nie przeznaczył, powołał i wybrał człowieka.

Przyjmijmy, że byłoby to możliwe, że wierzący z wolnej woli decyduje się wyprzeć Jezusa Chrystusa, by w ten sposób zniweczyć wybór dokonany przez Boga. Czyż wtedy nie poszedłby na pewne zatracenie?

Biblia mówi jednak, że owce Dobrego Pasterza nie idą na zatracenie w wieczności. Takie przypuszczenie zatem nie ma sensu. Ale zastanówmy się: owcami Dobrego Pasterza są tylko te, które słuchają Jego głosu i postępują za Nim. Jeżeli ktoś określa się chrześcijaninem, lecz nie naśladuje Chrystusa, to dowodzi, że jest wierzącym tylko z nazwy. Lecz, czy takie rozumowanie jest prawidłowe?

Przecież człowiek, który rzeczywiście wierzy w Jezusa może zbłądzić! W odniesieniu do dzieci Bożych można bezwarunkowo mówić o pewności ich zbawienia, bo Jezus przyjął ich i gwarantuje ich bezpieczeństwo; to nie dotyczy jednak ludzi, którzy nazywają się chrześcijaninami lecz nimi nie są – są to tak zwani chrześcijanie z nazwy.
KTO WYTRWA DO KOŃCA

Prześledzimy teraz pojedyncze teksty z Biblii i posłużymy się następującym zestawieniem:

„A kto wytrwa do końca, będzie zbawiony” (Mat. 24,13).

„Zwycięzcy dam spożywać z drzewa żywota …nie dozna szkody od drugiej śmierci…” (Obj. 2,7-11).

„Jeżeli wytrwacie w Słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie” (Jana 8,31).

Z cytatów tych można by wyciągnąć wniosek, że kto nie wytrwa, ten nie zwycięży i kto nie wytrwa w Słowie Bożym, utraci zbawienie. Ten wniosek jest prawidłowy, lecz o co tu dokładnie chodzi? Czy cytaty te mówią, że dziecko Boże może zostać potępione? W żadnym wypadku. Jednak wyraźnie mówią, że chrześcijanin z nazwy może pójść na wieczną zagładę. Jeżeli ktoś wyzna, że jest nawrócony, da się ochrzcić, zostanie członkiem tego lub innego kościoła, bierze udział w Wieczerzy Pańskiej, pracuje w szkółce niedzielnej lub wypełnia inne chrześcijańskie prace, a potem odwraca się od Chrystusa i całkowicie zaprzecza jego autorytetowi, to jest to jasny dowód na to, że w jego sercu nie zmieniło się nic, lecz tylko co nieco w jego zewnętrznym zachowaniu. Taki człowiek na skutek wpływu nauki chrześcijańskiej zmienił na jakiś czas swe postępowanie, ale w rzeczywistości nie odrodził się.

Kontrast taki widać bardzo wyraźnie na przykładzie Piotra i Judasza. Piotr zawiódł i zgrzeszył w najstraszliwszy sposób, lecz mimo to wytrwał do końca, bo wierzył w Jezusa. Pan powiedział o nim: „Ja zaś prosiłem za tobą, by nie ustała wiara twoja” (Łuk. 22,32). Przez jakiś czas życie Piotra nie zgadzało się z jego wiarą: wyparł się swego Mistrza, lecz Jezus odrodził go. Judasz zaś przez trzy i pół roku chodził z Jezusem, a był przy tym złodziejem, któremu chodziło wyłącznie o własne interesy: Jezus nazwał go diabłem. Judasz, co prawda, żałował później popełnionej zdrady, lecz nie doszło u niego nigdy do prawdziwej skruchy. A jaki był skutek? Powiesił się: „Poszedł na miejsce swoje” (Dz. Ap. 1,25). Powyższy przykład pokazuje nam dobitnie różnicę pomiędzy prawdziwym chrześcijaninem i wyznawcą. Piotr upadł, ale Judasz odpadł. Któż jest zwycięzcą, jeśli nie ten, który wierzy?

Tylko wiara zwycięża świat, a nie wyznanie warg. Czyż ten, który trwa wiernie w słowie Jezusa Chrystusa, nie dowodzi tym samym, że jest prawdziwym Jego uczniem?

Ostatni z trzech przytoczonych cytatów (Jana 8,31) odnosi się do Żydów, którzy wierzyli, że Chrystus jest Mesjaszem. Dopiero wtedy jednak, gdy będą wierni Jego Słowu i przyjmą Go jako umarłego i zmartwychwstałego Odkupiciela, wtedy „poznają prawdę” (w. 31) i ta prawda ich „wyswobodzi” (w. 32). Zostaną wtedy „prawdziwie” uczniami Jezusa.

To samo znaczenie ma tekst z Ew. Łukasza 9,61-62:

„Żaden, który przyłoży rękę do pługa i ogląda się wstecz, nie nadaje się do Królestwa Bożego”.

Przyłożenie ręki do pługa jest dobrym startem, lecz ten, kto się odwraca i przedkłada ojca i matkę nad Pana, pokazuje, że serce jego nie należy do Boga. Orpa zrobiła dobry początek, lecz w momencie, gdy musiała dokonać wyboru, porzuciła Izrael i Boga i wybrała Moab (Rut. 1,14-15).

Żona Lota wprawdzie opuściła Sodomę, lecz spojrzała za siebie: serce jej pozostało jeszcze w Sodomie, gdy nogi były już poza miastem. Zginęła, bo nie była posłuszna poselstwu niosącemu wybawienie.
BYĆ WIERNYM AŻ DO ŚMIERCI

W powyżej omawianym kontekście cytuje się również Objawienie 2,10: „Bądź wierny aż do śmierci, a otrzymasz koronę żywota”.

Konkluduje się przy tym, że jeśli ktoś nie będzie wierny aż do śmierci, to nie otrzyma żywota wiecznego. W cytacie tym nie chodzi jednak o zbawienie, lecz o nagrodę. Pismo nie mówi, że ten ktoś otrzyma życie wieczne, lecz koronę żywota; przy czym Pismo wspomina o 5 koronach lub wieńcach:

– nieznikomy wieniec dla wytrwałych biegaczy na bieżni (l Kor. 9,25-26);

– korona chwały lub radości za pozyskanie dla Pana Jezusa zagubionych ludzi (l Tes. 2,19 i Fil. 4,1);

– wieniec sprawiedliwości dla tych, którzy umiłowali powtórne przyjście Jezusa Chrystusa (2 Tym. 4,8);

– wieniec żywota dla prześladowanych z powodu Jezusa (Jak. 1,12 i Obj. 2,1);

– niezwiędła korona chwały dla tych, którzy byli wzorem dla trzody (l Piotr. 5,3-4).

Mogę nie otrzymać żadnej z tych koron, a i tak zostać zbawionym. Pismo mówi:

„Jeżeli czyjeś dzieło spłonie, ten szkodę poniesie, lecz on sam zbawiony będzie, tak jednak, jak przez ogień” (l Kor. 5,15).

Inną sprawą jest, że dziecko Boże nie chciałoby być zbawione bez własnego wysiłku i tak jak Lot z Sodomy – z pustymi rękami, ale to już inna kwestia i tu nie będziemy się nad nią rozwodzić.

WIELU ZAWRÓCIŁO I JUŻ NIE CHODZIŁO Z CHRYSUSEM

A co poczniemy z cytatem z Ew. Jana 6,66 gdzie napisano:

„Od tej chwili wielu uczniów jego zawróciło i już z Nim nie chodziło”. Czyż oni nie byli uczniami?

Zgadza się to całkowicie z moimi poprzednimi wywodami. Zobaczyliśmy, że Pan rozróżniał pomiędzy prawdziwymi uczniami a takimi, którzy są tylko zewnętrznie naśladowcami lub uczniami. Chodziło za nim bardzo wielu uczniów, lecz gdy mówił On o Swoim cierpieniu, śmierci i powiedział im, że otrzymają życie wieczne jedynie wtedy, gdy będą pić Jego krew i spożywać ciało Jego – dowód wiary w zmarłego Zbawiciela – wtedy wielu odeszło. Nauka ta była dla nich za trudna i takiej nie chcieli zaakceptować. Pokazali przez to, że nie byli prawdziwie uczniami Jezusa. Zgadza się to z tym, co później napisał Jan o antychrystach swego czasu: „Wyszli spośród nas, lecz nie byli z nas. Gdyby bowiem byli z nas, byliby pozostali z nami” (l Jana 2,19).

Jeżeli ktoś odwróci się od Jezusa i wyrzeknie się chrześcijańskiej wiary, ten nie jest „z nas” i nigdy nie był prawdziwym uczniem Jezusa Chrystusa.
CZY I WY CHCECIE ODEJŚĆ?

Pan Jezus pyta: „Czy i wy chcecie odejść?” (Ew. Jana 6,67). A pytanie to skierowane jest do prawdziwych uczniów. Jaki sens miałoby to pytanie, jeśli uczniowie ci nie mogliby Go w zasadzie opuścić?

Po pierwsze: nawet wśród tych „dwunastu”, nie wszyscy byli prawdziwymi uczniami, pomiędzy nimi był przecież Judasz i pytanie to jest apelem do jego sumienia. Abstrahując jednak od Judasza, pytanie to ma sens, lecz nie można nim sugerować, że ta dwunastka chciałaby opuścić Pana, lecz pytając, Pan zwraca się raczej do ich serc. Szymon Piotr daje odpowiedź, jaka powinna się zrodzić w sercu każdego wierzącego:

„Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego” (Ew. Jana 6,68).

CZY PISMO ŚWIĘTE MÓWI JEDNAK O ODSTĘPSTWIE OD WIARY?

Szereg dalszych zarzutów opiera się o miejsca, które mówią o odstępstwie od wiary, o rzekomej wierze, itp. Chciałbym je tu przytoczyć i krótko skomentować.

„Bo nie nastąpi pierwej ten dzień, zanim nie przyjdzie odstępstwo i nie objawi się człowiek niegodziwości, syn zatracenia. Przeciwnik, który wynosi się ponad wszystko, co się zwie Bogiem…” (2 Tes. 2,3-4).

Cytowane miejsce nie ma nic wspólnego z odstępstwem od osobistej wiary. Wskazuje ono na przyszłość, gdy pod rządami antychrysta wszystkie prawdy wiary chrześcijańskiej zostaną odrzucone. Dalsze słowa uwidaczniają to wyraźnie. Syn zatracenia powstanie przeciwko każdej formie czczenia Boga i każe siebie samego wielbić jako Boga. Już dziś przeżywamy tego początki: w wieloraki sposób fundamenty wiary chrześcijańskiej są podważane, wielu odrzuca to, co wcześniej wyznawali. W zeszłym stuleciu część chrześcijaństwa zaprzeczała boskości Jezusa Chrystusa, który jest uosobieniem Słowa Bożego. Dzisiaj narusza się autorytet napisanego Słowa i podaje w wątpliwość zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Wkrótce tzw. chrześcijanie z nazwy odrzucą całkowicie kanony wiary chrześcijańskiej i pójdą za antychrystem.

Jest to właśnie to odstępstwo (odsiew wiernych), które musi nastąpić, zanim nadejdzie dzień Pański. O tym samym mowa jest w Liście do Rzymian 11,20-22:

„Odłamane zostały z powodu niewiary, ty zaś trwasz w wierze; Nie wzbijaj się w pychę, lecz się strzeż. Jeśli bowiem Bóg nie oszczędził gałęzi naturalnych, nie oszczędzi też ciebie. Zważ tedy na dobrotliwość i surowość Bożą – surowość dla tych, którzy upadli, a dobrotliwość Bożą względem ciebie, o ile wytrwasz w dobroci, bo inaczej i ty będziesz odcięty”.

I tu także nie chodzi o odstępstwo od osobistej wiary. Apostoł mówi o Żydach i nazywa ich gałęziami drzewa oliwnego. Izrael był nosicielem świadectwa Bożego na ziemi. Był przedmiotem Bożego miłosierdzia i te obietnice jego dotyczyły. Lecz z powodu niewiary, gałąź ta została odłamana i na jej miejsce wszczepione zostały inne narody. Boże miłosierdzie skierowane zostało na pogan i oni niosą Boże świadectwo. Jeśli jednak narody te nie pozostaną wierne Bogu, to „pogańskie” świadectwo zostanie tak samo odłamane jak i „żydowskie” i Izrael ponownie zostanie wszczepiony.

Czy chrześcijaństwo pozostanie przy dobrotliwości Bożej? Nasze czasy nie potwierdzają tego. Nadejdzie taka chwila, że Bóg odrzuci świadectwo narodów. Potwierdza to Objawienie 3,15-16, gdzie Jezus mówi o Laodycei, która proroczo przedstawia kościół czasów ostatecznych:

„… żeś letni, a nie gorący ani zimny, wypluję cię z ust moich”.

W tych trzech przytoczonych powyżej tekstach chodzi więc o odstępstwo od wiary chrześcijaństwa jako ogólnego świadectwa, nie zaś o odstępstwo pojedynczych wierzących.
HYMENEUSZ, ALEKSANDER I INNI

Nie twierdzę powyższymi rozważaniami, że Pismo Święte nie mówi również o odstępstwie pojedynczych osób. O Hymeneuszu i Aleksandrze powiedziano bowiem, że „stali się rozbitkami w wierze” (l Tym. 1,19). O innych powiedziano, że „odpadli od wiary” (l Tym. 6,21). Filetos i Hymeneusz „podważają wiarę niektórych” (2 Tym. 2,18). A inni zaś w późniejszych czasach „odstąpili od wiary” (l Tym. 4,1).

Jak to należy rozumieć? Słowo „wiara” może mieć trzy znaczenia:

Po pierwsze odnosi się do osobistej wiary w Jezusa Chrystusa, która związana jest ze zbawieniem. Przykład na to mamy w Dziejach Ap. 15,9: Piotr świadczył o nawróconych poganach, że Bóg „przez wiarę oczyścił ich serca”.

Po drugie, słowem „wiara” można wskazać także na dar wiary jak w l Liście do Koryntian 12,9 i w Ewangelii Mateusza 21,21. Można tu mówić o ufności wiary.

Po trzecie, może chodzić też o treść wiary, tzn. to, w co się wierzy. W tym duchu ostrzega nas Juda, abyśmy „podjęli walkę o wiarę, która raz na zawsze została przekazana świętym” (w. 3). Osobistej wiary, a także wiary jako daru nie można komuś przekazać, można jedynie przekazać naukę o wierze.

W tych czterech wymienionych miejscach z Listów do Tymoteusza chodzi o trzecie znaczenie. Osoby, o których mowa zrezygnowały z treści wiary, uległy wpływom fałszywych nauk, jak np., że „nastąpiło już zmartwychwstanie”, lub też, że „rozumem można poznać Boga”, albo „zważają na duchy oszukańcze i naukę demonów”.

W tym samym sensie mówi Paweł o „odpadnięciu od wiary”. Całkowicie otwartym pozostawiony jest tu problem osobistej wiary w Pana Jezusa. To, co będzie cechowało chrześcijaństwo jako całość w czasach ostatecznych – odrzucenie treści wyznania wiary – pojawia się już u pojedynczych osób w czasach apostoła Pawła. Ludzie ci zapierali się tego, w co uprzednio wierzyli.
DAREMNA WIARA

W I Liście do Koryntian 15,2,14 i 17 mówi apostoł o możliwości daremnej wiary. Nie chodzi tu o treść wiary, lecz o wiarę zbawiającą.

Przypuśćmy, że mowa tu rzeczywiście o zbawiającej wierze. Kiedy jednak wiara ta byłaby daremna? Gdyby nie istniało zmartwychwstanie umarłych!!! W rozdziale tym Paweł w żadnym wypadku nie mówi, że ktoś może wierzyć w Pana Jezusa i że wiara ta będzie daremna, ponieważ mógłby z niej zrezygnować. To, co tu widzimy jest spekulatywnym myśleniem. Między Koryntian wdarły się fałszywe teorie; niektórzy twierdzili, że nie istnieje zmartwychwstanie umarłych. Tak więc, gdyby była to prawda, wiara w Chrystusa byłaby wiarą daremną. Wtedy bylibyśmy straconymi grzesznikami, lecz Chrystus zmartwychwstał i wiara nie jest daremna.
TRUDNY LIST DO HEBRAJCZYKÓW

Zwolennicy teorii, że człowiek odrodzony może ponownie pójść na zatracenie (zostać potępiony), najczęściej powołują się na sporą liczbę cytatów z Listu do Hebrajczyków, często jednak nie znając charakteru tego Listu, lub o nim nawet nie myśląc. Zanim przejdę do tych tekstów, chciałbym powiedzieć pokrótce o celu napisania tego Listu.

Pierwszymi ludźmi, którzy nawrócili się po zesłaniu Ducha Świętego byli Żydzi. Zbory w Judei składały się prawie wyłącznie z Żydów. Ci Żydzi, którzy przeszli na chrystianizm czuli się wciąż jeszcze podporządkowani przepisom Zakonu Mojżeszowego. Piotr na przykład w żadnym wypadku nie zjadłby nieczystego zwierzęcia i również nie wszedłby do domu poganina (Dz. Ap. 10 r.).

Żydzi ci traktowali świątynię jeszcze jako miejsce święte, dochowywali składanych ślubów, pozwalali się kapłanom oczyszczać i co bardzo ważne – dokonywali obrzezania. Gdy apostoł Paweł wraz z Barnabą zaniósł ewangelię do Azji, powstały tam zbory, w których większość stanowili poganie. Podczas głoszenia Ewangelii nic nie powiedziano im o przepisach Zakonu, nic o Miejscu Świętym ani o obrzezaniu. Co oni, jako nawróceni poganie, mieli z tym wspólnego?

Ewangelia Jezusa Chrystusa nie nakładała im w tej kwestii żadnych zobowiązań. Tak więc istniały dwa rodzaje zgromadzeń, które żyły w odrębny sposób, lecz z tą samą treścią wiary: zbawienie tylko przez Jezusa Chrystusa.

Musiało to prędzej czy później doprowadzić do konfliktu, gdyż nawróceni Żydzi gorliwie przestrzegający przepisów Zakonu, pragnęli je również narzucić nawróconym poganom. Niektórzy szli nawet dalej twierdząc, że bez przestrzegania Zakonu nie ma zbawienia, co oznaczałoby w rzeczywistości zaprzeczenie i pogrzebanie Ewangelii. Z powodu tego sporu zostało zwołane w Jerozolimie wielkie zgromadzenie, na którym wydano dwa ważne polecenia: po pierwsze, zbawienie jest tylko przez wiarę w Jezusa Chrystusa i po drugie, że Żydzi mogą dalej trzymać się zwyczajów Zakonu, lecz „jarzma” tego nie wolno nakładać na uczniów wywodzących się z pogan (zobacz Dz. Ap. 15 r.).

Oczywiste jest, że sposób życia nawróconych pogan wyrażał bardziej chrześcijański punkt widzenia, niż sposób życia nawróconych Żydów. Całkowite wyrzeczenie się żydowskiego sposobu życia byłoby dla Żydów zbyt surowym wymaganiem. Gdyby zobowiązano ich do tego, głoszenie Ewangelii wśród Żydów byłoby mocno utrudnione. Bóg w swej pobłażliwości wykazał w stosunku do Żydów wiele cierpliwości i dopuścił do pewnej fazy przejściowej, w czasie której nawróceni Żydzi powoli, lecz skutecznie mogli wyzwalać się z więzów, jakie nałożył na nich judaizm.

Zamierzeniem Listu do Hebrajczyków było przypomnienie, że ten okres przejściowy zbliża się do końca i autor wyraża to słowami: „To co się przedawnia i starzeje, bliskie jest zaniku” (Hebr. 8,13).

Bezpośredni powód do napisania tego listu był następujący. Nawróceni Żydzi byli prześladowani przez swych rodaków. Rabowano im mienie, życie ich było zagrożone – powrót do judaizmu oznaczałby zakończenie prześladowań. Było to bardzo kuszące dla tych, którzy ze względu na swój sposób życia tak mocno osadzeni byli w żydowskiej tradycji. Autor uwidacznia jednak, że oznaczałoby to zaparcie się Jezusa Chrystusa i uniemożliwienie powrotu. Pokazuje im ogromną różnicę pomiędzy okresem Zakonu z jego służbą w Przybytku, a dziełem zbawienia Jezusa Chrystusa, jako podstawy chrześcijańskiej wiary. Przesuwa przed oczami rzesze świadków z przeszłości (Hebr. 11), którzy nie uczepili się kurczowo świata rzeczy widzialnych, lecz oparli swe istnienie na wierze. Wzory te przedstawia Hebrajczykom i nawołuje ich, by pokrzepili swe omdlałe ręce i sparaliżowane nogi, jednocześnie ostrzega, pokazując straszliwe konsekwencje porzucenia wiary i powrotu do judaizmu.
ABYŚMY NIE ZBOCZYLI Z DROGI

Na podstawie Listu do Hebrajczyków przytacza się następujące argumenty: wg Hebr. 2,1 można zboczyć z drogi, bo napisano tam wyraźnie: „Dlatego musimy tym baczniejszą uwagę zwracać na to, co słyszeliśmy, abyśmy czasem nie zboczyli z drogi” (zobacz również Hebr. 12,25).

Rzeczywiście, to samo ostrzeżenie mamy w Listach do Tymoteusza, jedynie kontekst jest inny. Pierwszy rozdział Listu do Hebrajczyków opisuje nam wielkość osoby Pana Jezusa, która jest ponad osobami wcześniejszych proroków i aniołów, dzięki którym rozpowszechnione zostało prawo Mojżeszowe.

Ten Jezus oznajmił zbawienie, poświadczyli je apostołowie, którzy słyszeli o nim, a Bóg poręczył znakami i cudami (Hebr. 2,1-4).

Jeżeli odrzucenie i przekraczanie Zakonu pociągało za sobą sprawiedliwą karę, jakże straszne byłoby tedy odrzucenie głoszonego przez Chrystusa zbawienia, po jego wysłuchaniu.

Zboczenie z drogi jest rzeczywiście możliwe. Przyjmijmy, że dane nam było usłyszeć drogocenne Słowo Boże. Być może otrzymaliśmy duchowe wychowanie, jakie jest udziałem nielicznych, lub w czasie ewangelizacji Słowo Boże wywarło na nas wielkie wrażenie. Po jakimś czasie rezygnujemy jednak z tego wszystkiego, wyrzucamy wszystko „za burtę”. „Nie trwamy w tym, czego nas nauczono” i odwracamy się od zwiastowanej nauki. Jakże straszliwa konsekwencja!

Nie będzie za to ucieczki przed gniewem Bożym. Powyższy tekst nie mówi jednak niczego o popadnięciu w grzech dziecka Bożego. Któż z nas mógłby bowiem powiedzieć, że po swym nawróceniu nie zgrzeszył, a więc w tym sensie nie zboczył z drogi? Dla Piotra, który wyparł się swego Pana, istniała droga powrotna i na szczęście i my ją mamy.

A zatem, chodzi tu, tak samo jak w Listach do Tymoteusza, o wyrzekniecie się chrześcijańskiego wyznania wiary.
ODPADNIĘCIE OD BOGA ŻYWEGO

List do Hebrajczyków 3,12 mówi przecież o odejściu od Boga żywego i „popadniecie w zatwardziałość przez oszustwo grzechu”. Wiersz 14 ma wyraźnie charakter warunkowy: „Jeśli tylko aż do końca zachowamy niewzruszenie ufność, jaką mieliśmy na początku”. Jest to jedno z takich wielu miejsc „jeśli” (w innych tłumaczeniach brzmi ono „O ile…” lub „Przyjmując, że…” lecz wychodzi to przecież na to samo).

Przytoczę jeszcze trzy miejsca:

„I przez którą zbawieni jesteście, jeśli ją tylko zachowujecie tak, jak wam ją zwiastowałem…” (l Kor. 15,2).

„Jeśli tylko wytrwacie w wierze, ugruntowani i stali, i nie zachwiejecie się w nadziei, opartej na ewangelii…” (Kol. 1,23).

„… domem jego my jesteśmy, jeśli tylko aż do końca zachowamy niewzruszenie ufność i chwalebną nadzieję” (Hebr. 3,6).

Co Bóg ma na myśli używając tego słowa „jeśli”? W każdym z tych przypadków słowa kierowane są do grupy chrześcijan.

Wyobraźmy sobie, że stoję w sali wypełnionej chrześcijańską publicznością. Jeśli poproszę, by wstali wszyscy, którzy mienią się chrześcijanami, istnieje duże prawdopodobieństwo, że cała sala wstanie jak jeden mąż. Czy oznacza to, że wszyscy są chrześcijanami? Nie. Oznacza to jedynie, że nimi się mienią.

Jaki mamy dowód na to, że nimi naprawdę są? Jeśli wytrwają w wierze „ugruntowani i stali”. Jeśli ktoś tego nie czyni, to nie ma mowy o prawdziwej wierze. Słowo „wiara” w cytacie z Kolosan 1,23 ma znaczenie „treść wiary”, jako całości chrześcijańskiego wyznania. Ktoś, kto naprawdę jest chrześcijaninem, będzie jej wierny aż do końca. Chrześcijanin z nazwy może zostać Mormonem, świadkiem Jehowy, wyznawcą teozofii, itp. Może się zdarzyć, że ktoś zaprze się wiary a popadając w grzech staje się zatwardziałym i odsunie się od Boga żywego. Łatwo jest powiedzieć „jestem zbawiony”, lecz udowodnienie tego przez wiarę i postępowanie, to zupełnie inna sprawa.

UPADŁ, IDĄC ZA PRZYKŁADEM NIEPOSŁUSZEŃSTWA…

Co zatem z tekstem:

„Starajmy się zatem usilnie wejść do tego odpocznienia, aby nikt nie upadł idąc za tym przykładem nieposłuszeństwa” (Hebr. 4,11).

Tak, jak nie wszyscy Izraelici znaleźli wytchnienie w kraju kanaanejskim, tak i nie wszyscy chrześcijanie zaznają „niebiańskiego odpocznienia”. Jest to argument dość słaby, bo czemuż nie wszyscy Izraelici weszli do odpocznienia? Z powodu swej niewiary (Hebr. 3,19). Tak samo im, jak i nam, zwiastowana była dobra nowina, lecz:

„… tamtym słowo usłyszane nie przydało się na nic, gdyż nie zostało powiązane z wiarą” (Hebr. 4,2).

Również wielu z tych, którzy wyznali, że są chrześcijanami pójdzie na zatracenie, gdyż usłyszeli oni wprawdzie poselstwo Ewangelii, lecz w nie naprawdę nie uwierzyli i nie przyjęli Pana Jezusa jako swego Odkupiciela.
NIE MOŻNA POWTÓRNIE PRZYWIEŚĆ DO POKUTY

Zajmijmy się teraz 6 rozdziałem Listu do Hebrajczyków. Mowa tu o ludziach, którzy raz zostali oświeceni, zakosztowali niebiańskiego daru i stali się uczestnikami Ducha Świętego, którzy zakosztowali dobrego Słowa Bożego i cudownych mocy wieku przyszłego, a jednak odstąpili. To, co tu napisano trudno pogodzić z poglądem, że dziecko Boże nie może zostać potępione. Nie da się zaprzeczyć, iż w wielu głowach tekst ten doprowadził do zamętu.

Najpierw jednak słowo do rzeczników teorii o możliwości zatracenia odrodzonego człowieka. Nie czynią oni różnicy pomiędzy potknięciem się lub popadnięciem w grzech człowieka wierzącego, a odstąpieniem od wiary chrześcijanina z nazwy. Ich zdaniem ktoś może się nawrócić do Boga, odejść od Boga, ponownie się nawrócić, itd. Opowiadają oni zatem w czasie swych kampanii ewangelizujących o ludziach, którzy nawrócili się pierwszy, drugi, trzeci raz. Według ich teorii rozdział 6 powinien brzmieć:

„Jest bowiem rzeczą niemożliwą, żeby tych, którzy raz zostali oświeceni i zakosztowali daru niebiańskiego…, gdy odpadli, ponownie oświecić i przywieść do pokuty” (porównaj Hebr. 6,4-6).

Słowo Boże mówi jednak zupełnie coś przeciwnego. Rozdział ten zadaje właśnie kłam ich teorii.

Gdyby wiersze te mówiły, że nawrócony grzesznik ponownie może pójść na zatracenie, oznaczałoby to zarazem, że nie może się on powtórnie nawrócić, gdyż „oni sami ponownie krzyżują Syna Bożego i wystawiają na urągowisko” (Hebr. 6,6).

Spójrzmy teraz na te wiersze w ich właściwym kontekście, prześledźmy je w świetle całego listu i zbadajmy, o kim mówią.

Jak już wspomniano, apostoł zwraca się do Żydów, którzy wyznawali wiarę chrześcijańską. Znali oni Stary Testament i przekonani byli o tym, że Jezus był Mesjaszem. Nawet jeśli nie byli oni zbyt żarliwi to odczuli z pewnością Jego autorytet przez cuda jakich doświadczyli lub widzieli. Jeśli ludzie ci decydowali się na powrót do judaizmu, by ujść prześladowaniom, musieli jednocześnie zaprzeć się Jezusa Chrystusa. W ten sposób jednoczyli się ponownie z narodem żydowskim, który ukrzyżował swego Mesjasza. Sami ponownie krzyżują Jezusa. Dla takich – mówi autor – nie ma powrotnej drogi; zaszli za daleko. Że jednak Paweł wyklucza takie postępowanie u prawdziwych dzieci Bożych wynika z wiersza 9:

„A chociaż tak mówimy, jeśli chodzi o was, umiłowani, jesteśmy przekonani o czymś lepszym, zwłaszcza co dotyczy zbawienia”.

Możliwe jest zatem posiadanie wyżej wymienionych zalet i mimo to bycie nie zbawionym. Popatrzmy jednak uważnie: w tekście nie napisano:

„Jest bowiem rzeczą niemożliwą, żeby tych, którzy raz odrodzili się (…) powtórnie odnowić i przywieść do pokuty”.

W wierszach 4-5 wymienia autor inne cechy, które niekoniecznie obejmują odrodzenie. Prześledźmy po kolei te pięć wymienionych punktów:

a) „… którzy raz zostali oświeceni…” Co mówi Psalm 119,130? „Wykład słów twoich oświeca, daje rozum prostaczkom”. Apostoł Jan świadczy: „Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat” (Jana 1,9). Każdy, kto usłyszał Ewangelię o Jezusie Chrystusie, jest oświecony, nie może on powoływać się więcej na niewiedzę. Kazanie Ewangelii oświeciło cały zachodni świat, który znajdował się w mrokach pogaństwa. Czy oznacza to jednak, że każdy, kto w ten sposób został oświecony, naprawdę się nawrócił? Niestety, nie;

b) „… którzy zakosztowali daru niebiańskiego…”

Istnieje różnica pomiędzy kosztowaniem a spożywaniem. Pierwsze jest tylko zewnętrznym wrażeniem smakowym, drugie oznacza natomiast rzeczywiste jedzenie.

Ludzie, którzy „smakowali” Słowo, odczuli coś ze zbawienia, które Bóg daruje, zobaczyli coś z wielkości osoby Jezusa Chrystusa, lecz nigdy nie „spożywali” ciała i krwi Syna Bożego (Jana 6,54).

Jeremiasz pochłaniał Słowo Boże jak pożywienie (Jer. 15,16). Ezechiel i Jan zjedli księgę, by napełnić żołądki. To zupełnie coś innego niż kosztowanie.

Jezus Chrystus mówi: „Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił: kto spożywać będzie ten chleb, żyć będzie na wieki” (Jana 6,51). W słowach tych nie ma mowy o śmierci, odejściu od Boga, o potępieniu!

c) „… którzy stali się uczestnikami Ducha Świętego…”

Słowa te nie oznaczają, że Duch Święty po ich odejściu od wiary uczynił w nich mieszkanie. Słowo przetłumaczone tu jako „uczestnicy” jest tym samym jakie znajdujemy w Ew. Łukasza 5,7: „Skinęli więc na towarzyszy” (Zobacz również Ef. 5,6-7).

Ludzie ci w tym właśnie sensie mieli udział w Duchu Świętym. Tak dalece stali się uczestnikami Ducha Świętego, jak dalece z Nim współpracowali. Autor nie używa takich wyrażeń jak: „zapieczętowani Duchem Świętym”, „namaszczeni Duchem Świętym”, czy „ochrzczeni Duchem Świętym”.

Bileam był uczestnikiem Ducha Świętego, gdy wygłaszał swe przepowiednie dotyczące Izraela. Król Saul przez Ducha Świętego prorokował wśród proroków. Przez Ducha Świętego Judasz wraz z dwunastoma apostołami wypędzał demony – a wszyscy trzej czynili to nie będąc naprawdę odrodzonymi.

d) „… którzy zakosztowali dobrego Słowa Bożego”.

Chodzi tu o to samo, co w punkcie b. Może nas przyciągać wzniosłość chrześcijańskiej nauki wiary. Uczucia mogą przemówić bez równoczesnego odrodzenia. Właśnie o tym mówi podobieństwo o siewcy. Istnieją różne rodzaje gleby, lecz ziarno jest zawsze to samo. Na glebie twardej, ubitej jak droga, poselstwo ewangelii nie może pozostawić żadnych śladów – skała, przykryty jedynie cienką warstwą żyznej gleby: Słowo Boże przyjmowane jest z radością, przemawia więc uczucie, ale nie następuje prawdziwa skrucha i żal. Gdy tylko wystąpią trudności lub nastąpi prześladowanie, Słowo zostaje natychmiast stłumione. Istnieje także ziemia żyzna, która znakomicie nadaje się do siewu, lecz ciernie i osty zagłuszają plon. Są to ludzie, którzy wpływ Ewangelii pozwalają stłumić przez kłopoty życia codziennego. We wszystkich tych przypadkach siew nie przynosi żadnego owocu. Tylko dobra, zadbana rola przynosi bogaty plon.

e) „…którzy zakosztowali cudownych mocy wieku przyszłego”.

Głoszeniu Ewangelii towarzyszyły pierwotnie znaki i cuda. W przyszłości będzie to też miało miejsce, dlatego określa się je jako moce przyszłego wieku. W czasie panowania antychrysta będą słudzy Boży zamieniać wodę w krew i sprowadzać ogień z niebios (Obj. 11).

Wielu Hebrajczyków poznało tę Bożą moc. Widzieli oni cuda i byli nimi mocno poruszeni, jednak nie oznaczało to jeszcze, że ich serca zostały zmienione. Tak, przed tronem sędziowskim staną i tacy, którzy sami czynili cuda w imię Jezusa, wypędzali demony, a Pan jednak musi im powiedzieć: „Nigdy was nie znałem”.

Ktoś może posiadać te pięć zalet, a jednak nie być dzieckiem Bożym. Wiersz 7 potwierdza prawidłowość tej interpretacji:

„Albowiem ziemia, która piła deszcz często na nią spadający i rodzi rośliny użyteczne dla tych, którzy ją uprawiają, otrzymuje błogosławieństwo od Boga” (Hebr. 6,7).

Jest to paralela do trzeciej roli z przypowieści o siewcy i dalej:

„…lecz ta, która wydaje ciernie i osty, jest bezwartościowa i bliska przekleństwa, a kresem jej spalenie” (Hebr. 6,8).

Ludzie, o których tu mowa porównani są do takiej gleby. Nigdy nie przynieśli plonu Bogu. Dalej w Liście występuje cytowana już sentencja: „Ale chociaż tak mówimy, to jeśli chodzi o was, umiłowani, jesteśmy przekonani o czymś lepszym, zwłaszcza co dotyczy zbawienia”. Innymi słowy:

nie porównuję was z tymi odszczepieńcami, którzy poznali zbawienie tylko od strony zewnętrznej, bo u was serce wzruszone zostało do głębi.

Powyższe zgadza się z następującymi słowami Zbawiciela:

„Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest winogrodnikiem. Każdą latorośl, która we mnie nie wydaje owocu, odcina, a każdą, która wydaje owoc, oczyszcza, by wydawała obfitszy owoc. Wy jesteście już czyści dla słowa, które wam głosiłem; Trwajcie we mnie, a ja w was. Jak latorośl sama z siebie nie może wydawać owocu, jeśli nie trwa w krzewie winnym, tak i wy, jeśli we mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami. Kto trwa we mnie, a ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie. Kto nie trwa we mnie, ten zostaje wyrzucony precz jak zeschnięta latorośl; takie zbierają i wrzucają w ogień, gdzie zostaje spalona” (Ew. Jana 15,1-6).

Izrael był taką winoroślą, którą Bóg wykopał z Egiptu i posadził na nowo w Kanaanie (Ps. 80,9-15). Tam naród miał przynieść Bogu owoce. Lecz zamiast dobrych winogron, krzew ten przyniósł jedynie dzikie grona. (Iz. 5,1-7). Co stało się potem? Bóg odciął ten krzew i jego świadectwo zostało odrzucone. Teraz Pan Jezus nazywa siebie prawdziwym krzewem winnym – zajął On miejsce Izraela. Wprawdzie Izrael był synem powołanym przez Boga z Egiptu (Oz. 11,1), lecz okazał się synem nieposłusznym. Jezus zajął jego miejsce: słowa Ozeasza wypełniły się, gdy Jezus wyruszył z rodzicami z Egiptu (Mat. 2,15). Izrael nazwany jest wprawdzie przez Izajasza (43,10) sługą Pana, lecz sługa ten okazał się niewierny. Chrystus zajął miejsce niewiernego sługi – jest on wiernym sługą Pańskim (Iz. 42,1; 52,13; 55,11).

We wszystkich tych przypadkach chodzi o to, że Bóg miał na ziemi swoje świadectwo – Izrael – który z powodu swej niewierności został odsunięty i Jezus zajął w sposób doskonały jego miejsce. To nowe świadectwo uwzględnia też uczniów Jezusa, są oni gałęziami szczepu, które mają przynieść owoce. Istnieją jednak dwa rodzaje gałęzi, tak jak w Liście do Hebrajczyków 6,7-8 jest mowa o dwojakim gruncie; latorośle, które przynoszą owoc – te zostaną oczyszczone, by przyniosły obfitszy owoc, lub nawet wiele owoców. Są też latorośle, które nie przynoszą owocu: te zostaną wycięte, wyrzucone i spalone.

Pan nie mówi tu o posiadaniu żywota wiecznego i poznaniu Jego Osoby jak w przypowieści o owcy, lecz o przynoszeniu owocu. Jakież bowiem inne zadanie ma winna latorośl, niż przynoszenie owocu!

Każdy, kto Jezusa Chrystusa nazywa swoim Panem, jest latoroślą i w ten sposób częścią chrześcijańskiego świadectwa na ziemi, i jego obowiązkiem jest przynoszenie owocu. O ten właśnie obowiązek chodzi w przypowieści o winnym krzewie. Jeśli ktoś nie trwa w Słowie Bożym, nie przynosi owocu, podobny jest tedy do Żyda z 6 rozdziału Listu do Hebrajczyków, który zrezygnował z chrześcijańskiego świadectwa. Jest on rolą, która przynosi ciernie i osty i zasługuje na sprawiedliwy sąd.

CO SKŁONIŁO AUTORA LISTU DO TAKIEJ WYPOWIEDZI?

Skoro autor jest przekonany, że jego czytelnicy są zbawieni i nie mogą odpaść, dlaczego im przedstawia takie problemy w 6 rozdziale Listu do Hebrajczyków?

Głównym powodem tych rozważań jest możliwość, że pomiędzy nawróconych Żydów mogli wmieszać się i tacy, którzy w rzeczywistości nie byli nawróceni, a którzy przy narastających prześladowaniach mogliby powrócić do judaizmu. Rozdział ten miał nie tylko na celu otworzenie im oczu na straszliwe konsekwencje takiego kroku, ale przede wszystkim na nienawrócony stan ich serca. Jeśliby powrócili do judaizmu, nie byłoby dla nich ratunku, lecz i teraz nie byli jeszcze zbawieni! Nie należeli jeszcze do tych, którzy według przekonania autora byli zbawieni!

Z drugiej strony rozważania te są przestrogą dla rzeczywiście nawróconych Żydów. Już sama myśl o trochę „wygodniejszym” życiu chrześcijańskim przez zbliżenie się do judaizmu musiała być ciężkim grzechem i znieważeniem Mistrza, a cóż dopiero odwrócenie się od wiary. Taka myśl winna być wykorzeniona z całą bezwzględnością; winni oni wytężyć wszystkie siły, by czynić postępy na chrześcijańskiej drodze wiary.

Nawróceni Żydzi byli (wg rozdziału 5) zbyt leniwi do nauki: o duchowym znaczeniu takiej postaci jak Melchisedek nie mógł autor z nimi rozmawiać. Stali się ponownie dziećmi, które potrzebują mleka Ewangelii, gdyż stałych pokarmów nie mogą jeszcze przyjmować. Byli niedoświadczeni w Słowie sprawiedliwości. Znali słowa Jezusa tak, jak podaje je Stary Testament. Posiadali taki fundament wiary. Nie był im obcy termin „nawrócenie”, ani też wiara w Boga. Pojmowali również sens obmycia podczas lewickiego nabożeństwa i znaczenie nakładania rąk na głowę ofiarnego zwierzęcia, wiedzieli o zmartwychwstaniu umarłych i o sądzie wiecznym, wszystko to jednak nie oznaczało stanu dojrzałości chrześcijańskiej. Nawrócony Izraelita mógł o tym wszystkim wiedzieć już przed ukrzyżowaniem Jezusa. Powinien pozostawić ten stary fundament i wzrastać ku doskonałości. Zamiast patrzenia wstecz – co mogło doprowadzić do pójścia wstecz – winien patrzeć wprzód, wzrastać i przynosić owoce dla Boga.
CZYŻBY BYŁO TAK ŹLE?

Być może ktoś zaszokowany jest jednoznacznością twierdzenia: „…niemożliwą rzeczą jest powtórnie przywieść do pokuty” i pyta się, czy to, co mógłby popełnić nawrócony Żyd było aż tak straszne. Nie mogę dać lepszej odpowiedzi, niż cytat Ironside’a:

„To poselstwo skierowane do Żydów powinno postawić im przed oczyma realność posłannictwa Jezusa Chrystusa i przekazać im, że jest On wypełnieniem wszystkich przepowiedni i obrazów z okresu Zakonu. Dwa różne rodzaje roli przedstawiają dwóch ludzi, a właściwie stan ich serc. Następujący opis uczyni to na pewno bardziej zrozumiałym:

Obaj wzrastali w tym samym środowisku, obaj byli uczonymi w Piśmie i chodzili do tej samej synagogi. Obaj oczekiwali przyjścia Mesjasza, słuchali Jana Chrzciciela i dali się ochrzcić. Obaj słuchali kazań Jezusa i widzieli cuda jakie czynił. Obaj stali w tłumie, który przyglądał się Jego ukrzyżowaniu, widzieli potem otwarty grób i słyszeli o wniebowstąpieniu. Obaj byli świadkami zesłania Ducha Świętego i Jego dzieła. Obaj poruszali się w kręgu uczniów i słuchali apostołów. Zewnętrznie nie było widać żadnej różnicy, do czasu, kiedy przyszło prześladowanie. Jeden z nich został uwięziony i postawiony przed wyborem:

„Wyrzeknij się Chrystusa, bo inaczej umrzesz”. Odpowiedział: „Nie mogę się wyrzec, bo On jest moim Zbawicielem”. „Więc umrzesz”. „Jestem gotów umrzeć, lecz nie mogę zaprzeć się mojego Zbawiciela”.

Drugi tak samo został uwięziony i postawiony przed takim samym wyborem. Powiedział: „Wolę się Go wyrzec, niż umrzeć. Zawracam i będę się odtąd zachowywał jak prawdziwy Żyd”.

Używano okropnych metod przy przyjmowaniu odszczepieńców z powrotem w krąg judaizmu. Przypominam sobie, że wyczytałem gdzieś, że w takim przypadku prowadzono odszczepieńca na miejsce nieczyste, gdzie zabito świnie. Musiał on opluć krew i powiedzieć: „Tak samo patrzę na krew Jezusa Chrystusa”. Potem poddawano go rytualnemu oczyszczeniu i przyjmowano ponownie do judaizmu. Jaka istnieje różnica pomiędzy tymi dwoma ludźmi? Każda rola otrzymała ten sam deszcz i te same promienie słoneczne, lecz różniły się one wydanym owocem. Pierwszą wydała owoce potwierdzające nawrócenie, druga tylko ciernie i osty”.

Takie jest zatem znaczenie tekstu: „sami krzyżują Chrystusa i wystawiają Go na urągowisko”. Świadome wyrzeczenie się Jezusa jest rzeczą bardzo poważną. Zbawiciel mógł jeszcze na krzyżu prosić: „Ojcze, wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Piotr mógł jeszcze w Jerozolimie głosić: „Wiem, że uczyniliście to w nieświadomości, jak również wasi zwierzchnicy”. Wtedy istniała jeszcze oferta zbawienia. Ale już pierwszy męczennik za wiarę – Szczepan – prosił tylko:

„Nie poczytaj im tego grzechu”. O nieświadomości nie było już mowy. Później Paweł świadczył również, że nadeszła pełnia gniewu Bożego na Izrael (l Tes. 2,15-16).
CZY JESZCZE DZIŚ?

Tekst ten odnosi się więc do Żydów, którzy odwrócili się od chrześcijańskiej wiary i powrócili do judaizmu. Lecz nie ogranicza się on w zasadzie do tej jedynej sytuacji. Również chrześcijanie z nazwy, pochodzenia pogańskiego, mogą w ten sposób odejść od wiary.

Z historii znany jest przypadek dwóch braci, których nie będę tu wymieniał z nazwiska. Pochodzili z rodziny kaznodziejskiej i zostali również kaznodziejami. Jeden wyrobił sobie nazwisko pracami literackimi, ale już zestawienie tych prac świadczy o jego duchowym cofaniu się. Ostatecznie zrezygnował ze swego urzędu kaznodziei i zaprzeczył prawdzie wiary chrześcijańskiej. Drugi brat służył Słowem wielu dzieciom Bożym i pozostawił kilka pism o budującej treści. Ten przykład z naszej rodzimej niwy można uzupełnić wieloma z innych krajów. Wspomnę jeszcze o uczonym Francis W. Newmanie, który wyznał kiedyś, że jest chrześcijaninem. Wiele obcował z wierzącymi, wraz z nimi obchodził pamiątkę Ostatniej Wieczerzy. Później odwrócił się całkowicie od wiary i stał się zagorzałym wrogiem Krzyża Chrystusowego. Napisał książkę, w której przeprowadził ostre ataki na biblijne chrześcijaństwo.

Czyż ci ludzie nie postępowali w myśl 6 rozdziału Listu do Hebrajczyków i nie ściągnęli na siebie sądu?
KREW, PRZEZ KTÓRĄ ZOSTAŁ UŚWIĘCONY

Następny zarzut opiera się na cytacie z Listu do Hebrajczyków:

„Bo jeśli otrzymawszy poznanie prawdy, rozmyślnie grzeszymy, nie ma już dla nas ofiary za grzechy. Lecz tylko straszliwe oczekiwanie sądu i żar ognia, który strawi przeciwników. Kto łamie Zakon Mojżesza, ponosi śmierć bez miłosierdziu na podstawie zeznania dwóch lub trzech świadków; O ileż sroższej kary, sądzicie, godzien będzie ten, kto Syna Bożego podeptał i zbeszcześcił krew przymierza, przez którą został uświęcony i znieważył Ducha łaski!” (Hebr. 10,26-29).

Argumentuje się, że na pewno jest tu mowa o człowieku wierzącym, bo o kimś, kto został uświęcony przez krew.

Wyrażenie to jednak niekoniecznie oznacza, że człowiek ten był rzeczywiście odrodzony w wierze. Cały naród izraelski uświęcony został krwią przymierza. Uświęcony – oznacza wydzielony dla Boga; tak jak Izrael przez krew wydzielony został z innych narodów, tak każdy, kto nazywa Jezusa Chrystusa swym Panem, wydzielony jest spośród niewierzących. W l Kor. 7,14 Paweł mówi o niewierzącym mężu, który przez małżeństwo z nawróconą żoną zostaje uświęcony. Pozostaje on jednak niewierzącym, jeśli na wzór swojej żony nie przyjmie Jezusa Chrystusa jako

swego Zbawiciela. Bez krwi Jezusa Chrystusa przelanej na Golgocie cały świat potępiony byłby na wieki. Właśnie przez tę przelaną krew może Bóg ofiarować grzesznikowi tylko jedno rozwiązanie: Krzyż. Podstawową sprawą jest jednak zachowanie się człowieka w stosunku do ofiary Jezusa. Jezus umarł za wszystkich ludzi. Jest On ofiarą przebłagania nie tylko za nasze grzechy, lecz za cały świat (l Jana 2,2). Jego krew wystarczy dla każdego, kto w Niego wierzy, dla wszystkich grzeszników na całym świecie (Jan 3,18-19).

Przyjmijmy jednak, że Żyd, który przeszedł na chrześcijaństwo i został uświęcony krwią nowego przymierza, odwraca się plecami do krzyża, zwraca się ponownie do służby w świątyni i składa tamże ofiary za grzechy. Czy może istnieć jeszcze taka ofiara za grzechy? Nie istnieje żadna inna, gdyż odrzucił on JEDYNĄ, PRAWDZIWĄ OFIARĘ. Wszystkie ofiary w świątyni nie mogą mu pomóc. Przeciwnie, oskarżają go, że podeptał Syna Bożego i zbeszcześcił krew przymierza (odszczepieńczym chrześcijanom kazano deptać po krzyżu).

Jeszcze słowo wyjaśnienia do wyrażenia „grzeszyć wolą”. Zakon rozróżniał pomiędzy popadnięciem w grzech, a świadomym przekroczeniem Zakonu. Za pierwsze istniało przebaczenie, za ostatnie – nie. W tekście nie chodzi o potknięcie się chrześcijanina, lecz o świadome odrzucenie krzyża. Kto tak czyni daje się poznać jako „przeciwnik” (w.27) i „cofa się ku zatraceniu” (w. 39). Nie wytrwał, więc nie dostąpi tego, co Bóg obiecał (w. 36). Swoim odstępstwem pokazał, że nie był odrodzony.

A jednak autor kończy ten rozdział słowami:

„Lecz my nie jesteśmy z tych, którzy się cofają i giną, lecz z tych, którzy wierzą i zachowują duszę” (w. 39).
UŚWIĘCENIE, BEZ KTÓREGO NIKT NIE UJRZY PANA

Następny zarzut opiera się o Hebr. 12,14-15:

„Dążcie do pokoju ze wszystkimi i do uświęcenia, bez którego nikt nie ujrzy Pana, bacząc, by nikt nie pozostał z dala od łaski Bożej”.

Często miejsce to rozumiane jest tak, że musi się osiągnąć pewien określony stopień uświęcenia, by wejść do nieba. Jeżeli się grzeszy, spada się z osiągniętej wysokości i trzeba zaczynać od nowa. Porównanie z wyrażeniem: „dążcie do pokoju ze wszystkimi”, uwidacznia już, że taka intepretacja jest fałszywa. Nie ma tu bowiem mowy o określonym stanie lub stopniu pokoju, do którego musimy dążyć. Chodzi tu bardziej o skłonność, jaką reprezentować winien każdy odrodzony chrześcijanin. Jeśli ktoś twierdzi, że nim jest, a nie dąży do pokoju i uświęcenia, pokazuje przez to, że nie zna pokoju, jaki daje Bóg, ani nie zna uświęcenia Bożego. Taki człowiek jest obłudnikiem i nie będzie oglądał Boga!

Ponadto ważne jest sprawdzenie znaczenia pojęcia „święty”: dosłownie, oznacza to „oddzielony”, przy czym główny nacisk położony jest nie na „oddzielony od zła”, lecz na „oddzielony dla Boga”. Powiedziano o Panu Jezusie, że był „poświęcony i posłany w świat” (Jan 10,36) i że „poświęcił się za nas” (Jan 17,19). Poświęcił się więc tej służbie i w tym sensie jest „oddzielony” dla Boga. W tym też sensie mówi się o wierzących, że są „uświęceni” w Jezusie Chrystusie i dlatego nazwani są przez Boga „świętymi”.

Nie jest to jednak własne osiągnięcie człowieka odrodzonego, lecz dar Boży. Od tych, którzy zajmują miejsce świętych, oczekuje Bóg, że będą oni także w praktyce prowadzili uświęcone życie. Kto twierdzi, że należy do Boga, lecz nie dąży do życia dla Boga i z Bogiem, ten jest obłudnikiem. Życie jego jest zaprzeczeniem jego wyznania. Jeżeli natomiast wierzący, tak jak Piotr, popadnie w grzech, wtedy objawi skruchę, wyzna swą winę i potępi przyczynę swego upadku (np. wiara we własne siły – „nie opuszczę cię”), będzie prosił o siły i o zbawienie, i udowodni w ten sposób, że dąży do uświęcenia. Kto tak postępuje, będzie oglądał Boga.

PAN, KTÓRY ICH ODKUPIŁ…

Również listy Piotra są źródłem przytaczania zarzutów. Piotr pisze o ludziach, „którzy zapierają się Pana, który ich odkupił, sprowadzają na siebie rychłą zgubę” (2 Piotr 2,1). Jak należy to tłumaczyć?

Apostoł nazywa tych ludzi fałszywymi nauczycielami i porównuje ich do fałszywych proroków w Izraelu. Czy fałszywi prorocy rzeczywiście byli sługami Bożymi? Nie! Tak samo i ci nie są prawdziwymi uczniami Jezusa. Ale przecież są przez Pana odkupieni? Użyte wyrażenie oznacza Pana niewolników. Niewolnika kupuje się. Jezus Chrystus zapłacił okup za wszystkich. Człowiek z podobieństwa o ukrytym skarbie w Ew. Mat. 15,44 nie kupił samego tylko skarbu ukrytego w ziemi, lecz całą rolę. Tym kupującym człowiekiem jest Jezus Chrystus, a rolą – cały świat.

Jeśli ktoś wyznaje wiarę chrześcijańską, przyznaje tym samym, że Jezus jest jego Panem. Jest więc zobowiązany mu służyć. Jeżeli człowiek ten okazuje się później fałszywym nauczycielem, który zwodzi trzodę – zapiera się swego Pana, który go odkupił.
POWRÓT DO TARZANIA SIĘ W BŁOCIE

W tym samym rozdziale pisze apostoł Piotr o ludziach, którzy powracają do swego niemoralnego sposobu życia i tym samym szkalują uświęcenie. Dla nich lepiej byłoby „nie poznać drogi sprawiedliwości, niż poznawszy ją, odwrócić się od przekazanego im świętego przykazania” (2 Ptr 2,21). Ludzi tych Piotr porównuje do „psa, który powraca do swych wymiocin i świni, która tarza się w błocie” (2 Ptr 2,22).

Również tu nie powiedziano nic o możliwym odpadnięciu z grona dzieci Bożych. Nie powiedziano tu: „owca” powraca do swych wymiocin, lecz „pies”. Pies może pozostawić na jakiś czas swoje odchody, lecz później powróci do nich. Świnia pięknie umyta powróci znów do błota. Miły pies i umyta świnia nie zmienią swej natury – nie staną się owcą. Na to musiałyby posiąść inną naturę; tylko przez pewien czas pozostaną czyste. Istnieje cały szereg takich chrześcijańskich „psów” i „świń”. Na pewien czas, przez poznanie nauki Jezusa, wyzwolili się z brudów tego świata (w. 20), lecz później do nich powracają.

Dla tych ludzi byłoby lepiej, gdyby nie poznali drogi sprawiedliwości, bo teraz są bardziej winni, niż pijak lub niegodziwiec, który nigdy nie słyszał Ewangelii. Ludzie ci poddali swe życie zewnętrznemu, okresowemu oczyszczeniu, nie doszło jednak u nich do pełnego wewnętrznego oczyszczenia. Stąd też nazywa ich apostoł „bezbożnikami” (w. 9). Nigdy nie stali się oni grzesznikami usprawiedliwionymi przez wiarę.

MIEJCIE SIĘ NA BACZNOŚCI, ABYŚCIE NIE DALI SIĘ WYPRZEĆ Z MOCNEGO SWEGO STANOWISKA

Drugi List Piotra zawiera jeszcze jeden rzekomy kontrargument. Powołuje się tu na rozdz. 3,17, gdzie napisano:

„Miejcie się na baczności, abyście, zwiedzeni przez błędy łudzi nieprawych, nie dali się wyprzeć z mocnego swego stanowiska”.

Prawdziwy chrześcijanin może upaść i dlatego potrzeba nam nieustannie przestróg i napomnień. Jakże wielu jest takich, którzy kiedyś byli wspaniałym przykładem świadectwa, lecz później powrócili do nieprawego życia. Nie byli czujni, nie trwali w modlitwie i upadli. Czy oznacza to, że są zgubieni? Nie. Jeśli byli prawdziwie odrodzeni, Jezus jest ich orędownikiem u Ojca (l Jana 2,1), a Duch Święty rozpoczyna swą pracę odnowienia. Dawid ciężko zgrzeszył, lecz powiedział o Bogu w Ps. 23,3: „duszę moją On pokrzepia” (odnawia moją duszę), ze złamanym sercem wyznał Bogu swój grzech i prosił: „Przywróć radość z wybawienia Twego” (Ps. 51,14). Aby przywieść swą trzodę do opamiętania, zsyła Pan na nią czasami ciężkie doświadczenia, lecz zbyt ją kocha, by pozwolić jej pójść na zatracenie.
WYMAZANIE Z KSIĘGI ŻYWOTA

W Księdze Objawienia widzimy, że Chrystus w żadnym wypadku nie wymaże imienia zwycięzcy z księgi żywota, co sugeruje równocześnie, że mogą być wymazane imiona innych.

To, że imiona wymazane zostaną z księgi żywota jest całkowicie pewne, lecz nie na podstawie tego tekstu tylko na podstawie Psalmu 69,29, gdzie prorokowano:

„Niech będą wymazani z księgi życia, a ze sprawiedliwymi niech nie będą zapisani!”

Psalm 69 jest psalmem mesjanicznym, mówiącym o cierpieniach na krzyżu (w. 21). Mowa w nim także o wrogach Jezusa i tych, którzy mu urągali. O nich to powiedziano:

„Przydaj winy do winy ich, niech nie dostąpią sprawiedliwości twojej” (w. 28).

Tak więc cytat ten wyraźnie pokazuje, że jeśli czyjeś imię zapisane jest w księdze życia, nie oznacza to jeszcze, że jest on usprawiedliwony. Nie jest też powiedziane, że ktoś taki posiada życie wieczne, które straci, jeśli jego imię zostanie wymazane z księgi.

Księga życia jest przede wszystkim księgą wszystkich żyjących. Tak też psalmista widzi się zapisanym jako stworzenie w „Jego księdze” (Ps. 139,16). Mojżesz prosi, by zamiast Izraela mógł być wymazany z księgi życia:

„Teraz, racz odpuścić ich grzech, lecz jeżeli nie, to wymaż mnie ze swojej księgi, którą napisałeś” (2 Mojż. 32,32).

W zasadzie każdy człowiek jest „kandydatem do życia wiecznego”. Bóg nie ustalił z góry listy potępionych. Jeśli ktoś się narodził, jest zapisany w księdze życia, a zatem jest kandydatem do życia wiecznego. Jeżeli jednak ktoś odrzuci zbawienie, które mu Bóg ofiaruje, wtedy zapłatą za grzech jest nie tylko śmierć cielesna, lecz również wymazanie z księgi życia. Człowiek ten nie okazał się godny życia.

Gdy kiedyś umarli staną przed wielkim białym tronem, będzie tam leżeć księga życia, jako milczący świadek. Wtedy znajdować się tam będą tylko imiona sprawiedliwych. Sprawiedliwi ci znani są naturalnie Bogu już wcześniej. Dlatego też Obj. 13,8 i 17,8 mówi o sprawiedliwych, których imiona zapisane są w księdze żywota od założenia świata. Stąd nosi ona również nazwę „Księga żywota Baranka, który został zabity”. Imiona tych, którzy są tam zapisani, nie zostaną wymazane.

Księgę żywota należy zatem rozpatrywać w dwóch aspektach:

a) jako księgę żywych, z której wymazani zostaną niewierzący;

b) jako księgę życia Baranka. Imiona tych, którzy są tam zapisani, nie zostaną wymazane.

CZY BRAT MOŻE ZGINĄĆ? CZY PAWEŁ MÓGŁ BYĆ ODRZUCONY?

W l Kor. 8,11 mowa jest o tym, że „I tak przyczyni się twoje poznanie do zguby człowieka słabego, brata, za którego Chrystus umarł”.

Apostoł mówił w tym rozdziale o odpowiedzialności „mocnych w wierze” względem „słabych”.

Przyjmijmy, że ktoś jest mocny w wierze i idzie do świątyni, aby tam spożywać mięso. Nie bierze udziału w bałwochwalczym rytuale, bo chodzi mu jedynie o to, by zjeść mięso. Pod tym względem świątynie były bardzo popularne! Ten „mocny w wierze” nie widzi w bożku nic szczególnego, a mięso jest dla niego zwykłym mięsem.

Inny chrześcijanin widzi go tam wchodzącego, ale sumienie nie pozwala mu w ten sam sposób postąpić. Widzi jednak, że inni tam idą, a sam też chętnie je mięso, więc idzie pomimo wszystko i postępuje wbrew swojemu sumieniu. Dla niego osobiście oznacza to związanie się z bożkami i następstwem jest powrót do pogaństwa. Czy ten mocny w wierze może powiedzieć: „O, ale tamten był słaby, nie był więc prawdziwym chrześcijaninam, nie muszę się tym wcale przejmować”. Nie, on jest bratem, którego znał jako takiego. Na skutek jego nieczułego postępowania, słabszy brat wpadł w szpony pogaństwa i zginął (nie mówimy tutaj, że Bóg przywoła go z powrotem, jeżeli jest on człowiekiem odrodzonym, bo osłabiłoby to naszą odpowiedzialność). Tego argumentu używa apostoł po to, by zwrócić uwagę „mocnym w wierze” na sumienie „słabszego brata” i by nie żyli oni w duchu, który mówi: „Czyż powinienem być stróżem brata mego?”

W następnym rozdziale pisze Paweł w odniesieniu do samego siebie:

„Bym przypadkiem, będąc zwiastunem dla innych, sam nie był odrzucony” (l Kor. 9,27).

A w 2 Kor. 13,5 czytamy:

„Czy nie wiecie o sobie, że Jezus Chrystus jest w was? Chyba, żeście próby nie przeszli”.

Paweł porównuje siebie do lekkoatlety (l Kor. 9,24-26). Mówi o swym udziale w biegu i o walce, którą toczy. Za pomocą tych przykładów porównuje on swój bieg, jako sługi Bożego. Przyjmijmy, że Paweł zrezygnowałby ze swej służby, ze swej walki, wtedy nie byłby już jednak „uczestnikiem ewangelii” (l Kor. 9,23). Jego życie wykazałoby, że przez krótki czas jedynie był zawodnikiem i niósł świadectwo Boże. Nieuniknioną konsekwencją byłaby jego dyskwalifikacja.

Może myśleliście, że Pismo mówi: Pawle, spocznij sobie spokojnie na laurach – osiągnąłeś cel. Nie. Życie z Boga objawia się w bezustannym działaniu; rezygnacja z tego dowodzi jedynie, że to życie z Boga w ogóle nie istniało. To samo dotyczy Koryntian. Szukali oni dowodu na to, że Paweł rzeczywiście był apostołem Jezusa Chrystusa. „Więc” – mówi apostoł – „zapytajcie samych siebie, czy wierzycie. Jeżeli na to pytanie możecie odpowiedzieć twierdząco, macie wraz z tą odpowiedzią dowód na moje apostolstwo. Przeze mnie bowiem usłyszeliście ewangelię o Jezusie Chrystusie”, „lub” – kontynuuje ironicznie – „czy nie wiecie o sobie, że Jezus Chrystus jest w was? Chyba, żeście próby nie przeszli” (patrz 2 Kor. 13,3-6).

Słowa te nie mówią jednak nic o odrzuceniu dzieci Bożych. Koryntianie ci musieli wprost dojść do wniosku, że nigdy nie byli dziećmi Bożymi.

JEŻELI SPRAWIEDLIWY…

Na zakończenie jeszcze dwa miejsca, mówiące o „sprawiedliwym”. Pierwsze znajdziemy w Księdze Ezechiela 18,24. Mowa tam o tym, że sprawiedliwy umrze, jeżeli odwróci się od sprawiedliwości i będzie czynił bezprawie.

Osobliwą rzeczą jest, że przytacza się to miejsce, by ograniczyć w swej mocy Ewangelię łaski, głoszoną w obecnym okresie (eonie). Przeczytajcie, proszę, cały ten rozdział. Bóg mówi w nim, że grzeszny człowiek będzie żył, jeżeli odwróci się od zła, dobrze będzie traktował ubogich, nie będzie uprawiał lichwiarstwa, itp. Czy mamy to przedstawiać ludziom naszej epoki jako Ewangelię? Jest to przecież Zakon w najczystszej formie. Przyjmijmy, że jako ewangelista powiedziałbym do pijaczyny: „Skończ z piciem, bądź dobrym ojcem rodziny, a będziesz żył”. Czy rzeczywiście byłbym wtedy sługą Ewangelii? Na pewno nie.

Lecz nie mogę też powiedzieć odwrotnie: „Sprawiedliwy człecze, jeżeli popadniesz w grzech, umrzesz na podstawie tego, co napisano w Ks. Ezechiela w 18 rozdz.”. Wtedy nadałbym wyrażeniom „sprawiedliwy”, „żyć”, i „umrzeć” nowotestamtentowe znaczenie, którego nie posiadają w Ks. Ezechiela w 18 rozdz.. Nie było tam mowy o usprawiedliwieniu, jakie jest w Jezusie Chrystusie, ani o życiu wiecznym i o wiecznej śmierci.

Drugie miejsce nadaje się jeszcze mniej, jako argument. Odsyła się czytelnika do Pierwszego Listu Piotra 4,18:

„A jeśli sprawiedliwy z trudnością dostąpi zbawienia, to bezbożny i grzesznik gdzież się znajdą?”

Nie napisano tu wcale, że istnieje sprawiedliwy, który zostanie potępiony. Cytat ten nie nadaje się na argument. Bóg wyraźnie mówi, że sprawiedliwy zostanie zbawiony, lecz droga sprawiedliwego prowadzi przez wszelkiego rodzaju próby, jak pokazuje to wiersz 12 i następne. Bóg używa tych prób do udoskonalenia, gdyż nie może tolerować u swych dzieci nic przewrotnego. Tu jest ważne to samo, co Bóg powiedział o Izraelu:

„Tylko o was zatroszczyłem się z wszystkich pokoleń ziemi, dlatego was będę karał za wszystkie wasze winy” (Amos 3,2).

Jeżeli wszyscy chrześcijanie już tu na ziemi byliby doskonałymi świętymi, nie musiałoby odbywać się udoskonalanie, a ponieważ tak nie jest, Bóg nie może z niego zrezygnować. Jeżeli ludzie, którzy usprawiedliwieni zostali krwią Jezusa Chrystusa, zostali przez to zbawieni, gdzie znajdzie się grzesznik, którego grzechów nie zmyła krew Chrystusa?

Oczekuje go wieczny sąd. Lecz sprawiedliwy zostanie zbawiony, chociaż „z trudnością”, przy dużym zaangażowaniu ze strony Boga.
DWA WĄTKI

Z tych rozważań możemy wyciągnąć wniosek, że istnieją dwa rodzaje miejsc w Piśmie. Jeden szereg cytatów mówi o bezwarunkowym zbawieniu dzieci Bożych, ponieważ dzieło w ich duszach jest dziełem Bożym. Drugi pokazuje, że ktoś, kto wyzna, że jest chrześcijaninem, może wyrzec się chrześcijańskiej wiary, przez swoje życie, fałszywe nauki.

W jaki praktyczny sposób możemy te dwa wątki wykorzystać dla siebie? Powinniśmy pozostawić Słowo Boże tam, gdzie jest; innymi słowy – określone poselstwo skierowane jest do określonego adresata! Tak więc słowa: „Mężowie, miłujcie żony swoje” skierowane jest do mężów, a nie do ich żon. Podobnie: „Żony, bądźcie uległe mężom swoim” skierowane jest do kobiet, a nie do ich partnerów. Jakże często zdarza się jednak, że mężulek wbija do głowy żonie „jej miejsce” i odwrotnie. Tak samo może się przydarzyć z tymi dwiema grupami miejsc z Pisma Świętego. Powtarzając za pewnym misjonarzem z Tajlandii:

„Z tymi obiema grupami tekstów z Pisma Świętego związane są, że tak powiem, dwa wątki. Człowiek wierzący, który nie związany jest z przewrotną nauką i prowadzi porządne życie, lecz wątpi w swoje zbawienie, ponieważ patrzy na siebie samego, musi sięgnąć do wątku z pierwszej grupy cytatów.

Ktoś, kto wyznaje, że jest chrześcijaninem, lecz jego życie stoi w sprzeczności z tym wyznaniem, musi sięgnąć do wątku drugiej grupy. Niestety, szatan bardzo sprytnie potrafi poplątać oba wątki. Wątpiący chrześcijanin bierze sobie do serca napomnienia z drugiej grupy i popada w rozpacz. Chrześcijanin prowadzący złe życie, opiera się na pierwszej grupie i w ten sposób usiłuje uspokoić swe sumienie”.

Pierwszy wątek jest ścieżką łaski. Drugi – ścieżką odpowiedzialności. Oba musimy traktować w sposób biblijny.
POPRAWIAĆ W DUCHU ŁAGODNOŚCI

My jako chrześcijanie nie jesteśmy pozostawieni samym sobie. Jesteśmy wzajemnie za siebie odpowiedzialni (l Kor. 12,25-26). Jak powinniśmy zatem służyć sobie nawzajem, mając na względzie te dwa powyższe przykłady? W pierwszym przypadku nie jest to takie trudne: wątpiącemu wierzącemu powinniśmy próbować pokazać wyraźnie następstwa dzieła Jezusa Chrystusa. Najczęstszym źródłem wątpliwości jest to, że człowiek jest rozczarowany samym sobą. Odkrycie grzesznej natury i zawód w praktyce życia chrześcijańskiego są najczęstszymi przyczynami zwątpienia. Wierzący taki potrzebuje dodatkowego pouczenia. Musi on pojąć, że Chrystus nie tylko umarł za niego, lecz że również on umarł z Nim: Bóg nie widzi go w jego grzesznym stanie sprzed nawrócenia, lecz jako nowe stworzenie w Jezusie Chrystusie. Spojrzenie tych wierzących musi być skierowane na Jezusa Chrystusa, najwyższego Kapłana, który lituje się nad naszymi słabościami, bo i sam poddany był wszelakim próbom (Hebr. 2,18;

4,15-16) i nam spieszy z pomocą.

Jeśli chodzi o drugi przykład, sprawa przedstawia się trochę trudniej. Musimy próbować napomnieć tych chrześcijan, tak jak Paweł to czyni w liście do Galacjan:

„Bracia, jeżeli człowiek zostanie przyłapany na jakimś upadku, wy, którzy macie Ducha, poprawiajcie takiego w duchu łagodności, bacząc każdy na samego siebie, abyś i ty nie był kuszony” (Gal. 6,1).

Jak to jednak zrobić? Istnieją dwie możliwości:

1. Może się zdarzyć, że wierzący popadnie w grzech i skruszony wyzna Bogu swą winę. Wtedy możemy mu wskazać Chrystusa jako Orędownika u Ojca (l Jana 2,1) i powiedzieć: „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości.” (1 Jana 1,9). Taki wierzący potrzebuje naszego wsparcia i napomnienia, by ponownie nie popadł w grzech.

2. Może się jednak zdarzyć, że ktoś uparcie trwa w grzechu i zimno stwierdza: „I tak jestem zbawiony, bo jestem dzieckiem Bożym”, Czy powinniśmy go umacniać, mówiąc o łasce Bożej, która nie da zginąć dziełu swych rąk? W żadnym wypadku. Bo któż nas zapewni, że osoba ta jest rzeczywiście odrodzona? Nie jesteśmy przecież w stanie wejrzeć w jego serce, a wyznanie jego wiary stoi w sprzeczności z jego postępowaniem. Takiemu człowiekowi nie powinniśmy wskazywać na łaskę Bożą, lecz na odpowiedzialność, spoczywającą na każdym chrześcijaninie. Do niego bowiem odnosi się cytat: „Jeśli bowiem według ciała żyjecie, umrzecie” (Rzym. 8,13).

Żyje on jako wróg krzyża Chrystusowego, czego końcem jest zatracenie. To winniśmy mu uzmysłowić.

A jeśli jest to jednak dziecko Boże? To nie jest już nasza sprawa, lecz Boga. Wyobraźmy sobie, że idę z moim dzieckiem nad kanałem. Dziecko chce zbiec ze skarpy prosto do wody. Czy powiem wtedy: „Jazda, biegnij, wyciągnę cię na czas?” Nie, powiem: „Jeśli to zrobisz, utopisz się”. A to, że ja jako ojciec, nie dopuszczę, by do tego doszło, to już inna sprawa.

Taki chrześcijanin powinien zostać skarcony. Jeśli przez to nawrócimy go z błędnej drogi, możemy powiedzieć, że wybawiliśmy duszę od śmierci (Jak. 5,19-20).

Łaska Boża jest ogromna. Nasza odpowiedzialność jest równie duża. Moim serdecznym życzeniem jest, by dzięki tym rozważaniom, obie te sprawy znalazły się w prawdziwym świetle.
KONIEC

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: