Pewność i radość zbawienia

Pewność i radość zbawienia

George Cutting
Którą klasą podróżujesz?

Jakże często spotykamy się z takim pytaniem! Pozwól, że skieruję je pod twoim adresem, gdyż jedno jest pewnym: że znajdujesz się w podróży – z doczesności do wieczności; a kto wie, jak bardzo jesteś w tej chwili bliski osiągnięcia tego Wielkiego Celu Podróży? Pozwól zatem, że z całą serdecznością zapytam, „Którą klasą podróżujesz?” Istnieją bowiem tylko trzy klasy. Postaram się je opisać tak, abyś mógł sam siebie zbadać, będąc świadomy, że znajdujesz się w obecności Tego, przed którym będziemy musieli kiedyś zdać sprawę.

Pierwsza klasa – ci, którzy są zbawieni i wiedzą o tym. Druga klasa – ci, którzy nie są pewni zbawienia, ale go pragną. Trzecia klasa – ci, którzy nie tylko nie posiadają zbawienia, ale sprawa ta jest zupełnie im obojętna.

Niedawno pewien mężczyzna wpadł pędem na stację kolejową i cały zdyszany zajął miejsce w jednym z wagonów pociągu, który w tej samej niemal chwili ruszył. „Ale Pan wspaniale biegł”, zauważył jeden z podróżnych. „Tak” – odpowiedział ów człowiek – oddychając ciężko po każdym niemal słowie – „ale zaoszczędziłem dzięki temu cztery godziny, a to znaczy tak wiele, że warto było spieszyć się”… Zaoszczędził cztery godziny! Tyle trudu poniósł dla czterech godzin czasu! A co powiemy, jeśli weźmiemy po uwagę całą wieczność? A przecież mamy w przyszłość sięgających wzrokiem ludzi, którzy potrafią z dużą wnikliwością pilnować swoich interesów w tym życiu, a jednak wydają się być najzupełniej ślepi, jeśli chodzi o zagadnienie leżącej przed nimi wieczności! Pomimo ogromnej miłości Bożej, pomimo tego, że krótkotrwałość ludzkiego życia na tej ziemi jest ogólnie znana, pomimo strasznego sądu, który oczekuje każdego człowieka po śmierci i grozy znalezienia się w takiej sytuacji, że się nareszcie ockną po tej stronie „utwierdzonej otchłani”, która nazywa się piekłem – ludzie pędzą ku temu gorzkiemu końcowi, zupełnie tak, jak gdyby nie było Boga, śmierci, sądu, nieba czy piekła! Jeśli i ty, Czytelniku, tak żyjesz to oby Bóg otworzył oczy twoje, abyś był w stanie ujrzeć, w jak niebezpiecznej znajdujesz się sytuacji, stojąc na nader śliskim skraju przepaści – wiecznej zguby! O przyjacielu, wierz temu lub nie, ale sprawa twoja jest prawdziwie rozpaczliwa! Nie odkładaj już więcej myśli o wieczności! Pamiętaj o tym, że zwlekanie, /podobnie jak i ten który cię nim zwodzi/, jest nie tylko „złodziejem”, ale i „mordercą”. Wiele jest prawdy w tym hiszpańskim przysłowiu, które mówi: „Droga ‚później’, wiedzie do miasta ‚Nigdy'”. Błagam cię zatem, abyś tą drogą dalej już nie podróżował – „oto TERAZ jest dzień zbawienia”.

„Ale – ktoś powie – ja nie jestem obojętny, jeśli chodzi o sprawę dobra mej duszy. Moim głębokim kłopotem jest to, co wyraża się innym słowem – Niepewność.

„Ja należę do pasażerów, podróżujących tą, przez ciebie wspomnianą drugą klasą”. Tak, zarówno obojętność jak i niepewność są dziećmi tego samego rodzica – niewiary. Pierwsza pochodzi z niewiary odnośnie grzechu i ruiny człowieka, druga z braku wiary w Boże, królewskie lekarstwo dla człowieka. Te stronice zostały napisane szczególnie dla tych dusz, które pragną być całkowicie i bez żadnych wątpliwości pewne przed Bogiem, co do swego zbawienia. Ja w wielkiej mierze rozumiem głęboki problem twojej duszy, a pewien jestem, że im bardziej na serio ustosunkujesz się do tej sprawy, tym większe będzie twe pragnienie, aż wreszcie uzyskasz całkowitą pewność, że jesteś naprawdę i na całą wieczność zbawiony. „Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swojej szkodę poniósł. /Mat.16:26/. Jedyny syn pewnego miłującego ojca jest na morzu. Przychodzą wiadomości, że okręt, na którym się znajdował uległ rozbiciu na jakimś odległym wybrzeżu. Któż może wypowiedzieć ból serca i rozpacz ojca, dopóki według całkowicie miarodajnych wiadomości, nie upewnił się, że jego syn żyje i cieszy się dobrym zdrowiem? Albo inny przykład. Jesteś dalekim od domu. Jest ciemno i mroźno, a droga całkiem nieznana. Doszedłszy na rozstaje drogi, pytasz przechodnia, która z tych dróg prowadzi do miasta, do którego pragniesz dojść, a on ci mówi, że myśli, iż ta droga może jest właściwa, i że ma nadzieję, że gdy się na nią skierujesz, to dobrze zajdziesz. Czyż „myślenie”, „nadzieja” i „może” zadowoliłby cię? Na pewno nie! potrzebujesz pewności, w przeciwnym razie każdy krok, który zrobiłbyś, powiększałby twój niepokój. Czy można się zatem dziwić, że niekiedy ludzie nie mogli ani jeść, ani spać, gdy ważyła się sprawa bezpieczeństwa ich nieśmiertelnej duszy? Tak jak to wyraża poeta:

„Jest rzeczą nader smutną, gdy stracisz majętności,
Lecz strata zdrowia gorsza jest, niż wszelkich kosztowności.
Wszak gdybyś stracił duszę swą, straciłbyś aż tak wiele,
Że żadne skarby cieszyć cię nie mogłyby już wcale!”

Oto trzy rzeczy, które z pomocą Ducha Świętego pragnę wam wyjaśnić, używając języka Biblii:

1.      1.      Drogę zbawienia (Dz.Ap.16.17)

2.      2.      Pewność zbawienia (Łuk.1.77)

3.      3.      Radość zbawienia (Ps.15:14)

Ufam, że będziemy mogli stwierdzić, że chociaż są one ze sobą ściśle związane, to jednak każda z nich posiada odrębną podstawę, tak że jest to rzeczą zupełnie możliwą aby jakaś dusza znała drogę zbawienia, nie mając całkowitej pewności, że jest zbawiona. Albo też może wiedzieć, że jest zbawiona, a jednak nie mieć w sercu tej radości, która w sposób naturalny powinna towarzyszyć takiej świadomości. Najpierw zastanówmy się pokrótce nad Drogą Zbawienia.

Proszę otwórz swoją Biblię i uważnie przeczytaj 13-ty wiersz 13-go rozdziału 2 Księgi Mojżeszowej; tam znajdziesz następujące słowa, z ust samego Pana: „Każde zaś pierworodne oślę, odkupisz barankiem; a jeślibyś nie odkupił, wówczas złamiesz mu szyję; a każde pierworodne człowieka między synami twoimi odkupisz”. Proszę przenieś się myślą, wraz ze mną, do takiej właśnie sceny, około 3000 lat wstecz. Dwóch mężów – jeden, to kapłan Boży, a drugi – biedny Izraelita, zajęci są nader poważną rozmową. Stańmy opodal. Ich gestykulacja zdradza, iż z powagą omawiają jakąś ważną sprawę, a nie trudno się domyślić, że przedmiotem ich rozmowy było małe oślątko, które drżąc całe, stało obok. „Przyszedłem się dowiedzieć, czy w tym wypadku nie można by zrobić choć raz tylko wyjątku – powiada ów biedny Izraelita. To wątłe stworzenie jest pierworodnym mego osła, a chociaż ja doskonale wiem, co mówi Prawo Boże w tej sprawie, mam nadzieję, że okażecie mi łaskę i oszczędzicie życie tego oślęcia. Ja jestem jednym z bardzo biednych w Izraelu i z trudem mogę znieść stratę tego bydlątka”. „Ależ – odpowiada kapłan stanowczo – Prawo Boże nie ulega żadnej zmianie: ‚Każde pierworodne oślę odkupisz barankiem; a jeślibyś nie odkupił, wtedy złamiesz mu szyję’ Gdzież jest baranek?” „Ach, Panie, ja żadnego baranka nie posiadam!” „Wobec tego idź, kup go i powróć, w przeciwnym bowiem razie szyja oślęcia na pewno zostanie złamana. Musi umrzeć baranek albo oślę.” „No, to wszystkie nadzieje moje stracone – zawołał – jestem zbyt ubogim, abym mógł kupić baranka!” Podczas tej rozmowy przyłącza się do nich jakaś trzecia osoba, a słysząc o smutnym losie ubogiego męża, zwraca się do niego z tymi uprzejmymi słowami: „Nie smuć się, ja mogę ci dopomóc. Mamy w naszym domu, tam na szczycie wzgórza, jedno małe jagnię, wychowane przy nas, które jest ‚bez skazy i zmarszczki’. Nigdy nie oddaliło się ono od domu, nic dziwnego więc, że wszyscy domownicy bardzo je kochają. Przyprowadzę tego baranka”. I natychmiast spieszy ku domowi, a za chwilę widzimy go, wiodącego delikatnie to piękne stworzenie, i wnet baranek i oślątko stoją obok siebie. A potem baranek zostaje związany, położony na ołtarzu, jego krew wylana, i ofiarę strawia ogień. Wówczas sprawiedliwy kapłan zwraca się do ubogiego męża z tymi słowami: „Możesz bezpiecznie zabrać do domu swe oślę: teraz szyja jego już nie będzie złamana. Baranek umarł za oślę, a więc oślę w sprawiedliwy sposób zostało uwolnione. Stało się to dzięki twojemu przyjacielowi ”

Biedna strapiona duszo, czyż nie widzisz w tym obrazie sytuacji grzesznika, i jak dokonane jest zbawienie? Boże wymaganie w stosunku do twojego grzechu to „złamać mu szyję” – tzn. wykonać sprawiedliwy sąd nad twoją głową, jako winowajcy; jedynym wyjściem byłaby śmierć jakiegoś przez Boga przyjętego Zastępcy. Ty nie mógłbyś sam znaleźć niczego, co mogłoby zadość uczynić takiemu wymaganiu, ale w Osobie Swego umiłowanego Syna, Bóg Sam darował za ciebie tego Baranka. „Oto Baranek Boży”, rzekł Jan swoim uczniom, gdy wzrok jego padł na tego Błogosławionego, bez skazy. „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” /Jan 1.29/ Aż na Golgotę poszedł Chrystus, ” jako Baranek na zabicie wiedziony był” i tam „raz za grzechy cierpiał. Sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby nas przywiódł do Boga.” /1Ptr.3.18/ On wydany jest dla grzechów naszych, a wstał z martwych dla usprawiedliwienia naszego. /Rzym.4.25/ Tak więc Bóg ani trochę od swej sprawiedliwości nie odstępuje. Nieugięte stoją nadal Jego święte żądania przeciwko grzechowi, gdy usprawiedliwia /tzn. uwalnia od wszelkiego zarzutu winy/ niezbożnego grzesznika, który wierzy w Jezusa. /Rzym.3.26/ Błogosławiony niech będzie Bóg za takiego Zbawiciela, za takie Zbawienie!
„Czy ty wierzysz w Syna Bożego?”

„No tak – odpowiesz – jako osądzony grzesznik znalazłem w Nim tego, któremu mogę bezpiecznie zaufać. Ja wierzę w Niego.” Wobec tego mogę ci powiedzieć, że z punktu widzenia Bożego, przypisana zostaje ci pełna wartość Jego ofiary i śmierci, zupełnie tak, jak gdybyś ty sam tego wszystkiego dokonał. Ach, jaka to cudowna droga Zbawienia! Czyż nie jest ona wielka i wspaniała, Bogu podobna, i godna Samego Boga? Zadość uczynienie własnemu Swemu sercu, miłość i chwała, dla Swego umiłowanego Syna i zbawienie grzesznika – wszystko to cudownie związane w jedną całość! Cóż za łaska i chwała! Cześć niech będzie Bogu i Ojcu Pana naszego Jezusa Chrystusa, który to sprawił, że Jego umiłowany Syn wykonał całe to dzieło, otrzymał całą chwałę, że ty i ja, biedne, pełne winy stworzenia, przez wiarę w Niego, nie tylko otrzymujemy wszystkie te błogosławieństwa już tutaj, ale mamy się radować promiennym towarzystwem Tego Błogosławionego na wieki wieków! „Wielbijcie Pana ze mną, a wywyższajmy wspólnie Jego Imię.” /Ps.34.4/

Ale może zapytasz z głębi serca – „jak to jest, że chociaż ja istotnie nie ufam sobie i własnym uczynkom, a całkowicie polegam na Chrystusie i na Jego dziele, to jednak nie posiadam całkowitej pewności zbawienia? Jeśli moje uczucia jednego dnia poświadczają mi, że jestem zbawiony, to następnego niemal zupełnie unicestwiają wszelką nadzieję, i jestem podobny do okrętu miotanego przez burzę, bez jakiejkolwiek kotwicy” Ach! Jak bardzo się mylisz! Czy kiedykolwiek już słyszałeś, aby jakiś kapitan okrętu starał się zakotwiczyć swój statek wewnątrz? Nigdy! Zawsze kotwicę zarzuca na zewnątrz okrętu. Możliwe, że jest to ci całkiem jasne, iż tylko śmierć Chrystusa może ci dać Bezpieczeństwo – ale równocześnie myślisz, że pewność tego, daje ci to co czujesz. Raz jeszcze proszę otwórz swoją Biblię; albowiem teraz pragnę, abyś ujrzał ze Słowa Bożego, jak On daje człowiekowi Pewność Zbawienia.

Zanim zwrócimy się do tego wiersza, który proszę abyś bardzo starannie przeczytał, gdyż mówi on o tym, jak wierzący może wiedzieć z całą pewnością, że ma życie wieczne, pozwól, że wpierw zacytuję go w przekręcony sposób, tak jak to sobie wyobraźnia człowieka często przedstawia: „Te szczęśliwe uczucia dałem wam, którzy wierzycie w Imię Syna Bożego, żebyście wiedzieli, że macie życie wieczne.” A teraz spójrz do Biblii i podczas gdy będziesz porównywał to, co przed chwilą powiedziałem – z błogosławionym i niezmiennym Słowem, aby On sam umożliwił ci, byś mógł powiedzieć wraz z Dawidem, „wymysły mam w nienawiści, a Prawo Twoje miłuję” /Ps.119.113/ Ten zniekształcony wiersz to był 13 wiersz piątego rozdziału pierwszego listu św.Jana, a we właściwym brzmieniu brzmi on następująco: „Te rzeczy napisałem wam, którzy wierzycie w Imię Syna Bożego, żebyście wiedzieli, że macie życie wieczne.” W jaki sposób pierworodni synowie tysięcy Izraelitów wiedzieli z całą pewnością, że w noc Przejścia Pańskiego i Sądu nad Egiptem byli całkowicie bezpieczni? /2Moj.12/ Złóżmy wizytę dwóm ich rodzinom i posłuchajmy, co oni mają do powiedzenia. W pierwszym domu, do którego wchodzimy, zastajemy wszystkich drżących ze strachu i rozpaczy. „Cóż jest przyczyną tej bladości i drżenia?” zapytujemy. Pierworodny syn informuje nas, że poprzez kraj przechodzi Anioł Śmierci, i że on nie jest całkiem pewny, jak będzie się przedstawiała jego sprawa w tym poważnym momencie. „Gdy ów Anioł Niszczyciel przejdzie obok naszego domu – powiada on – a przeminie noc sądu, wówczas będę wiedział, że jestem bezpieczny. Ale aż do tej chwili nie widzę jak bym mógł być całkowicie pewny, że nic mi nie grozi. Tutaj obok, nasi sąsiedzi mówią, że oni są pewni zbawienia, ale my myślimy, że jest to zbyt wielka pewność siebie. Wszystko, co mogę uczynić, to spędzić tę długą noc w nadziei, że wszystko będzie dobrze.” Zapytujemy więc: „Ale czy Bóg Izraela nie dał Swemu ludowi sposobu do uzyskania bezpieczeństwa?” „Oczywiście – odpowiada – i my uczyniliśmy wszystko, co należało uczynić, aby uniknąć tego sądu. Krew jednorocznego baranka bez zmarszczki i skazy i wiązka hizopu została użyta według polecenia, do pomazania górnej belki i boków naszych odrzwi, niemniej wciąż jeszcze nie jesteśmy całkowicie pewni, że nic nam nie grozi”. A teraz opuśćmy tych biednych, pełnych wątpliwości i niepokoju, a przejdźmy do ich sąsiadów. Cóż za ogromny kontrast zauważamy na pierwszy rzut oka! Na każdej twarzy widać pokój. Oto stoją z przepasanymi biodrami, z kijami w ręku, spożywając pieczonego baranka. Cóż może znaczyć pokój w taką noc? „Ach – wszyscy oni mówią – my tylko czekamy, aby z ust Pana padł rozkaz wymarszu, a wówczas po raz ostatni powiemy ‚żegnam’ naszym brutalnym dozorcom, ich biczowi i całej wstrętnej niewoli egipskiej!” „Ale chwileczkę! Czyż zapomnieliście, że jest to noc sądu nad Egiptem?” „My dobrze o tym wiemy: ale nasz pierworodny syn jest bezpieczny. Krew została wylana, i według życzenia naszego Boga, pokropiono nasze odrzwia”. „Tak samo przecież uczyniono obok – odpowiadamy – ale oni wszyscy są bardzo nieszczęśliwi, gdyż zupełnie nie mają pewności, że im nie grozi niebezpieczeństwo.” „Ach – na to odpowiada zdecydowanie pierworodny syn – ale my mamy więcej niż pokropiona krew, my mamy nieomylne Słowo Boga w związku z jej wylaniem! Bóg powiedział: ‚Gdy ujrzę krew, minę was’. Bóg jest zadowolony skoro krew jest na zewnątrz, a my jesteśmy bezpieczni tutaj, wewnątrz, polegając na Jego Słowie.”

Pokropiona krew czyni nas bezpiecznymi.
Powiedziane słowo czyni nas pewnymi.

Czyż cokolwiek mogłoby uczynić nas bardziej bezpiecznymi, aniżeli pokropienie krwią, albo bardziej pewnymi, aniżeli Jego powiedziane Słowo? Nic, nic.

A teraz pozwól, że zadam ci jedno pytanie. Jak myślisz, który z tych dwóch domów był bezpieczniejszy? Czy powiesz, że ten drugi, gdzie wszyscy byli tak pełni pokoju? Jeśli tak, to się mylisz. Oba są jednakowo bezpieczne. Ich bezpieczeństwo polega na tym, co Bóg mówił o krwi znajdującej się na zewnątrz, a nie stanie ich uczuć – nie na tym co działo się wewnątrz. Jeśli pragniesz być pewnym swego własnego bezpieczeństwa, nigdy nie słuchaj niestałego świadectwa twych uczuć, ale polegaj tylko na niewzruszalnym świadectwie Słowa Bożego. „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: kto we mnie wierzy ma życie wieczne.” /Jn.6.47/ Pozwól, że dam ci prosty przykład z codziennego życia. Pewien gospodarz nie mając dostatecznej ilości trawy dla swojego bydła, złożył prośbę o uzyskanie pięknego kawałka pastwiska, o którym słyszał, że było do wynajęcia, a które znajdowało się w pobliżu jego domu. Przez dłuższy czas nie otrzymywał odpowiedzi od właściciela. Pewnego dnia jednak jego sąsiad przyszedł go odwiedzić i powiada: „Jestem całkowicie pewny, że dostaniesz to pole. Czy nie przypominasz sobie, jak w ostatnie święta Narodzenia Pańskiego właściciel posłał ci specjalny prezent w postaci kilku sztuk zwierzyny, i jak uprzejmie skinął ci głową onegdaj, gdy przejeżdżał w swoim powozie?” Tymi i podobnymi słowy sprawił, że nasz gospodarz był najlepszych myśli odnośnie tej sprawy. Następnego dnia inny sąsiad go spotkał i w trakcie rozmowy powiedział: „Obawiam się, że nie ma absolutnie nadziei, abyś dostał to pastwisko. Pan X również złożył wniosek o nie, a chyba zdajesz sobie sprawę z tego, jak wielką sympatią cieszy się on u właściciela”, itd. Tak więc nadzieje tego biedaka zostały zgoła rozbite i prysnęły jak bańka mydlana. Jednego dnia pełen nadziei, drugiego dnia – pełen rozpaczliwych wątpliwości!… Ale niebawem przychodzi listonosz, a serce gospodarza puka prędko, gdy otwiera kopertę listu: już z pisma na kopercie poznaje, że jest to list od właściciela tego pola. Wyraz jego twarzy od bardzo niespokojnego, w trakcie czytania tego listu, zmienia się na pełen radości i nie ukrytego zadowolenia. „Teraz sprawa jest już załatwiona – woła do swojej żony – już nie ma więcej wątpliwości ani obaw; ‚mam nadzieję’ i ‚może’- to już sprawa przeszłości! Właściciel pisze, że pole jest moim tak długo, jak długo je potrzebuję – i to na bardzo dogodnych warunkach! To mi wystarczy. Teraz już nie dbam o niczyją opinię.
Jego słowo decyduje o wszystkim!

Ileż to biednych dusz jest w podobnej sytuacji jak ten biedny, zmartwiony gospodarz – miotany myślami i opiniami ludzi, lub też myślami i uczuciami swego własnego, przewrotnego serca! Tylko wtedy, gdy przyjmujemy Słowo Boże jako Słowo Boże, w miejsce niepewności i wątpliwości – przychodzi pewność, i to zarówno gdy ogłasza On potępienie niewierzącego jak i zbawienie wierzącego „O Panie! Słowo Twoje trwa na wieki na niebie” /Ps.119.87/ Dla szczerego wierzącego człowieka, Jego Słowo stanowi o wszystkim. „Czy On powie, a nie uczyni rzeknie, a nie wypełni?” /4Moj.23.19/ „Ale jak mogę być pewny, że mam właściwą wiarę?”

Na to może być tylko jedna odpowiedź, a raczej pytanie: czy zaufałeś właściwej Osobie, tj. Błogosławionemu Synowi Bożemu? Nie chodzi tutaj o wielkość twojej wiary, ale o to, czy ufasz Osobie godnej zaufania. Są tacy, na przykład, którzy chwytają się Chrystusa, że tak powiem, uchwytem tonącego. Inny zaś zaledwie dotyka skraju Jego szaty; ale grzesznik, który czyni to pierwsze, nie jest ani odrobinę bezpieczniejszy od tego, który czyni to drugie. Obaj uczynili to samo odkrycie, a mianowicie, że podczas kiedy wszystko, co jest z własnego „ja” jest całkowicie niegodne zaufania, to bezpiecznie można polegać na Chrystusie, spokojnie zaufać Jego Słowu i z całą ufnością oprzeć swoje życie na skuteczności Jego skończonego dzieła. To jest właśnie co mamy na myśli, gdy mówimy o wierzeniu w Niego. „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: kto we mnie wierzy ma życie wieczne.” /Jn.6.47/ Upewnij się zatem, czy zaufanie twoje nie polega na twoich własnych uczynkach, na poprawie, na praktykach religijnych, pobożnych uczuciach gdy jesteś pod wpływami religijnymi, twoim moralnym wykształceniu od dzieciństwa, lub czymś podobnym. Możesz posiadać najsilniejszą wiarę we wszystkie, albo w niektóre te rzeczy, a jednak zginąć na wieki. Nie oszukuj samego siebie przez jakikolwiek okazały uczynek ciała! Najsłabsza wiara w Jezusa zbawia na wieki, podczas kiedy najsłynniejsza wiara w cokolwiek innego jest niczym innym jak tylko wytworem zwiedzionego serca. Jest tylko zasłoną z wiotkich liści, którą wróg twój, Szatan, zbudował, aby zamaskować skraj przepaści i wiecznej zguby! Bóg w Ewangelii w prosty sposób przedstawia ci Pana Jezusa Chrystusa i mówi: „Ten jest Syn mój umiłowany, w którym mi się upodobało.” „Ty możesz – powiada On – z całym zaufaniem twojego serca zaufać jemu, podczas gdy nie możesz bezkarnie zaufać samemu sobie” Błogosławiony, po trzykroć błogosławiony Panie Jezu, któżby nie zaufał Tobie i nie uwielbiał Twego Imienia.

„Ja naprawdę wierzę w Niego – powiedział jeden smutnie wyglądający człowiek, pewnego dnia – ale jednak, gdy się mnie zapytają czy jestem zbawiony, nie lubię mówić „tak”, albowiem obawiam się, że powiem kłamstwo.” Ten młody mężczyzna był to syn rzeźnika, żyjącego w pewnym małym miasteczku w środkowej Anglii. Był to dzień targowy, a ojciec jego nie wrócił jeszcze z miasta. Wtedy powiedziałem, „Przypuśćmy że twój ojciec przyjdzie do domu, a gdy się go zapytasz, ile owiec dzisiaj kupił odpowie ‚dziesięć’. Gdy za chwilę wejdzie ktoś do sklepu i zapyta ‚ile twój ojciec kupił owiec?’ czy ty odpowiesz, ‚ja nie chciałbym powiedzieć ile, gdyż boję się, że skłamię’ ?” „Ależ – rzekła matka /która przysłuchiwała się rozmowie/ z uzasadnionym oburzeniem – mówiąc tak, uczyniłbyś twojego ojca kłamcą!” Czyż nie widzisz, że ten mający dobre zamiary młody człowiek, w istocie przedstawiał Chrystusa jako kłamcę, mówiąc, „Ja wierzę w Syna Bożego. On mówi, że mam życie wieczne, ale ja nie chciałbym powiedzieć, że je mam, aby czasem nie powiedzieć kłamstwa.” Cóż za niesłychane przypuszczenie!

„Ale – inny powie – jak mogę być pewnym, że naprawdę wierzę? Starałem się bardzo często wierzyć i patrzyłem w głąb mojego serca, czy też już tę wiarę posiadam, ale im więcej patrzę na moją wiarę, tym bardziej wydaje mi się, że mam jej mniej”. Ach, przyjacielu, patrzysz w fałszywym kierunku, a twoje starania aby wierzyć, wyraźnie na to wskazują, że jesteś na fałszywej drodze. Pozwól, że dam ci jeszcze jeden przykład, aby wytłumaczyć ci tę sprawę. Oto siedzisz przy twoim kominku pewnego wieczoru, w twoim cichym domku. W pewnym momencie wchodzi jakiś człowiek i mówi ci, że zawiadowca stacji został zabity tego wieczora na torze. Tak się złożyło, że ten człowiek od dawna miał w tej miejscowości opinię męża nieuczciwego i nałogowego kłamcy. Czy wierzysz, albo nawet usiłujesz wierzyć temu człowiekowi? „Naturalnie że nie!” wykrzykujesz. „A proszę, powiedz mi dlaczego?” „Och, znam go zbyt dobrze, aby mu wierzyć!” „Powiedz mi więc, proszę, skąd wiesz, że nie możesz mu wierzyć? Czy dzięki temu, że patrzysz do swego serca, na swoją wiarę, czy na swoje uczucia?” „Nie – odpowiadasz – ja myślę o tym człowieku, który mi przynosi tę nowinę”. Za chwilę wpada sąsiad i powiada, „Zawiadowcę stacji przejechał pociąg towarowy i został zabity na miejscu”. Po jego wyjściu słyszę jak mówisz z ostrożnością, „No, teraz częściowo w to wierzę; bo jeśli przypominam sobie dobrze, to ten człowiek tylko raz w życiu mnie oszukał, jakkolwiek znam go od dzieciństwa”. I znowu zapytuję, „Czy jest to przez patrzenie się na swoją wiarę, że tym razem częściowo wierzysz w to, co usłyszałeś?” „Nie – powtarzasz – ja myślę o charakterze tego, który mnie informuje”. A teraz, zaledwie ten człowiek opuścił twój pokój, wchodzi trzecia osoba, która przynosi ci tę samą wiadomość, co i ta pierwsza. Ale tym razem powiadasz, „Teraz, Janie, wierzę, że to się stało. Skoro ty mi to powiadasz, mogę w to uwierzyć”. I jeszcze raz zadaję pytanie /które, nie zapomnij, jest tylko jakby echem twojego własnego/, „Skąd ty wiesz, że możesz z taką pewnością uwierzyć twemu przyjacielowi Janowi?” „Ponieważ wiem kim i czym Jan jest – odpowiadasz. – On nigdy nie oszukał mnie i nie myślę, aby kiedykolwiek to zrobił”.

Oto w ten sposób ja wiem , że wierzę Ewangelii, albo innymi słowy, wiem Kim jest Ten, który przynosi mi te Nowiny. „Ponieważ świadectwo ludzkie przyjmujemy, świadectwo Boże większe jest; albowiem to jest świadectwo Boże, które świadczył o Synu Swoim. Kto nie wierzy Bogu, kłamcą go uczynił, iż nie uwierzył temu świadectwu, które Bóg świadczył o Synu Swoim” /1Jn.5.9-10/. „Uwierzył Abraham Bogu, i poczytano mu to za sprawiedliwość” /Rzym.4.3/

Pewien człowiek, który był głęboko zatroskany sprawą swojej duszy, zwrócił się do jednego sługi Chrystusowego z takimi słowami: „Och, Panie, ja nie mogę wierzyć!” Na co ów sługa mądrze, a spokojnie odpowiedział, „A komuż to właściwie nie możesz uwierzyć?” To rozwiązało sytuację. Do tej pory uważał on, że wiara to coś nieokreślonego, co musi się odczuwać wewnątrz siebie po to, aby być pewnym, że się jest gotowym i w porządku z Niebem; a w istocie rzeczy wiara zawsze patrzy na zewnątrz, ku żywej Osobie i Jego skończonemu dziełu, i spokojnie słucha świadectwa Bożego o jednym i drugim. Jest to owo spojrzenie na zewnątrz, które przynosi wewnętrzny pokój. Gdy ktoś obróci swoją twarz ku słońcu, jego własny cień leży poza nim. Nie możesz patrzeć na siebie i na uwielbionego Chrystusa w Niebie równocześnie! A tak stwierdziliśmy, że jest to Osoba Syna Bożego, która pozyskuje moje zaufanie. Jego skończone dzieło, czyni mnie na wieki bezpiecznym. Słowo Boże odnośnie tych, którzy wierzą w Niego, czyni mnie niewzruszenie pewnym. Znajduję w Chrystusie i Jego dziele drogę Zbawienia, a w Słowie Bożym pewność Zbawienia. „Ale jeśli jestem zbawiony – może powiesz – jak to jest, że mam takie wahające się doświadczenia, tak często tracę wszelką radość i pociechę, a staję się równie nieszczęśliwym i podupadłym na duchu, jak przed moim nawróceniem?” To zagadnienie przyprowadza nas do trzeciego punktu Radość Zbawienia.

W nauce Pisma świętego, można łatwo stwierdzić, że podczas gdy twoje zbawienie polega na dziele Chrystusa, o czym zapewnia cię Słowo Boże, to radość i pokój jest nam dany i zostaje podtrzymywany przez Ducha Świętego, który mieszka w ciele każdego prawdziwie wierzącego człowieka. Trzeba pamiętać o tym, że każdy wierzący wciąż jeszcze ma i „ciało”, tj. tę złą naturę, z którą się urodził, i która może już się objawiła, podczas gdy jeszcze był niezdarnym dzieciątkiem, trzymanym na kolanach swej matki. Duch Boży zamieszkujący w każdym człowieku wierzącym, sprzeciwia się ciału i jest zasmucony przez każdą jego działalność, bądź to w intencji, słowie, czy też w uczynku. Gdy człowiek żyje w sposób „godny Pana”, Duch Boży będzie stwarzał w jego duszy Swoje błogosławione owoce: miłość, wesele, pokój itd. /patrz List do Galacjan 5.22/.Jeśli zaś jego życie jest cielesne, a jego drogi świeckie, Duch jest zasmucony, a owoców tych brak jest w większym lub mniejszym stopniu. Pozwólcie. że wszystkim wam, którzy wierzycie w Syna Bożego, przedstawię to w następujący sposób:

Dzieło Chrystusa i twoje zbawienie – stoją lub upadają razem.
Twój sposób życia i twoja radość – stoją lub upadają razem.

Jeśli dzieło Chrystusa miałoby kiedykolwiek upaść /a chwała niech będzie Bogu, nigdy, nigdy się to nie stanie!/ – twoje zbawienie upadło by razem z nim. Jeśli twój sposób życia się załamie /a uważaj, gdyż to może się stać!/ – twoja radość załamie się wraz z nim. O pierwszych uczniach opowiadano, że chodzili w pociesze Ducha Świętego. /Dz.Ap.9.31/ Moja radość duchowa będzie wprost proporcjonalna w stosunku do mojego duchowego charakteru do mojego sposobu życia po nawróceniu się. Czyż nie widzisz swojej pomyłki? Pomieszałeś pojęcie radości, ze swoim bezpieczeństwem – dwie zgoła odmienne i od siebie wielce różniące się rzeczy. Jeśli z powodu pochlebiania samemu sobie, rozgniewania się, światowości, itd. zasmuciłeś Ducha Świętego, to straciłeś swoją radość, a pomyślałeś, że twoje bezpieczeństwo zostało zachwiane! Ale raz jeszcze powtarzam –

Twoje bezpieczeństwo polega na dziele Chrystusa ZA ciebie.
Twoja pewność polega na Słowie Bożym skierowanym DO ciebie.
Twoja radość polega na nie zasmucaniu Ducha Świętego W tobie.

Jeśli, jako wierzący, czynisz cokolwiek, co by zasmuciło Ducha Świętego, to twoja społeczność z Ojcem i Synem Bożym jest, na ten czas, w istocie zawieszona. Tylko wtedy, gdy osądzisz samego siebie i wyznasz swój grzech, radość tej społeczności może być ci przywrócona. Twoje dziecko może zawiniło złym zachowaniem się. Na jego twarzyczce zaraz można spostrzec, że coś w jego serduszku jest nie w porządku. Jeszcze pół godziny temu, radowało się spacerem wraz z tobą naokoło ogrodu, podziwiając to wszystko, co ty podziwiałeś, radując się tym, co i ciebie cieszyło. Innymi słowy, było ono w społeczności z tobą. Jego uczucia, upodobania były identyczne z twoimi. Ale teraz wszystko się zmieniło! Jako nieposłuszne i niegrzeczne dziecko, stoi daleko w kącie, prawdziwy obraz nieszczęścia. Na podstawie pełnego skruchy przyznania się do złego postępku, zapewniłeś go o całkowitym odpuszczeniu jego winy, a mimo to jego duma i upór powodują, iż nadal stoi i płacze tam w kącie. Gdzie jest ta radość sprzed pół godziny? Wszystko zniknęło. Dlaczego? Ponieważ społeczność między tobą a nim została przerwana. Co jednak stało się ze stosunkiem pokrewieństwa, który istniał pomiędzy tobą a twoim synem pół godziny temu? Czy ten także zniknął? Czy został on naruszony lub przerwany? Oczywiście, że nie. Ten stosunek pokrewieństwa polega na jego urodzeniu się. Jego społeczność zaś polega na jego zachowaniu. Ale po chwili widzimy go wychodzące z kąta ze złamaną wolą i ze złamanym serduszkiem, wyznającego całą sprawę od początku do końca tak, że widzisz, iż żałuje swego nieposłuszeństwa tak bardzo jak i ty, a wówczas bierzesz go w swoje ramiona i pokrywasz go pocałunkami. Jego radość jest przywrócona ponieważ społeczność znowu jest przywrócona.

Aby przykład nasz nieco bardziej rozwinąć, przypatrzmy się następującej sytuacji. Przypuśćmy, że podczas gdy dziecko jeszcze stoi w kącie, rozlega się krzyk: „Pożar w domu!” Cóż stałoby się z nim wówczas? Czy pozostałoby w kącie, aby paść ofiarą płomieni w walącym się domu? Niemożliwe! Najprawdopodobniej byłoby ono pierwszą osobą, którą byś wyniósł na bezpieczne miejsce. Ach, naturalnie, ty o tym dobrze wiesz, że miłość pokrewieństwa jest czymś odmiennym od radości społeczności! Gdy Dawid tak straszliwie zgrzeszył w związku z żoną Uriaszową, nie powiedział on, „przywróć mi twoje zbawienie”, ale, „Przywróć mi radość zbawienia Twego” /Ps.51.14/. A tak, jeśli wierzący człowiek zgrzeszy, jego społeczność na pewien czas zostaje przerwana i radość jest stracona, dopóki ze złamanym sercem nie przyjdzie do Ojca i nie wyzna swoich grzechów. Wówczas, opierając się na Jego Słowie, wie, że ponownie zostało odpuszczone jego przekroczenie, albowiem Jego Słowo wyraźnie oświadcza, że „Jeślibyśmy wyznali grzechy nasze, wierny jest Bóg i sprawiedliwy, aby nam odpuścił grzechy, i oczyścił nas od wszelkiej nieprawości” /1Jan.1.9/.

A zatem drogi współwierzący! pamiętaj zawsze o tych dwóch rzeczach: nie ma nic mocniejszego niż więzy pokrewieństwa, a niczego bardziej delikatnego, jak więzy społeczności. Wszystkie połączone moce i zamysły ziemi i piekła nie mogą rozerwać tego pierwszego, podczas kiedy nawet jedna drobna, nieczysta myśl, czy też jedno błahe słowo – przetnie to drugie. Jeśli męczy cię jakaś chmurna chwila, to upokórz się przed Bogiem i zastanów się nad swoimi drogami, a z chwilą, kiedy odkryjesz złodzieja, który cię pozbawił twej radości, natychmiast wyciągnij go na światło, wyznaj twój grzech Bogu, Ojcu twemu, i osądź się sam, bez oszczędzania się za lekkomyślność i nieuwagę w stosunku do twojej duszy, która pozwoliła wedrzeć się tam temu złodziejowi – bez zatrzymania go. Ale nigdy, nigdy nie pozwól na to, by mieszać sprawę twego bezpieczeństwa z twoją radością. Nie myśl jednak ani na chwilę, że Sąd Boży spada chociażby o włos mniej srogo na grzech człowieka wierzącego, jak na grzech człowieka niewierzącego. On nie posiada dwóch dróg obchodzenia się z grzechem na sądzie, ani też nie mógłby przejść mimo grzechu człowieka wierzącego, bez osądzenia go, zupełnie tak samo jak nie przechodzi mimo grzechu takiego człowiek, który odrzucił Jego najdroższego Syna. Ale tutaj zachodzi jedna wielka różnica. Wszystkie grzechy wierzącego były znane Bogu i położone na Chrystusie, gdy On zawisnął na Krzyżu Golgoty. Tam właśnie, raz na zawsze, ów wieki „kryminalny problem” winy grzesznika przywiedziony został na porządek dzienny i załatwiony, a sąd spadł na Tego Błogosławionego Zastępcę, który w miejsce wierzącego, „grzechy nasze na ciele swoim poniósł na drzewo” /1Ptr.2.24/. Ten, który odrzuca Chrystusa, musi ponieść swoje własne grzechy osobiście, w jeziorze gorejącym ogniem na zawsze. Jeśli natomiast prawdziwie wierzący upadnie, „kryminalny aspekt” jego grzechu nie może ponownie zostać przywiedziony na porządek dzienny przeciwko niemu, jako że Sam Sędzia załatwił go raz na zawsze na Krzyżu; ale problem społeczności zostaje poruszony wciąż na nowo w jego sercu przez Ducha Świętego, i to tak długo i tak często, jak często on Go zasmuca.

Pozwól zatem, że podsumowując dam ci jeszcze jeden przykład. Jest piękna księżycowa noc. Księżyc w pełni – lśni więcej jeszcze, aniżeli zwyczajnym blaskiem. Pewien człowiek wpatrzony w głębię spokojnej tafli sadzawki, w której widzi srebrzyste odbicie tego księżyca, wypowiada taką uwagę do stojącego obok przyjaciela: „Jak cudownie i jasno krąg księżyca dzisiaj wieczorem wygląda! Jak spokojnie i majestatycznie płynie on w przestworzach!” Ale ledwie dokończył to zdanie, nagle jego przyjaciel wrzuca mały kamyk do tej sadzawki. Człowiek ten natychmiast wykrzykuje: „Ależ co się stało! Księżyc połamał się na drobne kawałki, a jego szczątki pomieszały się w największym nieporządku!” „Cóż za absurd! – odpowiada zdumiony jego towarzysz. Patrz w górę człowieku! Księżyc nie zmienił się ani na jotę! To stan sadzawki, w której się odbijał, uległ zmianie!” Zastosuj ten prosty przykład do siebie. Twoje serce jest taką sadzawką. Jeśli nie dopuściłeś tam zła, wówczas błogosławiony Duch Boży objawi w tobie chwałę i kosztowność Chrystusa, ku twojemu pocieszeniu i radości. Ale z chwilą, kiedy jakieś niewłaściwe pragnienie znajdzie się w tym sercu, lub też jakieś płoche słowo wymknie się z ust twoich – bez osądzenia, wówczas Duch Święty rozpoczyna zakłócanie powierzchni tej sadzawki – twoje szczęśliwe doświadczenia zostają rozbite w proch, i jesteś całkowicie bez spokoju i wewnętrznie rozstrojony, dopóki w skrusze ducha nie wyznasz przed Bogiem swego grzechu /przeszkody, mącącej harmonię społeczności/, a w ten sposób na nowo nie odzyskasz społeczności z Bogiem. Gdy serce twoje jest tak pełnym niepokoju, czyż dzieło Chrystusa uległo zmianie? Nie, nie. A zatem twoje zbawienie nie uległo zmianie. Czy Słowo Boże uległo zmianie? Oczywiście, że nie. A więc i pewność twego zbawienia nie doznała wstrząsu. Cóż więc się zmieniło? Oczywiście działanie Ducha Świętego w tobie się zmieniło. On, zamiast czerpać z chwały Chrystusa i napełniać twoje serce świadomością Jego wielkości, jest zasmucony tym, że musi odwrócić się od wypełniania tej radosnej funkcji, którą jest napełnianie cię świadomością Bożego bogactwa, a zamiast tego napełnia cię świadomością twojego grzechu i twojej niegodności. Odbiera ci on twoją pociechę tak długo, dopóki nie osądzisz siebie samego i nie odeprzesz tej złej rzeczy, którą On osądza i którą On odrzuca. Gdy to się stanie, społeczność z Bogiem zaistnieje na nowo! Oby Pan uczynił nas coraz bardziej surowymi w stosunku do siebie samych, abyśmy nie zasmucali „Ducha Świętego Bożego, którym zapieczętowani jesteśmy na dzień odkupienia” /Ef.4.30/ Chociażby wiara twoja była nawet bardzo słaba, polegaj na tym z całą pewnością, że ten Błogosławiony, który zdobył twoje zaufanie, nigdy się nie zmieni. „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki” /Heb.13.18/. Cokolwiek Bóg czyni trwa na wieki; „i że do tego nic nie można przydać, ani z tego nic ująć” /Kaz.Sal.3.14/ Słowo, które On wypowiedział, nigdy nie ulegnie zmianie, „Uwiędła trawa i kwiat jej opadł; ale Słowo Boże trwa na wieki” /1Ptr.1.24-25/. A tak i Ten, któremu zaufałem, i fundament mojego bezpieczeństwa, i podstawa mojej pewności są jednako na całą wieczność niezmienne.

Ma miłość tak często zawodzi, ma radość przepływa, odchodzi;
Lecz pokój w Nim na wieki dan – Pan Jezus nie zna zmian!
Jam zmienny, lecz on się nie zmienia, Pan wolny od śmierci, cierpienia!
W miłości Jego spocząć śmiem, Prawdą przytulił mię! – H. Bonar

Raz jeszcze pozwól, że zapytam się, „Którą klasą podróżujesz ?” Proszę cię, zwróć swe serce do Boga i Jemu daj odpowiedź na to pytanie. „Niech Bóg będzie prawdziwy, a wszelki człowiek kłamcą” /Rzym.3.4/ „Kto przyjmuje świadectwo Jego, ten zapieczętował, że Bóg jest prawdziwy” /Jan 3.33/ Oby pełna radości pewność posiadania tego „Wielkiego zbawienia” była twoim udziałem teraz i aż do chwili „kiedy On przyjdzie”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: