Poranne rozważania CHS

Poranek, 1 kwietnia
„Niech mnie pocałuje pocałunkiem ust swoich!” – Pieśń Salomona 1:2

Przez kilka dni rozmyślaliśmy nad męką Zbawiciela, i niebawem powrócimy do tego tematu. Na początku miesiąca poszukujmy tych samych pragnień przebywania z Panem, jak te, które jaśniały w sercu wybranki z Pieśni Salomona. Zobacz jak ona od razu podskakuje z radości na myśl o nim; tam nie ma wstępnych słów; ona nawet nie wspomina jego imienia; jest ona od razu w sercu swojego tematu; bo mówi ona o tym, który był dla niej tym jedynym na świecie. Jak śmiała jest jej miłość! Wiele było uniżenia, które pozwoliło płaczącej skruszonej grzesznicy na namaszczenie jego nóg aromatycznym olejkiem; bogata miłość pozwoliła łagodnej Marii na to by usiadła u jego stóp i uczyła się od niego. Ale miłość opisana tutaj to silna, żarliwa miłość, która zdąża do wyższych form poważania, oraz bliższych oznak społeczności. Estera drżała w obecności Kserksesa, ale małżonka, która jest w radosnej wolności doskonałej miłości, nie zna strachu. Jeśli otrzymaliśmy tego samego ducha wolności, również możemy prosić w ten sam sposób. Przez pocałunki chcemy wywołać te różne manifestacje uczucia, dzięki któremu wierzący może cieszyć się miłością Jezusa. Cieszyliśmy się pocałunkiem pojednania w momencie naszego nawrócenia, i był on tak słodki jak miód kapiący z plastra. Pocałunek akceptacji wciąż jest ciepły na naszych czołach, wiedząc o tym, że zaakceptował nas, oraz naszą pracę, poprzez swoją bogatą łaskę. Pocałunek codziennej, obecnej komunii jest czymś czego pragniemy dzień po dniu, dopóki nie zamieni się on w pocałunek przyjęcia, który zabiera duszę ze świata, oraz pocałunek spełnienia, który wypełnia ją radością niebios. Wiara jest naszym chodzeniem, ale to społeczność odczuwana zmysłami jest naszym odpocznieniem. Wiara jest naszą drogą, ale to komunia z Jezusem jest studnią z której pije wędrowiec. O, Miłośniku naszych dusz, nie bądź dla nas kimś obcym; niech usta twojego błogosławieństwa spotkają usta naszych próśb; niech usta twojej pełni dotkną ust naszych potrzeb, a otrzymamy natychmiastowy pocałunek miłości.

Poranek, 2 kwietnia
„On nie odpowiedział mu na żadne słowo” – Matusza 27:14

Nigdy nie ociągał się kiedy mógł błogosławić synów ludzkich, ale nie powiedział słowa w swojej obronie. „Żaden człowiek nie przemawiał jak ten człowiek” i żaden człowiek nie był tak cichy jak on. Czy ten czas ciszy był zapowiedzią jego doskonałej ofiary z siebie? Czy nie zapowiedziało to tego, że nie wypowie on słowa by powstrzymać śmiertelną mękę jego świętej osoby, którą poświęcił jako ofiara za nas? Czy poddał się on tak zupełnie, że nie bronił się nawet w najmniejszym stopniu, ale stał się związaną, zabitą, nieszamoczącą się, nienarzekającą ofiarą? Czy ta cisza reprezentowała brak obrony grzechu? Nic nie może zostać wypowiedziane w obronie, albo na wymówkę ludzkiej winy; i dlatego ten, który poniósł całą jej wagę, w milczeniu stał przed sądem. Czy cierpliwa cisza nie jest najlepszą odpowiedzią dla rozgadanego świata? Spokojne opanowanie odpowiada na wiele pytań nieskończenie bardziej rozstrzygająco niż najwznioślejsza elokwencja. Najlepszymi apologetami chrześcijaństwa w początkach kościoła byli męczennicy. Kowadło łamie młoty przez ciche znoszenie ich uderzeń. Czy cichy Baranek Boży nie wyposażył nas w wielki przykład mądrości? Gdy każde słowo było okazją na nowe bluźnierstwo, obowiązkiem było nie pozwolić nowemu paliwu na dostanie się do płomienia grzechu. Dwuznaczni i fałszywi, niegodni i podli wkrótce przeminą i zostaną ukarani, i dlatego ten, który jest wierny, może pozwolić sobie na bycie cichym i okaże się to mądrością. Przez swoje milczenie nasz Pan dostarczył wspaniałego wypełnienia proroctwa. Długa obrona byłaby przeciwna przepowiedni Izajasza: „Jak jagnię na rzeź prowadzone i jak owca przed tymi, którzy ją strzygą, zamilkł i nie otworzył swoich ust”. Przez ciszę rozstrzygająco udowodnił, że jest on prawdziwym Barankiem Bożym. Jako takiemu składamy hołd tego poranka. Bądź z nami Jezu, a w ciszy naszego serca pozwól nam usłyszeć głos twojej miłości.

Poranek, 3 kwietnia
„Wzięli więc Jezusa i odprowadzili go” – Jana 19:16

Przez całą noc był w udręce, wczesny poranek spędził na pretorium Kaifasza, został popędzony od Kaifasza do Piłata, od Piłata do Heroda, a od Heroda z powrotem do Piłata; miał on zatem już niewiele sił, a żadne odświeżenie czy odpoczynek nie były mu dane. Byli oni żądni jego krwi i dlatego wyprowadzili go na śmierć, włożyli na niego krzyż. O, żałobna procesjo! Nic dziwnego, że córy jerozolimskie płakały. Moja duszo, ty także płacz.
Czego uczymy się widząc naszego błogosławionego Pana wyprowadzonego na zabicie? Czy nie dostrzegamy tej prawdy, którą zapowiadał kozioł ofiarny? Czy arcykapłan nie przynosił kozła ofiarnego, kładąc obie dłonie na jego głowę i wyznając grzechy ludzi, żeby tym sposobem grzechy te mogły zostać położone na kozła i zostać oddalone od ludzi? Następnie kozioł był wyprowadzany przez silnego człowieka na pustynię, gdzie wynosił on grzechy ludzi, tak, że przepadły już zupełnie razem z kozłem. Teraz widzimy Jezusa przyprowadzonego przed kapłanów i zarządców, którzy ogłosili go winnym; Bóg osobiście przekazuje mu nasze grzechy: „Pan jego dotknął karą za winę nas wszystkich” [Izajasza 53:6]; „On tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczyni” [2 Koryntian 5:21] oraz zastępcą za naszą winę, niosącym nasz grzech na swoich ramionach, który reprezentowany był przez krzyż; widzimy wielkiego Kozła Ofiarnego wyprowadzonego przez wyznaczonych urzędników sprawiedliwości. Umiłowani, czy możecie być pewni, że poniósł on wasz grzech? Kiedy patrzysz na krzyż na jego ramionach, czy reprezentuje on twój grzech? Jest tylko jeden sposób na stwierdzenie tego czy poniósł on twój grzech, czy nie. Czy położyłeś swoją rękę na jego głowie, czy wyznałeś swój grzech i zaufałeś mu? Jeśli tak, to twój grzech nie leży już na tobie; został on przeniesiony na Chrystusa przez błogosławione przekazanie, i niesie on go na swoich ramionach, jako ciężar większy niż krzyż. Niech ten obraz nie znika z twojego umysłu dopóki nie otrzymasz radości ze swojego wyswobodzenia i nie zaczniesz adorować kochającego Odkupiciela, na którego zostały położone twoje nikczemne czyny.

Poranek, 4 kwietnia
„Albowiem on tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy się my stali sprawiedliwością Bożą w nim” – 2 Koryntian 5:21

Żałobny chrześcijaninie! Dlaczego płaczesz? Czy opłakujesz swoje własne zepsucie? Spójrz na twojego doskonałego Pana i pamiętaj, że jesteś w nim ukończony. W Bożych oczach jesteś tak samo doskonały, jakbyś nigdy nie zgrzeszył. Ba, nawet więcej, Pan włożył na ciebie boską szatę prawości, tak, że masz coś więcej niż prawość człowieka – masz prawość Boga. O ty, który opłakujesz swój rozmnożony grzech i deprawację, pamiętaj, żaden z tych grzechów nie może cię potępić. Nauczyłeś się nienawidzić grzechu; ale nauczyłeś się również wiedzieć o tym, że grzech nie jest twój – został on położony na głowę Chrystusa. Stoisz nie w sobie – stoisz w Chrystusie. Twoja akceptacja nie jest w tobie, ale w Panu. Jesteś tak samo zaakceptowany Bogu dzisiaj, z całą swoją grzesznością, jakim będziesz wtedy, gdy staniesz przed jego tronem, wolny od wszelkiego zepsucia. O, błagam cię, uchwyć się ten cennej myśli: doskonałość w Chrystusie! Bo jesteś „ukończony w nim”. Mając na sobie szatę Zbawiciela, jesteś tak święty jak On. „Któż jest, co by je potępił? Chrystus jest, który umarł, owszem i zmartwychwstał, który też jest na prawicy Bożej, który się też przyczynia za nami” [Rzymian 8:34]. Chrześcijaninie, niech raduje się twoje serce, bo jesteś zaakceptowany w Umiłowanym – czegóż masz się bać? Niech na twoich ustach zawsze będzie uśmiech; żyj blisko Mistrza; żyj na przedmieściach Niebiańskiego Miasta; bo wkrótce, kiedy nadejdzie twój czas, powstaniesz tam, gdzie zasiada Jezus i będziesz panował po jego prawej ręce. A wszystko to ponieważ „on tego, który nie znał grzechu [Jezusa], za nas grzechem uczynił, abyśmy się my stali sprawiedliwością Bożą w nim” [2 Koryntian 5:21].

Poranek, 5 kwietnia
„Włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem” – Łukasza 23:26

W niesieniu krzyża przez Szymona widzimy obraz Kościoła poprzez wszystkie pokolenia; Kościół niesie krzyż za Jezusem. Zauważ więc chrześcijaninie, że Jezus nie cierpiał po to, by oszczędzić ci cierpienia. Niósł on krzyż, nie żebyś mógł go uniknąć, ale byś mógł go wytrzymać. Chrystus wyłącza cię z grzechu, ale nie ze smutku. Pamiętaj o tym i spodziewaj się cierpienia. Ale pocieszmy się świadomością tego, że w tym przypadku, jak również w przypadku Szymona, nie niesiemy swojego krzyża, a krzyż Chrystusa. Kiedy jesteś prześladowany za swoją pobożność; kiedy twoja religia powoduje, że okrutnie kpią z ciebie, to pamiętaj, że nie jest to twój krzyż, jest to krzyż Chrystusa; a jakże rozkosznie jest nieść krzyż naszego Pana Jezusa! Niesiesz krzyż za nim. Masz błogosławione towarzystwo; twoja ścieżka oznaczona jest śladami stóp twojego Pana. Plama jego zakrwawionego ramienia jest na tym wielkim ciężarze. To jest jego krzyż, a on idzie przed tobą, jak pasterz idzie przed swoimi owcami. Bierz swój krzyż co dzień i podążaj za nim.
Nie zapominaj także, że niesiesz ten krzyż razem z nim. Według niektórych Szymon niósł tylko jeden koniec krzyża, a nie cały. Jest to bardzo możliwe; Chrystus mógł nieść cięższą część, po stronie poprzecznej belki, a Szymon mógł nieść lżejszy koniec. Z pewnością jest tak właśnie z tobą. Ty niesiesz tylko lżejszy koniec krzyża. Chrystus poniósł cięższy.
Pamiętaj również, że chociaż Szymon musiał nieść krzyż przez krótką chwilę, dało mu to nieprzemijający honor. Tak samo krzyż, który my niesiemy, trwa tylko przez krótki okres czasu, a po śmierci otrzymamy koronę i chwałę. Dlatego powinniśmy kochać krzyż i zamiast uciekać od niego, cenić go jako bardzo drogi, bo „przynosi nam przeogromną obfitość wiekuistej chwały” [2 Koryntian 4:17].

Poranek, 6 kwietnia
„Wyjdźmy więc do niego poza obóz” – Hebrajczyków 13:13

Jezus wziął swój krzyż i wyniósł go, żeby cierpieć poza bramami miasta. Powodem dla którego chrześcijanin musi opuścić obóz grzechu i światowej religii nie jest to, że uwielbia być samotnie, ale to, że Jezus tak uczynił; a uczeń musi podążać za swoim Mistrzem. Chrystus nie był „ze świata”: jego życie i świadectwo były stałym protestem przeciwko konformizmowi ze światem. Nikt nie miał nigdy tak wielkich uczuć do ludzi jakie był w nim; ale był on oddzielony od grzeszników. W ten sam sposób ludzie muszą „wyjść do niego”. Muszą zająć swoją pozycję „poza obozem” jako świadkowie prawdy. Muszą być przygotowani na stąpanie po prostej i wąskiej ścieżce. Muszą mieć dzielne, niezachwiane lwie serca, kochające Chrystusa jak i jego prawdę ponad wszystko inne na świecie. Jezus chce by jego ludzie „wyszli poza obóz”, aby mogli się uświęcać. Nie możesz wzrastać w łasce do żadnego wysokiego poziomu, jeśli dostosowujesz się do świata. Życie oddzielenia może być ścieżką smutku, ale jest to droga bezpieczeństwa. Chociaż życie oddzielenia może kosztować cię wiele ciosów, może z każdego dnia uczynić bitwę, to mimo tego jest to szczęśliwe życie. Żadna radość nie może przewyższyć radości Chrystusa: Jezus ujawnia siebie tak łaskawie i daje takie odświeżenie, że jego wojownik czuje większe uspokojenie i pokój w swoich codziennych zmaganiach niż inni w swoich godzinach odpoczynku. Droga świętości jest drogą komunii. Dlatego powinniśmy mieć nadzieję na zdobycie korony, jeśli przez boską łaskę jesteśmy uzdolnieni do wiernego podążania za Chrystusem „poza obozem”. Korona chwały będzie rezultatem krzyża oddzielenia. Chwila zawstydzania będzie dobrze zrekompensowana przez wieczny honor; krótka chwila świadczenia o ewangelii jest niczym w porównaniu z „wiecznością z Panem”.

Poranek, 7 kwietnia
„Synowie ludzcy, i dokądże chwałę moją lżyć będziecie?” – Psalm 4:2

Autor psalmu zrobił smutną listę honorów, którymi zaślepieni ludzie Izraela obdarzyli swojego długo oczekiwanego Króla.
1.Dali mu procesję honorową, w której uczestniczyli rzymscy żołnierze, żydowscy kapłani, mężczyźni i kobiety, a on niósł w niej krzyż. To jest tryumf, którym nagrodzili tego, który przyszedł by obalić najokropniejszych wrogów człowieka. Szydercze krzyki są jego jedynymi aklamacjami, a okrutne odzywki były jedynymi pieśniami uwielbienia.
2.Przyjęli go honorowym winem. Zamiast złotego kielicha z najlepszym winem, ofiarowali mu odurzający napój śmierci, którego odmówił, ponieważ chciał spróbować smaku śmierci; a gdy zakrzyknął: „Pragnę”, dali mu octu zmieszanego z żółcią, podtykając gąbkę do jego ust. Och! Wstrętna, paskudna wrogość do Bożego Syna.
3.Gwardia honorowa Jezusa okazała mu szacunek przez rzucanie kostką o jego szaty, które przywłaszczyli sobie jako zdobycz. Tacy oto byli ochroniarze tego, który adorowany jest przez niebiosa: garstka brutalnych graczy w kostkę.
4.Tron honoru został usadowiony dla niego na zakrwawionym drzewie; buntownicy przeciwko swojemu Władcy nie dali mu chwili wytchnienia. Krzyż był w rzeczywistości pełnym wyrażeniem stosunku świata do niego. Zdawali się mówić: „Synu Boży, tutaj gdzie wisisz powinien znaleźć się Bóg, jeśli moglibyśmy do niego dosięgnąć”.
5.Honorowy tytuł został mu nominalnie nadany jako „Król Żydów”, ale ten całkiem zaślepiony naród odrzucił go i w rzeczywistości nazwał „Królem złodziei” przez to, że wolał uwolnić Barabasza, oraz przez umieszczenie Jezusa w najbardziej haniebnym miejscu pomiędzy dwoma złodziejami. Jego chwała została zatem zamieniona w hańbę przez synów ludzkich, lecz jeszcze ucieszy on oczy świętych i aniołów w świecie nie mającym końca.

Poranek, 8 kwietnia
„Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?” – Łukasza 23:31

Pośród innych interpretacji tego sugestywnego pytania, następujące jest pełne nauki: „Jeśli niewinny zastępca za grzeszników tak cierpiał, to co stanie się z grzesznikiem – uschłym drzewem – który wpadnie w ręce rozgniewanego Boga?” Kiedy Bóg zobaczył Jezusa w miejscu grzesznika, nie oszczędził go; a kiedy znajdzie nieodrodzonych bez Chrystusa, nie oszczędzi ich. O grzeszniku, Jezus został odprowadzony przez swoich wrogów; tak samo ty będziesz wyciągnięty do miejsca wyznaczonego dla ciebie. Jezus został opuszczony przez Boga; a skoro bezgrzeszny Zbawiciel został opuszczony, to o ileż bardziej ty zostaniesz opuszczony? „Eloi, Eloi, lama sabachthani?” cóż to za straszny okrzyk! Lecz co będzie twoim krzykiem kiedy powiesz: „O Boże! O Boże! Dlaczego mnie opuściłeś?” W odpowiedzi usłyszysz: „Bo lekceważyłeś wszelkie moje wskazówki i odrzucałeś moje napomnienia: ja również będę się śmiać z twojej klęski; będę drwił z twojego strachu, który nadchodzi”. Jeśli Bóg nie oszczędził swojego własnego Syna, to dlaczego miałby oszczędzić ciebie! Cóż za biczowanie płonącym biczem stanie się twoim udziałem kiedy twoje sumienie uderzać cię będzie z całym swym przerażeniem. Wy najbogatsi, wy najweselsi, wy najbardziej prawi we własnych oczach grzesznicy – kto zamieniłby się z wami na miejsce kiedy Bóg powie do was: „Zbudź się mieczu przeciwko człowiekowi, który wyparł się mnie, uderz go i niech czuje kłucie bólu na wieczność”? Jezus był opluwany: grzeszniku, a jakiejż hańby ty doświadczysz! Nie możemy podsumować jednym słowem całej masy udręk, które doświadczyły Jezusa umierającego za nas; dlatego nie jest możliwe by powiedzieć wam jakie potoki, jakie oceany rozpaczy spotkają twojego ducha, jeśli umrzesz w stanie, w jakim teraz jesteś. A możesz tak umrzeć, możesz umrzeć w tej chwili. Ze względu na męczarnie Chrystusa, ze względu na jego rany, oraz na jego krew, nie przynoś na siebie gniewu, który nadchodzi. Zaufaj Synowi Bożemu, a nigdy nie umrzesz.

Poranek, 9 kwietnia
„A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim” – Łukasza 23:27

Pośród motłochu, który poganiał Odkupiciela na śmierć, były również łaskawe dusze, które chciały znaleźć ujście dla swojej gorzkiej udręki w łkaniu i lamentowaniu – odpowiedniej muzyce tego przemarszu niedoli. Wyobrażając sobie wzrokiem duszy Zbawiciela niosącego krzyż na Kalwarię, moja dusza przyłącza się do tych pobożnych kobiet i płacze razem z nimi, bo jest tu prawdziwy powód do smucenia się – powód ten leży głębiej niż te żałobne kobiety myślały. Lamentowały one nad maltretowaną niewinnością, nad prześladowanym dobrem, nad krwawiącą miłością, umierającą łagodnością; ale moje serce ma bardziej gorzki powód do opłakiwania. Moje grzechy były uderzeniami bicza, który ranił te błogosławione ramiona, i ukoronowały one cierniem te krwawiące brwi: moje grzechy krzyczały: „Ukrzyżuj go! Ukrzyżuj go!” i położyły krzyż na te łaskawe ramiona. Jego wyprowadzenie na śmierć jest wystarczającym powodem na smucenie się przez całą wieczność: ale mój smutek z powodu tego, że to ja jestem jego mordercą jest większy, nieskończenie większy, jest to żal, który może wyrazić całe źródło łez. Nie jest trudno odgadnąć dlaczego kobiety te kochały i płakały: ale nie mogły mieć one większego powodu do smucenia się niż ma moje serce. Wdowa z miasta Nain ujrzała syna, któremu Jezus przywrócił życie – ale ja zostałem wskrzeszony do nowego życia. Żona Piotra została wyleczona z gorączki – ale ja zostałem wyleczony z większej plagi grzechu. Siedem diabłów zostało wypędzonych z Magdaleny – ale ze mnie został wypędzony cały ich legion. Jezus odwiedził Marię i Martę – ale we mnie zamieszkał. Jego matka niosła jego ciało – ale on ukształtował we mnie nadzieję chwały. Nie chcę mieć mniej wdzięczności i smutku niż te święte kobiety, które opłakiwały Jezusa.

„Miłość i smutek dzielą moje serce,
Łzami jego stopy obmyję –
Stały spokój ogarnia moje serce,
Płaczcie dla tego, który umarł by zbawić”

Poranek, 10 kwietnia
„Na miejsce, zwane Kalwarią” – Łukasza 23:33

Górą pocieszenia jest góra Kalwarii; dom ukojenia wybudowany jest z drewna krzyża; świątynia niebiańskiego błogosławieństwa opiera się na rozdartej skale – rozdartej przez włócznię, która
przebiła jego bok. Żadna scena w świętej historii nie raduje duszy tak bardzo, jak robi to tragedia z Kalwarii.

Czy to nie dziwne, że najciemniejsza godzina,
Jaka kiedykolwiek zaświtała na grzesznej ziemi,
Dotknęła serca delikatniejszą mocą ukojenia,
Niż wszelka radość aniołów?
Że żałobne oko powinno do krzyża się zwrócić,
Bo jaśnieje on bardziej niż betlejemskie gwiazdy?

Światło jaśnieje podczas mrocznego południa Golgoty, a każde ziele polne kwitnie słodko w cieniu drzewa, które stało się przeklęte. W tym miejscu pragnienia, łaska wykopała fontannę tryskającą wiecznie czystą jak kryształ wodą, której każda kropla może złagodzić niedole ludzkości. Wy, którzy mieliście okresy konfliktu, przyznacie, że to nie na Górze Oliwnej znaleźliście pocieszenie, to nie Góra Syjon, ani Tabor, ale Getsemani (z hebr.), Gabbata (z aram.), Golgota była dla was źródłem ukojenia. Gorzkie zioła z Getsemani często zabierały gorycz z waszego życia. Bóle Gabbaty często odpędzały wasze zmartwienia, a jęki Kalwarii powodowały, że wszystkie inne jęki ulatywały. W ten sposób Kalwaria daje nam nie znajdujące się nigdzie indziej bogate ukojenie. Nigdy nie poznalibyśmy jak wielka i głęboka jest miłość Chrystusa, jeśliby nie umarł; ani nie odgadlibyśmy głębokiego uczucia Ojca, gdyby nie wydał swojego Syna na śmierć. Codzienne błogosławieństwa, którymi się cieszymy, śpiewają o miłości, tak samo jak morskie muszle kiedy je przyłożymy do uszu, szepczą o głębokim morzu z którego pochodzą; ale jeśli chcemy usłyszeć ocean na własne uszy, to nie możemy patrzeć na codzienne błogosławieństwa, ale na transakcję dokonaną podczas ukrzyżowania. Kto chce poznać miłość, niech uda się na Kalwarię i ujrzy umierającego Człowieka boleści.

Poranek, 11 kwietnia
„Rozlałem się jak woda i rozłączyły się wszystkie kości moje” – Psalm 22:15

Czyż ziemia i niebo kiedykolwiek były świadkami smutniejszego widowiska niedoli? Nasz Pan czuł się tak zasłabły jak woda wylana na ziemię. Podniesienie krzyża wraz z Chrystusem potrząsnęło nim z wielką gwałtownością, zdeformowało wszystkie ścięgna, poraziło każdy nerw i zwichnęło wszystkie jego kości. Będąc obciążony swoim własnym ciężarem, dostojny męczennik odczuwał narastającą mękę od sześciu godzin. Jego omdlewanie i ogólna słabość były przytłaczające; był on masą niedoli i słabnącej choroby. Kiedy Daniel ujrzał to w swojej wielkiej wizji, tak oto opisał swoje odczucia: „nie było we mnie siły; twarz moja zmieniła się do niepoznania i nie miałem żadnej siły”, o ileż bardziej osłabły musiał być nasz wielki Prorok, gdy ujrzał przerażającą wizję gniewu Bożego i poczuł go we własnej duszy! Odczucia jakich doświadczył nasz Pan byłyby dla nas nie do zniesienia, a łaskawa utrata przytomności musiałaby przyjść nam na ratunek, ale w jego przypadku, był on raniony i nie otrzymał żadnego znieczulenia; wypił cały kielich [Bożego gniewu] i zasmakował każdej jego kropli. „O Królu Boleści (tytuł dziwny, lecz prawdziwy
Spośród królów wszystkich Tobie tylko należny)
O Królu Ran! Jak boleję z Twego powodu,
A Ty w boleści zachowujesz mnie!”

Kiedy klękamy przed tronem naszego uwielbionego Zbawiciela, pamiętajmy dobrze o sposobie w jaki przygotował dla nas tron łaski; w duchu pijmy z jego kielicha, abyśmy mogli zostać pokrzepieni na naszą godzinę niedoli, która może w każdej chwili nadejść. Każdy członek jego naturalnego ciała cierpiał, i jego duchowe ciało będzie musiało przejść przez podobne doświadczenie; ale tak samo jak jego ciało, które przeszło przez cierpienie i niedolę a wyszło z tego bez szkody do chwały i mocy, tak też i jego mistyczne ciało przejdzie przez piec, a jedynie pozostanie na nim zapach ognia.

Poranek, 12 kwietnia
„Serce moje stało się jak wosk, roztopiło się we wnętrzu moim” – Psalm 22:15

Nasz błogosławiony Pan doświadczył okropnego tonięcia i topnienia duszy. „Człowiek dzielnego ducha wytrzyma chorobę, lecz ducha strapionego kto podniesie?” Głębokie strapienie ducha jest najboleśniejszą z prób; wszystko w porównaniu z nią jest niczym. Nasz Zbawiciel mógł krzyczeć do swojego Boga: „Nie oddalaj się ode mnie” bo człowiek potrzebuje swojego Boga przede wszystkim wtedy, gdy jego serce jest roztopione z powodu niedoli. Wierzący człowieku, przyjdź tego poranka do krzyża i pokornie adoruj Króla chwały. On był kiedyś uniżony w psychicznej udręce bardziej niż ktokolwiek z nas; zauważ jego zdatność do bycia naszym wiernym Arcykapłanem, bo mógł on być dotknięty odczuwaniem naszych słabości. Szczególnie ci z nas, którzy doświadczają smutku spowodowanym bezpośrednim wycofaniem teraźniejszego poczucia miłości Ojca, niech wejdą do bliskiej i intymnej komunii z Jezusem. Nie pozwólmy na popadnięcie w rozpacz, ponieważ nasz Mistrz już przeszedł tą ciemną drogą przed nami. Nasze dusze mogą czasami tęsknić, słabnąć i pragnąć nawet aż do udręki, aby ujrzeć oblicze Pana: w takich chwilach pamiętajmy o słodkim fakcie, że nasz Arcykapłan współczuje razem z nami. Nasze krople smutku mogą łatwo zostać zapomniane w oceanie jego bólów; ale jak wysoko powinna wzbić się nasza miłość! Przyjdź do mnie, o silna i głęboka miłości Jezusa, jak morze w czasie wiosennych przypływów, przykryj całą moją własną siłę, wysusz wszystkie moje grzechy, obmyj mnie ze wszystkich moich trosk, wznieś mojego przywiązanego do ziemi ducha i zanieś go prosto do stóp mojego Pana. Pozwól mi tam leżeć niczym biedna i popękana muszla, obmyta przez jego miłość, nie posiadająca cnót, ani wartości. Ośmielam się tylko zaszeptać do niego, że jeśli przyłoży on do mnie swe ucho, to usłyszy wewnątrz mojego serca osłabłe echo wielkich fal jego miłości, która przywiodła mnie do miejsca, w którym pragnę leżeć, na zawsze u jego stóp.

Poranek, 13 kwietnia
„Mój miły jest mi wiązką mirry” – Pieśń Salomona 1:13

Mirra mogła być wybrana jako typ Jezusa z powodu kosztowności, przyjemnej woni, leczniczych, zachowujących i dezynfekcyjnych właściwości, oraz związku z ofiarą. Ale dlaczego jest on porównany do „wiązki mirry”? Po pierwsze, z powodu obfitości. Nie jest on tylko kroplą, jest on pełną szkatułką. Nie jest on gałązką albo kwiatkiem, ale całą wiązką. Chrystus wystarcza na wszystkie moje potrzeby; nie pozwalaj mi ociągać się w korzystaniu z niego. Nasz umiłowany porównany jest do „wiązki” również z powodu rozmaitości: bo w Chrystusie nie znajduje się tylko jedna rzecz, której potrzebujemy, ale „w nim mieszka cieleśnie cała pełnia boskości”, wszystko co jest nam potrzebne znajduje się w nim. Weź Jezusa we wszystkich postaciach, a zobaczysz zdumiewającą różnorodność: Prorok, Kapłan, Król, Oblubieniec, Przyjaciel, Pasterz. Rozważaj go w jego życiu, śmierci, zmartwychwstaniu, wniebowstąpieniu, powtórnym przyjściu; patrz na niego w jego cnocie, łagodności, odwadze, samo-zaparciu, miłości, wierności, prawdzie, prawości – w tym wszystkim jest wiązka kosztowności. Jest on „wiązką mirry” z powodu zachowywania – mirra jest przechowywana w szkatułce, żeby nie straciła swojej wonności. Musimy cenić go jako nasz najlepszy skarb; musimy szanować jego słowa i nakazy; musimy również zachowywać nasze myśli o nim i naszą wiedzę o nim pod kluczem i zamkiem, żeby diabeł niczego nam nie wykradł. Ponadto „Jezus jest wiązką mirry” z powodu bycia kimś szczególnym. Symbol ten sugeruje również ideę rozróżniającej, wybiórczej łaski. Został on wyznaczony dla swojego ludu jeszcze przed stworzeniem świata; i daje on swoją woń tylko dla tych, którzy rozumieją w jaki sposób wejść w komunię z nim, mieć z nim bliskie relacje. Och! Błogosławienie są ci, którym Pan ujawnił swoje tajemnice, oraz dla których został on wyznaczony. Och! Wybrani i szczęśliwi są ci, którzy mogą powiedzieć: „Mój miły jest mi wiązką mirry”.

Poranek, 14 kwietnia
„Wszyscy, którzy mnie widzą, szydzą ze mnie, Wykrzywiają wargi, potrząsają głową” – Psalm 22:8

Drwienie było jednym z wielkich składników niedoli naszego Pana. Judasz drwił z niego w ogrodzie oliwnym; arcykapłani naśmiewali się z niego z pogardą; Herod miał go za nic; słudzy i żołnierze szydzili z niego brutalnie go znieważają; Piłat ze swoimi żołnierzami naśmiewali się z jego bycia Królem; a na krzyżu miotano w niego wszelkiego rodzaju okropne drwiny i ohydne żarty. Naśmiewanie się zawsze jest trudne do zniesienia; ale kiedy odczuwa się intensywny ból, jest to tak nieczułe, tak okrutne, że rani do żywego. Wyobraź sobie ukrzyżowanego Zbawiciela, udręczonego w bólu daleko ponad wszelkie ludzkie wyobrażenie, a następnie pomyśl o błazeńskim tłumie, w którym potrząsano głowami, przedrzeźniano się w najbardziej pogardliwy sposób nad biedną i cierpiącą ofiarą! Z pewnością musiało być coś więcej w Ukrzyżowanym niż byli oni w stanie dostrzec, bo tak wielki i zgodny ze sobą tłum nie potraktowałby go jednogłośnie z taką pogardą, gdyby wiedział kim on jest. Czyż nie jest prawdą to, że w momencie największego pozornego tryumfu tłumu, mogli oni jedynie drwić z tego zwycięskiego dobra, które wówczas panowało z krzyża? O Jezusie „wzgardzony i odrzucony przez ludzi” jakżeż mogłeś umrzeć za ludzi, którzy tak źle cię potraktowali? Tutaj jest zdumiewająca miłość, boska miłość, tak, miłość nie mająca sobie równej. My również gardziliśmy tobą w czasach naszego nieodrodzenia, a nawet po naszym nowym narodzeniu o wiele za wysoko stawialiśmy świat w naszych sercach, a ty i tak krwawisz by uleczyć nasze rany i umierasz by dać nam życie. O, gdybyśmy mogli usadowić cię na chwalebnym tronie we wszystkich ludzkich sercach! Bilibyśmy w dzwony uwielbienia ponad lądem i morzem aż ludzie tak samo zgodnie zaczęliby adorować cię, jak kiedyś jednogłośnie cię odrzucili. Twoje stworzenia grzeszą przeciwko tobie, o ty, wszechwładne Dobro! Ludzie nie kochają cię, ponieważ nie rozumieją: To najbardziej mnie zasmuca, te próżne dążenia, które oszukują niewdzięcznych ludzi, którzy nie mają względu na twój uśmiech.

Poranek, 15 kwietnia
„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” – Psalm 22:2

Widzimy tutaj Zbawiciela w głębi swoich smutków. Żadne miejsce nie ukazuje lepiej smutków Chrystusa niż Kalwaria, a żaden moment na Kalwarii nie jest tak pełny udręki jak ten, w którym jego krzyk rozdarł powietrze – „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?” W tamtym momencie fizyczna słabość stała się przeszywającą torturą zawstydzania i hańby, poprzez którą musiał przejść, aby śmiercią ukończyć swój smutek. Cierpiał on duchową udrękę nie dającą się opisać, a doprowadziła ona do opuszczenia obecności Ojca. Była to czarna północ jego dramatu; następnie zstąpił on do otchłani swojego cierpienia. Nikt nie może zrozumieć pełnego znaczenia tych słów. Niektórzy z nas myślą czasem, że my moglibyśmy krzyczeć: „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?” Są momenty, w których jasność uśmiechu naszego Ojca zaciemniona jest przez chmury i ciemność; ale pamiętajmy o tym, że Bóg nigdy naprawdę nas nie opuszcza. W naszym przypadku jest to tylko pozorne opuszczenie, ale w przypadku Chrystusa było to prawdziwe opuszczenie. Smucimy się z powodu krótkiego wycofania miłości naszego Ojca; ale kto może opisać jak wielką udrękę spowodowało prawdziwe odwrócenie twarzy Ojca od niego? W naszym przypadku, wołanie jest często podyktowane przez niewiarę: w jego przypadku było to wyrażenie przerażającego faktu, że Bóg naprawdę odwrócił się od niego na pewien czas. Biedny grzeszniku, strapiona duszo, on niegdyś żył w świetle Bożego oblicza, ale był również w ciemnościach, pamiętaj, że on nigdy nie porzucił cię naprawdę. Bóg w ciemnych chmurach jest takim samym Bogiem, jak ten, który jaśnieje w całej świetności swojej łaski; ale skoro nawet myśl, że został on opuszczony wprawia nas w udrękę, to jakaż była niedola Zbawiciela kiedy zawołał: „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?”

Poranek, 16 kwietnia
„Drogą krwią Chrystusa” -1 Piotra 1:19

Stojąc u stóp krzyża widzimy dłonie, stopy, oraz bok zmroczone szkarłatnymi strumieniami drogiej krwi. Jest ona „droga” z powodu swojej odkupieńczej i zadośćczyniącej skuteczności. Przez nią grzechy Bożych ludzi są zadośćuczynione; są oni odkupieni spod zakonu; są oni pojednani z Bogiem, są uczynieni jedno z nim. Krew Chrystusa jest również „droga” ponieważ posiada oczyszczającą moc; oczyszcza ona „z wszelkiego grzechu”. „Choć grzechy wasze są jak szkarłat, jednak staną się białe jak śnieg”. Dzięki krwi Chrystusa, na żadnym wierzącym nie pozostaje nawet plamka czy zmarszczka [grzechu]. O cenna krwi, która nas oczyszczasz usuwając plamy naszej niezmiernej nikczemności, i która pozwalasz nam na bycie zaakceptowanymi w Umiłowanym, nie zważając na nasze liczne okresy buntu przeciwko naszemu Bogu. Krew Chrystusa jest również „droga” w swojej mocy zachowywania. Jesteśmy bezpieczni od niszczącego anioła, bo pokropieni jesteśmy krwią Jezusa. Pamiętaj, że to Bóg widzi tę krew, co jest prawdziwym powodem, dla którego zostaliśmy oszczędzeni. Jest to pocieszenie dla nas kiedy oko naszej wiary jest ściemnione, bo Boże oko jest zawsze to samo. Krew Chrystusa jest „droga” również w swoim uświęcającym wpływie. Ta sama krew, która usprawiedliwia przez zabranie grzechu, działa dalej poprzez ożywianie nowej natury i prowadzi ją by opanowywała grzech, oraz podążała za nakazami Boga. Nie ma większej motywacji dla życia w świętości niż ta, która wypływa z żył Jezusa. I „droga”, nieskończenie droga jest ta krew, ponieważ ma ona zwycięską moc. Jest napisane: „A oni zwyciężyli go przez krew Baranka”. Jak mogliby nie zwyciężyć? Ten, który walczy z pomocą cennej krwi Jezusa, walczy bronią, która nie zna porażki. Krew Jezusa! Grzech umiera w jej obecności, śmierć przestaje być śmiercią: bramy niebios są otwarte. Krew Jezusa! Będziemy dalej maszerować i zwyciężać kolejne bitwy, tak długo, jak tylko będziemy ufać mocy tej krwi!

Poranek, 17 kwietnia
„[Przyszliśmy] do krwi, którą się kropi, a która przemawia lepiej niż [krew] Abla” – Hebrajczyków 12:24

Czytelniku, czy przyszedłeś do krwi pokropienia? Pytanie nie brzmi czy poznałeś jakąś doktrynę, ani czy obchodziłeś obrzędy, ani czy doznałeś pewnego rodzaju doświadczenia, ale czy przyszedłeś do krwi Jezusa? Krew Jezusa jest życiem całej żywej pobożności. Jeśli prawdziwie przyszedłeś do Jezusa, wiemy jak do niego przyszedłeś – Duch Święty przywiódł cię tam słodko. Przyszedłeś do krwi pokropienia bez żadnych swoich zasług. Winny, zgubiony i bezradny, przyszedłeś przyjąć tę krew, i wyłącznie tę krew, jako twoją wieczną nadzieję. Przyszedłeś do krzyża Chrystusa z drżącym i bolącym sercem; i och! jakżeż drogi głos usłyszałeś kiedy przybyłeś do tej krwi! Kapanie jego krwi jest jak muzyka niebios dla skruszonych synów ziemskich. Wszyscy jesteśmy pełni grzechu, ale Zbawiciel zaprasza nas do wzniesienia naszego wzroku do Niego i kiedy patrzymy na strumienie krwi płynące z jego ran, każda ich spadająca kropla krzyczy: „Wykonało się; grzech jest już skończony; wieczna prawość została zapewniona”. Och! Słodka muzyka cennej krwi Jezusa! Jeśli raz przyszedłeś do tej krwi, będziesz do niej stale przychodził. Twoje życie będzie „Patrzeniem na Jezusa”. Całokształt twojego postępowania będzie streszczony w sposób następujący: „Do niego przychodzę”. Nie, że do niego przyszedłem, ale, że do niego zawsze przychodzę. Jeśli kiedykolwiek przyszedłeś do krwi pokropienia, będziesz pragnął przychodzić do niej każdego dnia. Ten, który nie pragnie obmywać się w niej każdego dnia, nigdy się w niej nie obmył. Wierzący zawsze odczuwa radość i przywilej z tego, że źródło to jest wciąż otwarte. Przeszłe doświadczenia są wątpliwym pożywieniem dla chrześcijan; wyłącznie obecne przychodzenie do Chrystusa może dać ci radość i ukojenie. Tego poranka na nowo pokropmy nasze drzwi krwią krwią nasze drzwi na nowo, a następnie ucztujmy z barankiem, będąc pewni, że anioł-niszczyciel musi nas ominąć.

Poranek, 18 kwietnia
„Ona zaś uwiązała, purpurowy sznur przy oknie” – Jozuego 2:21 Los nierządnicy Rahab zależał od dotrzymania obietnicy przez szpiegów, na których patrzyła jak na reprezentantów Boga Izraela. Jej wiara była prosta i pewna, lecz była też bardzo posłuszna. Uwiązanie purpurowego sznura przy oknie było bardzo drobnym czynem, ale nie ośmieliła się zaryzykować przez zlekceważenie tego. Przyjdź, moja duszo, czyż nie ma tu dla ciebie lekcji? Czy pilnie słuchałeś całej woli Pana, nawet chociaż niektóre z jego nakazów wyglądały na nieistotne? Czy obchodziłeś obrzędy chrztu wierzącego i Wieczerzy Pańskiej na swój sposób? Jeśli tak, to udowodniłeś w ten sposób, że masz dużo nieczułego nieposłuszeństwa w sercu. Bądź od teraz bez winy w każdej rzeczy, nawet w uwiązaniu supła, jeśli byłoby to nakazem. Ten czyn Rahab daje nam jeszcze jedną uroczystą lekcję. Czy rzeczywiście zaufałem drogiej krwi Jezusa? Czy uwiązałem purpurowy sznur, jak gdyby był to węzeł gordyjski, tak, że moja ufność nigdy nie przepadnie? Albo czy mogę patrzeć w kierunku Martwego Morza moich grzechów, albo Jerozolimy mojej nadziei bez patrzenia na krew i wszystkie rzeczy powiązane z jej mocą? Przechodnie będą widzieć sznur rzucającego się w oczy koloru, jeśli zwisa on z okna: będzie dobrze, jeśli moje życie sprawia, że efektywność zadośćuczynienia jest widoczna dla wszystkich patrzących na nie. Co jest tu, czego miałbym się wstydzić? Niech ludzie i diabły patrzą się, jeśli chcą, krew jest moją chlubą i moją pieśnią. Moja duszo, jest Ktoś, kto będzie widział purpurowy sznur, nawet kiedy przez słabość wiary sam nie możesz go dostrzec. Jahwe, Mściciel, ujrzy go i ominie cię. Mury Jerycha rozpadną się: dom Rahab był na murze, ale pozostał niewzruszony; moja natura jest zbudowana na murze człowieczeństwa, lecz kiedy zniszczenie nadchodzi, będę bezpieczny. Moja duszo, uwiąż na nowo purpurowy węzeł przy oknie i doznaj pokoju.

Poranek, 19 kwietnia
„Widziałem sługi na koniach, a książąt idących pieszo jak słudzy” – Eklezjastyk 10:7

Dorobkiewicze często udają ludzi na wysokich stanowiskach, a prawdziwie wielcy więdną w skromności. Jest to zagadka opatrzności, której rozwiązanie pewnego dnia rozraduje serca prawych; lecz jest to tak powszechny fakt, że nikt nie powinien szemrać, jeśli stanie się to naszym losem. Kiedy nasz Pan był na ziemi, chociaż jest on Księciem królów ziemskich, to chodził on ścieżkami zmęczenia i służby jako Sługa sług: cóż więc dziwnego w tym, że jego naśladowcy, którzy są książętami krwi, również będą postrzegani jako niższe i zasługujące na pogardę osoby? Świat stoi na głowie i dlatego pierwsi są ostatnimi, a ostatni pierwszymi. Zobacz jak służalczy synowie Szatana panują na ziemi! Na jakich wspaniałych koniach jeżdżą! Jakżeż wynoszą w górę swój róg! Haman jest na dziedzińcu, podczas gdy Mardocheusz siedzi przy bramie; Dawid tuła się po górach, podczas gdy Saul panuje w państwie; Eliasz narzeka w jaskini, podczas gdy Jezebel chlubi się w pałacu; któż jednak chciałby zamienić się miejscami z tymi dumnymi buntownikami? A kto, z drugiej strony, mógłby nie zazdrościć wzgardzonym świętym? Kiedy to młyńskie koło obróci się, ci, którzy są najniżej – będą wywyższeni, a ci, którzy są najwyżej – utoną. Cierpliwości zatem, wierzący człowieku, wieczność naprawi krzywdy doznane na tym świecie. Nie popadajmy w błąd pozwalania naszym namiętnościom i cielesnym apetytom na tryumfowanie, podczas gdy nasze szlachetniejsze moce chodzą w kurzu. Łaska musi panować jak książę i uczynić członki ciała instrumentami prawości. Duch Święty kocha porządek i dlatego ustawia on nasze moce i uzdolnienia w odpowiednim miejscu i randze. Daje on najwyższą pozycję tym duchowym uzdolnieniom, które łączą nas z wielkim Królem; nie zakłócajmy tego boskiego porządku, ale prośmy o łaskę, byśmy mogli powstrzymywać je w naszym ciele i panować nad nimi. Nie jesteśmy stworzeni na nowo, by pozwalać naszym namiętnościom na panowanie nad nami, ale po to, byśmy, jako królowie, mogli panować w Chrystusie Jezusie ponad potrójnym królestwem ducha, duszy i ciała, na chwałę Boga Ojca.

Poranek, 20 kwietnia
„Aby przez śmierć pozbawić mocy tego, który rządził śmiercią” – Hebrajczyków 2:14

O ty dziecko Boże, śmierć straciła swoje żądło [nad tobą], ponieważ moc diabła została zniszczona. Przestań więc obawiać się umierania. Proś o łaskę od Boga i Ducha Świętego, byś przez osobiste poznanie Boga i pewną wiarę w [wystarczającą ofiarę] śmierci Odkupiciela, mógł zostać pokrzepiony w tej przerażającej godzinie. Żyjąc w pobliżu krzyża Kalwarii możesz myśleć o śmierci z przyjemnością i przywitać ją z wielką rozkoszą. Słodko jest umrzeć w Panu: błogosławieństwem przymierza jest zaśnięcie z Jezusem. Śmierć już nie jest banicją, jest to powrót z wygnania, powrót do domu, do mieszkań wielu, gdzie umiłowani już mieszkają. Dystans pomiędzy uwielbionymi duchami w niebie a wojującymi świętymi na ziemi wygląda na wielki; ale nie jest taki. Nie jesteśmy daleko od domu – znajdziemy się tam za chwilę. Żagle są rozłożone; dusza już wyrusza w podróż na głębiny morza. Jak długo będzie trwała ta podróż? Jak wiele męczących wiatrów musi uderzyć w żagle przed tym jak przycumuje do portu pokoju? Jak długo dusza ta będzie kołysać się na falach zanim przybędzie do tego morza, które nie zna burzy? Posłuchaj odpowiedzi: „Z dala od ciała, obecny z Panem”. Ów statek dopiero co odpłynął, ale już jest w swojej przystani. Dopiero co rozkłada swoje żagle, a już się tam znalazł. Podobnie jak ta dawna łódź, która będąc na jeziorze galilejskim kołysała się w czasie burzy, ale Jezus powiedział do niej: „Milcz, uspokój się” i łódź natychmiast przypłynęła na ląd. Nie myśl, że długi okres dzieli nagłą śmierć i wieczność chwały. Kiedy oczy zamykają się na ziemi, w niebie już są otwarte. Konie ogniste zanoszą zmarłego momentalnie. Czego, o Boże dziecko, czego zatem masz obawiać się w śmierci, skoro widzisz, że poprzez śmierć twojego Pana, jej przekleństwo i żądło zostały zniszczone? Teraz jest to jedynie drabina Jakuba, której początek jest w ciemnym grobie, a koniec dosięga chwały wiecznej.

Poranek, 21 kwietnia
„Wiem, że mój Odkupiciel żyje” Hioba 19:25

Istota pocieszenia Hioba leży w tym małym słowie „Mój” – „Mój Odkupiciel”, oraz w fakcie, że Odkupiciel żyje. Och! Czymże jest posiadanie żywego Chrystusa. Musimy mieć go na własność przed tym jak możemy się nim cieszyć. Czym jest dla mnie złoto? Ludzie są żebrakami w Peru, żebrzą o chleb też w Kalifornii. To złoto w moim portfelu zaspokoi moje potrzeby, przez to, że kupię sobie chleb. Więc Odkupiciel, który nie odkupuje mnie, mściciel, który nigdy nie pomści mojej krwi – jakiż pożytek z takiego? Nie spocznij zadowolony dopóki nie będziesz mógł powiedzieć z wiarą: „Tak, zrzucam siebie na żyjącego Pana; i jest on mój”. Być może trzymasz się go osłabłą ręką; prawie myślisz, że zarozumiałością jest mówienie: „On żyje jako mój Odkupiciel” – pamiętaj, że jeśli masz wiarę nawet jak ziarnko gorczycy, to ta mała wiara upoważnia cię do powiedzenia tego. Ale jest tu również inne słowo, które wyraża silną pewność Hioba: „Wiem”. Powiedzieć: „Mam nadzieję, ufam tak” jest wygodne; a tysiące w owczarni Jezusa z trudem dochodzą dużo dalej. Ale by osiągnąć istotę pociechy, musisz powiedzieć: „Wiem”. Słowa „jeśli”, „ale” i „być może” są pewnymi mordercami pokoju i pocieszania. Wątpliwości są ponurymi rzeczami w czasie smutku. Są jak użądlenia w duszę! Jeśli mam jakiekolwiek wątpliwości co do tego czy Jezus jest mój, to jest to jak ocet zmieszany z żółcią śmierci; ale jeśli wiem, że Jezus żyje dla mnie, to ciemność nie jest ciemna: nawet noc jest światłem wokół mnie. Jeśli w tych dawnych wiekach przed nadejściem Chrystusa Hiob mógł powiedzieć: „Wiem”, to nie powinniśmy mówić mniej pozytywnie. Bóg zabrania nam, żeby nasza kategoryczna pewność stała się zarozumiałością. Patrzmy na to czy nasze dowody są słuszne, żebyśmy nie budowali na nieugruntowanej nadziei; a następnie nie bądźmy zadowoleni tylko tym fundamentem, bo to z wysokości widzimy wszystko z perspektywy. Żyjący Odkupiciel, rzeczywiście mój, jest nie dającą się opisać radością.

Poranek, 22 kwietnia
„Poprowadził ich drogą właściwą” – Psalm 107:7

Zmienne doświadczenia często prowadzą zaniepokojonego wierzącego do zadawania pytania: „Co się ze mną dzieje? Szukałem światła, lecz oto nadeszła ciemność; szukałem pokoju, ale ujrzałem zmartwienie. Powiedziałem w swoim sercu: moja góra stoi pewnie, nic mnie nie poruszy. Panie, ty ukrywasz swoją twarz, a ja jestem zmartwiony. Jeszcze wczoraj jasno wiedziałem kim jestem; dzisiaj moje dowody na to są przyćmione, a moja nadzieja jest zachmurzona. Wczoraj mogłem wspiąć się na szczyt góry Pisgy i widzieć krajobraz po drugiej stronie góry, cieszyć się pewnością mojego przyszłego dziedzictwa; dzisiaj mój duch nie ma żadnej nadziei, lecz wiele lęków; zero radości, a wiele zmartwień. Czy jest to część Bożego planu dla mnie? Czy może być to drogą, którą Bóg zaprowadzi mnie do nieba?” Dawid powiedział, że Bóg: „Przywodzi ich do upragnionej przystani”. Przez chwałę i hańbę, przez zniesławienie i przez dobrą sławę; przez dostatek i przez ubóstwo, przez radość i przez udrękę, przez prześladowania i przez pokój. Przez wszystkie te rzeczy życie jest podtrzymywane i przez każdą z nich otrzymujesz jakąś korzyść. Czy może to być sposób w jaki Bóg przyprowadziłby mnie do nieba? Tak, tak właśnie. Zaćmienie twojej wiary, ciemność twojego umysłu, zasłabnięcia twojej nadziei – wszystko to jest częścią Bożej metody sprawienia byś dojrzał do tego wielkiego dziedzictwa, do którego wkrótce wejdziesz. Próby te mają na celu próbowanie i wzmacnianie twojej wiary – są to fale, które obmywają cię jak skałę przy brzegu morza; są to wiatry, które dmuchają w twoją łódź coraz szybciej w kierunku upragnionej przystani. O, nie myśl wierzący czytelniku, że twoje smutki nie należą do planu Boga; są one jego niezbędną częścią. „Musimy przejść przez wiele ucisków zanim wejdziemy do Królestwa”. Naucz się zatem nawet „uznawać to za najwyższą radość, gdy rozmaite próby przechodzimy”.
„O, daj pokój mojej drżącej duszy,
Spraw by czekała na twoją mądrą wolę świętą!
Nie widzę Panie jaki jest twój plan,
Lecz dobrze jest ze wszystkim, kiedy ty panujesz”

Poranek, 23 kwietnia
„Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował” – Rzymian 8:37

Przychodzimy do Chrystusa po przebaczenie, a następnie zbyt często szukamy mocy do walki z naszymi grzechami w zakonie. Paweł gani nas za to: „O nierozumni Galacjanie! Któż was omamił, was, przed których oczami został wymalowany obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego? Chcę dowiedzieć się od was tego jednego: Czy przez uczynki zakonu otrzymaliście Ducha, czy przez słuchanie z wiarą? Czy aż tak nierozumni jesteście? Rozpoczęliście w Duchu, a teraz na ciele kończycie?” Zabierz swoje grzechy do krzyża Chrystusa, bo tam może zostać ukrzyżowany tylko nasz stary człowiek: jesteśmy ukrzyżowani z Nim. Jedyną bronią, która może pokonać grzech jest włócznia, która przebiła bok Jezusa. Dla przykładu: chcesz pokonać swoje gniewne usposobienie – w jaki sposób z tym walczysz? Bardzo możliwe, że nigdy nie próbowałeś tego robić we właściwy sposób. W jaki sposób otrzymałem zbawienie? Przyszedłem do Jezusa taki, jaki byłem i zaufałem mu, by mnie zbawił. Czy muszę uśmiercić swoje gniewne usposobienie w ten sam sposób? Jest to jedyny sposób w jaki mogę tego dokonać. Muszę pójść z tym do krzyża i powiedzieć Jezusowi: „Panie, ufam tobie, że mnie z tego wyzwolisz”. Jest to jedyny sposób w jaki możesz zadać śmiertelny cios swojemu grzechowi. Czy jesteś chciwy? Czy czujesz, że świat gmatwa twoje życie? Możesz zmagać się z tym ile tylko sobie życzysz, ale jeśli jest to dręczącym ciebie grzechem, nie będziesz z niego wyzwolony w żaden inny sposób niż przez krew Jezusa. Zabierz to ze sobą do Jezusa. Powiedz mu: „Panie, zaufałem tobie, a twoje imię to Jezus, bo ty zbawiasz ludzi od ich grzechów; Panie, to jest jeden z moich grzechów; ocal mnie od niego!” Obrzędy są niczym bez Chrystusa jako środek uśmiercania grzechu. Twoje modlitwy, twoje pokutowanie, oraz twoje łzy – wszystko to razem wzięte nie jest warte niczego, jeśli jest poza nim. „Nikt oprócz Jezusa nie może pomóc bezradnemu grzesznikowi”, bezradnemu świętemu również tylko on może pomóc. Musicie być zwycięzcami poprzez tego, który was umiłował, jeśli w ogóle macie być zwycięzcami. Nasze laury muszą rosnąć pośród oliwek w Ogrodzie Oliwnym.

Poranek, 24 kwietnia
„W tem wszystkiem czynimy mocne przymierze” – Nehemiasza 9:38

Istnieje wiele okazji w naszym życiu kiedy bardzo słusznie i z korzyścią możemy odnowić nasze przymierze z Bogiem. Czyńmy to po wyzdrowieniu z choroby, bo jak Ezechiasz otrzymujemy dodatkowe lata życia. Po każdym wyswobodzeniu ze zmartwienia, kiedy nasze chwile radości pączkują na nowo, udajmy się do stóp krzyża i odnówmy nasze poświęcenie się mu. Czyńmy to szczególnie po tym jak zasmuciliśmy Ducha Świętego jakimś grzechem, lub przynieśliśmy zniesławienie dla sprawy Bożej; patrzmy wtedy na krew, która może uczynić nas bielszymi niż śnieg i ponownie ofiarujmy się Panu. Powinniśmy nie tylko pozwolić naszym kłopotom na to by potwierdziły naszą dedykację do Boga, ale nasze powodzenie powinno mieć taki sam wpływ. Jeśli kiedykolwiek napotykamy okazje, które zasługują na miano „koronujących łask”, jeśli on nas ukoronował, my również powinniśmy ukoronować naszego Boga. Przynieśmy na nowo wszystkie nasze klejnoty boskich insygniów, które zostały przechowane w skarbnicy naszego serca i pozwólmy naszemu Bogu, by zasiadł na tronie naszej miłości, odziany w królewską szatę. Jeśli nauczymy się korzystać z naszego powodzenia, nie będziemy potrzebowali tyle niedoli. Jeśli przyjęlibyśmy z pocałunku całe dobro, jakie mógłby nam dać, to nie mielibyśmy tak często pleców obitych rózgą. Czy otrzymaliśmy ostatnio jakieś błogosławieństwo, którego nie spodziewaliśmy się? Czy możemy śpiewać o naszych licznych łaskach? Jeśli tak, to nadszedł dzień by położyć ręce na rogach barana ofiarnego i powiedzieć: „Zwiąż mnie tutaj mój Boże; zwiąż mnie sznurem na zawsze”. Na tyle, na ile potrzeba spełnić nowe obietnice, ofiarowujmy mu odnowione modlitwy, żeby dawne przysięgi nie zostały złamane. Uczyńmy z Nim tego poranka pewne przymierze z powodu cierpień Jezusa, które z wdzięcznością rozważaliśmy przez ten miesiąc.

Poranek, 25 kwietnia
„Wstań, moja przyjaciółko, moja piękna! Chodź!” – Pieśń Salomona 2:10

Oto słyszę głos mojego Umiłowanego! Mówi on do mnie! Ładna pogoda jest uśmiechem na ziemi, a on nie chciałby żebym był ospały duchowo, podczas gdy natura wokoło budzi się ze swojego zimowego odpoczynku. Zaprasza mnie: „Wstań” i ma on rację, bo wystarczająco długo leżałem pośród rzeczy tego świata. On powstał, ja powstałem z nim, dlaczego więc miałbym wciąż leżeć na ziemi? Chcę wstać razem z nim i uciec od niższych afektów, pragnień, dążeń i aspiracji. Wzywa on mnie słodkim imieniem „moja miłości” i uznaje mnie za piękną; jest to dobry argument na to by wstać. Jeśli on mnie tak wywyższa i tak przychylnie o mnie myśli, to jak mogę pozostawać w namiotach Kedaru? Zaprasza mnie „Chodźmy”. Dalej i dalej od wszystkiego co samolubne i grzeszne. Zaprasza on mnie bym przyszedł od powierzchownej religii świata, która go nie zna i której nie interesuje tajemnica wyższego życia. Wezwanie „przyjdź” nie ma szorstkiego dźwięku dla mojego ucha, bo cóż jest tutaj, co mogłoby mnie trzymać w pustyni próżności i grzechu? O mój Panie, chciałbym pójść, ale jestem tak osaczony cierniami, że nie mogę uciec od nich. Chciałbym, jeśli byłoby to możliwe, nie mieć ani oczu, ani uszu, ani serca dla grzechu. Wzywasz mnie do siebie mówiąc: „Chodźmy” i jest to naprawdę melodyjne wezwanie. Przyjście do ciebie jest przyjściem do domu z wygnania, dotarciem na ląd z szalejącej burzy, przyjściem na odpoczynek po długim trudzie, przyjściem do celu moich pragnień i szczytem moich marzeń. Ale Panie, jak kamień może powstać; jak grudka gliny może wyjść z okropnego dołu? O, podnieś mnie, przyciągnij mnie. Twoja łaska może to zrobić. Ześlij swojego Świętego Ducha i rozpal pobożny ogień miłości w moim sercu, a będę stale powstawał dopóki nie opuszczę mojego życia i czasu za sobą i rzeczywiście przyjdę do ciebie.

Poranek, 26 kwietnia
„To czyńcie na pamiątkę moją” – 1 Koryntian 11:24

Wyglądało wtedy na to, że chrześcijanie mogli zapomnieć Chrystusa! Mogłoby nie być potrzeby na to kochające przypomnienie, gdyby nie było straszliwego przypuszczenia, że nasza pamięć może okazać się zdradziecka. I nie jest to bezpodstawne przypuszczenie: niestety! Nasze doświadczenie dobrze potwierdza, że nie jest to tylko możliwość, ale jest to pożałowania godny fakt. Wydaje się na prawie niemożliwe, by ci, którzy zostali odkupieni przez krew umierającego Baranka i umiłowani wieczną miłością przez nie mającego początku Syna Bożego, mogliby zapomnieć tego łaskawego Zbawiciela; ale wstrząsającą prawdą jest to, że niestety, nie możemy zaprzeczyć temu występkowi. Zapomnieć tego, który nigdy nas nie zapomina! Zapomnieć tego, którego krew została przelana za nasze grzechy! Zapomnieć tego, który umiłował nas nawet do śmierci! Czy to w ogóle możliwe? Tak, to nie tylko możliwe, ale sumienie wyznaje, że niestety jest to wina każdego z nas, że traktujemy go jako wędrowca zostającego u nas tylko na noc. Czy nie zdarza cie się zapomnieć Jezusa? Jakieś stworzenie skrada ci serce, a nie zważasz na tego, na którego twoje uczucie powinno być nastawione. Niektóre ziemskie interesy pochłaniają twoją uwagę kiedy to powinieneś mieć swój wzrok stale zwrócony na krzyż. To nieustanne zamieszanie świata, stałe przyciąganie ziemskich rzeczy odciąga duszę od Chrystusa. Podczas gdy pamięć nazbyt dobrze zachowuje trujące chwasty, a pozwala więdnąć róży Saronu. Rozkażmy sobie na zawiązanie supełka wokół naszych serc, by nie zapomnieć Jezusa, naszego Umiłowanego, a jeśli potkniemy się, mocno trzymajmy się go.

Poranek, 27 kwietnia
„Bóg, nasz Bóg” – Psalm 67:7

Jest to dziwne, jak mało korzystamy z błogosławieństwa duchowego, które daje nam Bóg, ale jeszcze dziwniejsze jest to, jak mało korzystamy z samego Boga. Chociaż jest on „naszym własnym Bogiem”, to niewiele się do niego zwracamy i nazbyt mało prosimy o niego samego. Jakże rzadko prosimy Pana o radę! Jakże często przechodzimy do naszych zajęć bez szukania jego przewodnictwa! Jakże często usiłujemy nosić nasze ciężary sami, zamiast zrzucić ich na Pana, by mógł nas podtrzymywać! Nie dzieje się tak dlatego, że nie możemy tego zrobić. Pan zdaje się mówić: „Jestem twój, duszo, przyjdź i korzystaj ze mnie ile tylko zechcesz, możesz swobodnie przyjść do mojego skarbca i przychodź jak najczęściej”. Jest to nasza wina, jeśli nie korzystamy z bogactw naszego Boga. Skoro masz zatem takiego przyjaciela i zaprasza on cię, przychodź do niego codziennie. Nigdy nie czuj się potrzebujący, bo masz ze sobą Boga, do którego możesz przyjść. Nigdy nie lękaj się, ani nie bądź osłabły, bo masz Boga, który może ci pomóc. Pójdź do swojego skarbu i weź czego tylko potrzebujesz – jest tam wszystko, czego możesz chcieć. Naucz się boskiej umiejętności czynienia Boga wszystkim dla ciebie. Może on zaopatrzyć cię we wszystko, albo jeszcze lepiej, on może zastąpić ci wszystko. Pozwól mi nalegać cię byś korzystał z Boga. Korzystaj z niego podczas modlitwy. Przychodź do niego często, bo jest on twoim Bogiem. O, czy zlekceważysz tak wielki przywilej? Uciekaj do niego, powiedz mu o wszystkich swoich potrzebach. Przez wiarę korzystaj z niego stale i w każdym czasie. Jeśli jakaś ciemna opatrzność pogrążyła cię w ciemnych chmurach, korzystaj z Boga jak ze „słońca”; jeśli jakiś silny przeciwnik osaczył cię, znajdź w Jahwe „tarczę”, bo jest on słońcem i tarczą dla swoich ludzi. Jeśli zgubiłeś swoją drogę w labiryncie życia, użyj go jako „przewodnika”, a on poprowadzi cię. Kimkolwiek i gdziekolwiek jesteś, pamiętaj, że Bóg jest właśnie tym, czego chcesz, jest on właśnie tam, gdzie tego chcesz i może on uczynić wszystko, czego chcesz.

Poranek, 28 kwietnia
„Pomnij na słowo do sługi twego, na którym kazałeś mi polegać” – Psalm 119:49

Jakakolwiek by nie była twoja potrzeba, możesz z łatwością znaleźć jakąś obietnicę w Biblii, która pasuje do niej. Czy jesteś słaby i wykończony, bo twoja droga jest nierówna? Oto i obietnica: „Zmęczonemu daje siłę”. Kiedy czytasz taką obietnicę, przedstaw ją temu, który ją dał i poproś go o dotrzymanie jego własnego słowa. Czy szukasz Chrystusa i pragniesz mieć z nim bliższą relację? Ta obietnica jaśnieje tobie jak gwiazda: „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni”. Przychodź stale do tronu Bożego z tą obietnicą; weź Boga za słowo i chodź do niego nieustannie prosząc go w sposób następujący: „Panie, ty to obiecałeś, uczyń zgodnie ze swym słowem”. Czy jesteś strapiony z powodu grzechu i obciążony wielkim ciężarem swoich nikczemnych czynów? Posłuchaj tych słów: „Ja, jedynie Ja, mogę przez wzgląd na siebie zmazać twoje przestępstwa i twoich grzechów nie wspomnę”. Nie masz własnych zasług, dzięki którym on mógłby ci przebaczyć, ale proś go o przebaczenie na podstawie przyrzeczenia, które dał Bóg, a on to uczyni. Czy obawiasz się, że jeśli nie uda ci się wytrwać do końca, to po tym jak uważałeś się za dziecko Boże, okaże się, że zostaniesz odrzucony? Jeśli taki jest twój stan, przyjdź do tronu łaski pamiętając o jego słowie: „A choćby się góry poruszyły i pagórki się zachwiały, jednak moja łaska nie opuści cię, a przymierze mojego pokoju się nie zachwieje”. Jeśli straciłeś słodkie poczucie obecności Zbawiciela i szukasz go z zasmuconym sercem, pamiętaj o tych obietnicach: „Nawróćcie się do mnie, wtedy i Ja zwrócę się ku wam”. „Na krótką chwilę porzuciłem cię, lecz znów cię zgromadzę w wielkiej miłości”.

Poranek, 29 kwietnia
„Ty, moja ucieczko w dniu niedoli!” – Jeremiasza 17:17

Ścieżka chrześcijanina nie zawsze rozjaśniona jest światłem słońca. Wierzący doświadcza okresów ciemności i burzy. To prawda, że w Bożym Słowie napisane jest: „Jej drogi są drogami rozkoszy, a wszystkie jej ścieżki wiodą do pokoju” i wielką prawdą jest to, że prawdziwa religia ma dawać człowiekowi szczęście na niskości jak również błogosławieństwo w wysokości; ale doświadczenie mówi nam, że chociaż droga sprawiedliwego jest „jak blask zorzy porannej, która coraz jaśniej świeci aż do białego dnia” to jednak czasami to światło jest zaćmione. Bywa, że chmury zakrywają słońce wierzącego, a on chodzi w ciemności, nie widząc światła. Istnieje wielu, którzy radowali się w obecności Boga przez pewien czas; wygrzewali się na słońcu we wcześniejszych stadiach swojego chrześcijańskiego życia; chodzili po „zielonych pastwiskach” przy „spokojnych wodach”, ale nagle chwalebne niebo zachmurzyło się; zamiast ziemi Goszen musieli kroczyć po piaszczystej pustyni; w miejscu słodkich wód znaleźli gorzkie w smaku strumienie i mówili: „Z pewnością, gdybym był dzieckiem Bożym, nie przydarzyłoby mi się to”. O! Nie mów tak ty, który chodzisz w ciemności. Najlepsi z Bożych świętych muszą pić gorzki piołun; jego najdroższe dzieci muszą nieść krzyż. Żaden chrześcijanin nie cieszył się stałym powodzeniem; żaden chrześcijanin nie gra nieustannie radosnych melodii na swojej lutni. Być może Pan przydzielił ci z początku gładką i słoneczną ścieżkę, bo byłeś słaby i bojaźliwy. Łagodził on wiatr dla ostrzyżonej owieczki, ale teraz kiedy jesteś silniejszy w duchowym życiu, musisz wejść w dojrzalsze i trudniejsze doświadczenia, które Bóg przygotował dla swoich wyrośniętych dzieci. Potrzebujemy wiatrów i burz by ćwiczyć naszą wiarę. Zły dzień ujawnia nam wartość naszej chwalebnej nadziei.

Poranek, 30 kwietnia
„I szemrali wszyscy synowie izraelscy” – Liczb 14:2

Są teraz szemrzący pośród chrześcijan, tak samo jak byli oni w obozie dawnego Izraela. Są ci, którzy kiedy dostają rózgą, wykrzykują przeciwko swojemu udręczeniu. Pytają się: „Dlaczego jestem tak udręczony? Co takiego uczyniłem, żeby być chłostany w ten sposób?” Mam dla ciebie słowo, szemrzący człowieku! Dlaczego miałbyś szemrać przeciwko woli twojego niebiańskiego Ojca? Czy potraktował cię gorzej niż na to zasługujesz? Pamiętaj jakim buntownikiem byłeś kiedyś, ale on przebaczył tobie! Jasne jest, że jeśli Bóg w swojej mądrości uznał za stosowne by cię wychłostać, to nie powinieneś narzekać. Bo czy jesteś smagany mocniej niż zasługują na to twoje grzechy? Pamiętaj o zepsuciu, które jest w twoim sercu, a jeśli to zrobisz, to czy będziesz dziwił się dlaczego potrzeba tak wiele uderzeń rózgi by się tego wyzbyć? Pomyśl o stanie swojej duszy i zbadaj jak wiele śmieci jest zmieszanych z twoim złotem; czy pomyślisz, że ogień oczyszczający cię z twoich śmieci jest zbyt gorący? Czy twój dumny, buntowniczy duch nie udowadnia, że twoje serce nie jest całkowicie uświęcone? Czy te szemrzące słowa nie są przeciwne świętej i posłusznej naturze Bożych dzieci? Czy korekcja nie jest potrzebna? Ale jeśli chcesz szemrać przeciwko chłostaniu, uważaj, bo to źle się kończy dla szemrzących. Bóg zawsze chłoszcze swoje dzieci po raz drugi, jeśli nie są cierpliwe przy pierwszym. Ale wiedz o tym: „Nie z serca trapi i zasmuca [on] synów ludzkich”. Wszystkie jego korekcje są zesłane w miłości, by oczyścić cię i przywieść cię bliżej do niego. Z pewnością to pomoże ci w pogodzeniu się ze znoszeniem chłostania, jeśli w swojej próbie możesz rozpoznać rękę twojego Ojca.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: